Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Przybysz

Autorzy: , dodano Poniedziałek, 7 sierpnia 2017 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (7-10 lat), Książki dla dzieci (10-12 lat), Książki dla młodzieży, Książki dla rodziców

"Przybysz"
Shaun Tan
Wydawnictwo Kultura Gniewu, 2013 (II wyd.)


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

W starym albumie u mego dziadka… - Shaun Tan i jego "Przybysz"

 

Wzrok pozostaje zmysłem, którym w największym stopniu odbieramy świat. Wrażenia wzrokowe najszybciej potrafią zawładnąć naszą uwagą, co skrzętnie wykorzystują media, zewsząd podsuwając nam pod oczy serie ruchomych i zastygłych obrazów. Przesyt widoków z jednej strony, z drugiej zaś możliwości (i odruch) rejestrowania niemal wszystkiego, co w przysłowiowe oko wpadnie, wypaczają zmysł ocalania, selekcji, wrażliwości pamięciowej, nieświadomego tworzenia więzi między wspomnieniami i życiem. W mętliku wizualnych doznań gubią się te, które mają w sobie ładunek refleksyjnego echa.

"Przybysz" Shauna Tana może posłużyć za remedium. Ta graficzna powieść przypomina, jak może działać ten nasz indywidualny tryb pamięci, jak różne natężenie przybiera, w dosłownym znaczeniu, właśnie samo spojrzenie. Jeżeli mówi się o wielogłosowości powieści, to "Przybysz" zasługuje na miano „wielowzrokowej”, z uwagi na liczbę zastosowanych przez autora zmian perspektywy, ujęć, za pomocą których śledzimy tę pozbawioną słów historię. Historię już od początku pomyślaną jako pełen szacunku ukłon w stronę czasów wielkich migracji z XIX i XX wieku (autor przytacza drobiazgowo źródła inspiracji), ale i w niesztampowy sposób niosącą absolutnie uniwersalne przesłanie.

Oto dostajemy do ręki album (tym terminem zwykło określać się wydawnictwa komiksowe) stylizowany na album zdjęciowy, którego formę pamiętają nasi dziadkowie, a i my powinniśmy. Nie jest wprawdzie podłużny i nie ma pergaminowych przekładek między stronami, ale sama zawartość nie budzi wątpliwości skojarzeniowych, a nawet je rozwija w stronę bardziej skomplikowanych konstrukcji wzbogacających kluczowy akt spojrzenia – mnie przed oczyma staje fotoplastykon. Właściwy dlań efekt stereoskopii przenosi się również na samą opowieść – jeden plan, realistyczny, zaczerpnięty przez autora z materiałów historycznych, styka się z drugim, fantastycznym, czerpiącym z wyobraźni rysownika, estetyki retrofuturyzmu i niemieckiego ekspresjonizmu. A „trójwymiarowy” efekt to obcy tytułowemu Przybyszowi świat, który po oswojeniu staje się upragnionym azylem.

Ten proces to subtelnie uwypuklony stan zagubienia pośród budowli, urządzeń, roślin, zwierząt będących hybrydami, których składowe są nam znane, ale całość łączy się raczej wedle logiki snu, nie kształtów pozostawionego poza sobą świata. Tak samo rzecz ma się z jego podstawową mapą, czyli językiem. Świadoma rezygnacja z komiksowych dymków nie wyklucza jednak użycia symbolicznego alfabetu, który zdobi przestrzeń na kształt abstrakcyjnego ornamentu. Jest w tej bezbronności komunikacyjnej potrzeba pierwotnej magii, odczytania zaklęć wypisanych wprost w otaczającej nas rzeczywistości – tej magii, która chce zrozumieć, utrwalić zasady i ład przyjaznego świata, chroniącego przed tym światem, który niesie zagrożenie. Ucieczka z tego ostatniego jest motywem powtarzającym się pośród mieszkańców okazujących wsparcie bohaterowi – im podobnemu uciekinierowi.

Mimo to intuicyjnie (bo i cóż innego pozostaje w obcej scenerii, jeśli nie zdanie się na instynkt?), po kafkowskich perypetiach urzędowych i zatrudnieniowych odczuwamy wraz z bohaterem bezpieczeństwo wśród tej przestrzeni, ulegamy jej urokowi. Fabryki pozostają ogromne, praca konieczna, a klitka ciasna, ale codzienne życie odzyskuje spokój, jasność, poczucie wspólnoty. To bezpieczeństwo właściwe dziecku, jakim na okres „przystosowania” staje się Przybysz. Uwidacznia się w tym też przewrotność owej optyki, właściwej dzieciom – to, czym Nowy Świat przytłacza dorosłego w poetyckiej aranżacji Tana, dla dziecka (spróbujcie „czytać” "Przybysza" z dziećmi!) będzie baśnią, karnawałem, ogromnym pokazem magii.

Środki, jakimi Tan utrzymuje nas w swoim świecie, z uczuciem i wyczuciem niuansują prostą fabułę. Warto prześledzić następstwa „montażowe” – poklatkowe sekwencje kadrów, ujęcia detali, puentujące poszczególne sekwencje panoramy, podobnie potraktować grę świateł i odcieni, zmieniających plan czasu rzeczywistego i retrospekcji za pomocą palety szarości, sepii i brązu. Wszystko to odsyła nas do źródeł foto - i kinematografii jako próby pochwycenia, uwiecznienia tego, co obejmujemy spojrzeniem, czym zapewnimy życie w pamięci. Co pomoże spojrzeć w pamięć.

Cała ta droga kryje się w ogromnej mierze właśnie w spojrzeniach, których sieć stawia nas na przemian to w pozycji bohatera, to lustra, to każe podążać za czyimś wzrokiem poza obszar kadru, to stawia nas „oko w oko”, w kontakcie, który przypomina, jaką siłę i głębię może mieć w sobie. Shaun Tan prezentuje prawdziwą gamę pozajęzykowego porozumienia – sympatii, smutku, tęsknoty, radości, pociechy, rozbawienia, zostawiając miejsce na ów wewnętrzny wzrok, w głąb siebie; to wszystko, co patronowało i patronuje malarzom portrecistom, artystom kina niemego, mistrzom pantomimy – owo uzewnętrznienie emocji i intencji bez użycia słowa.

Spojrzenie "Przybysza" jest jednak w największym stopniu pełne nadziei – że podjęte ryzyko podróży w nieznane przyniesie coś więcej niż tylko nieuniknione oszołomienie egzotyką Nowego Świata; że stanie się miejscem, w którym do trójwymiarowej postaci powróci przywieziona w walizce fotografia rodziny.

Shaun Tan dokonał czegoś cudownego – stworzył w swojej wizji determinacji człowieka nastrój takiej intymności, która pozwala oglądać ów Album (tak, Album, jak Schulzowska Księga) jak dowód ocalenia i sensowności marzeń, dostępnych w każdym wieku. I pozostawia impuls do pielęgnowania wymienianych codziennie spojrzeń.

 

Łukasz Łęcki - tato Michała, Bożeny i Wiktora. Amator słowa i ruchu, czego wyraz daje w pracy autorskiej i aktorskiej. Prowadzi praktyczne badania nad śmiechem i wyobraźnią. Panoptyk.

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ksiazka za dyche
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • ryms w empikach
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • liczby i kolory
  • maly atlas ptakow
  • zbuntowany elektron
  • OKO
  • Przed twoimi urodzinami
  • Ryms na Facebook
  • Jano i Wito baner