Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Pluszowe bestie

Autorzy: , dodano Poniedziałek, 4 marca 2013 | kategoria: Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Pluszowe bestie"
Zoran Krušva
przeł. Agnieszka Żuchowska-Arendt
Wydawnictwo Ad Public, 2011

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Dobra i mądra Dorotka miała pokój pełen pluszaków. Wszystkie pluszowe serca biły dla niej. I serce mądrej małpki Maki, i serce niedźwiadka Grzesia. Pluszaki kochały ją, choć Dorotka nie miała pluszowych uszu pozwalających dosłyszeć wielką tajemnicę: zabawki żyją. Żyją, czyli myślą, mówią, czują, poruszają się. Jednak dzieci dorastają. Dorotka wyprowadziła się, żeby założyć własną rodzinę - z Joasią. Pewnego dnia tato Dorotki spakował wszystkie zabawki i zawiózł je - nie do maleńkiej kawalerki Dorotki i Joasi - ale do nowych dzieci. Bo co to za zabawka, której nikt nie kocha i którą nikt się nie bawi? Niestety, zachowanie Janki i Poldka Polakowskich, do których trafiły pluszaki, drastycznie odbiegało od pełnego miłości i troski sposobu bycia poprzedniej opiekunki. Pluszaki i dzieci Polakowskich nie spodobały się sobie, wynikły z tego ogromne komplikacje...

Podobno książka Zorana Krusvara jest książką dla dzieci. Fabuła budzi skojarzenia z "Toy story". Jest tu świat oglądany z perspektywy zabawek, najukochańszy pierwszy właściciel, dzieci niszczące tylko dla zabawy. I podobnie jak w przypadku trzeciej części "zabawkowego" cyklu Pixara rodzi się pytanie: dla kogo właściwie pisana była ta opowieść? Dla dzieci? W jakim wieku? Dla dorosłych? Miałam ogromne kłopoty z wyobrażeniem sobie wirtualnego odbiorcy tej książki. I nie świadczy to, niestety, na korzyść "Pluszowych bestii".

Język opowieści z początku bardzo mi się podobał. Infantylny sposób mówienia i myślenia postaci, pełen powtórzeń, uszczegółowień, pomyłek, w jakiś bolesny, tkliwy sposób oddawał powolność myślową i dziecięcą niewinność pluszowych bohaterów. Narrator udzielający tasiemcowych poufnych wyjaśnień nawiązywał z odbiorcą porozumienie empatii i zaangażowania. Słaba znajomość świata ludzi (na poziomie ludzkich kilkulatków) wiązała się z tym, że pluszaki nie wzmacniały uprzedzeń i były w stanie ze względną naturalnością przyjąć takie rzeczy, jak zawirowania tożsamości czy inny od tato-mamowego model rodziny. Tak było z żółwicą Kornelią, która pewnego dnia oznajmiła pluszowemu stadku, że od teraz jest wiewiórką. Nie obyło się bez zdziwienia, ale dla kogoś, kogo się lubi, warto zadać sobie trud zmiany sposobu myślenia. Ważniejsze od wzorców są bowiem konkretne osoby. Czyżby?

Tutaj pojawia się pierwszy problem książki Krusvara - niekonsekwencja. Otwartość czasem jest, a czasem jej nie ma. Otóż miłość do Dorotki wyklucza u pluszaków miłość do Janki. Zabawki, tak naturalnie przyjmujące seksualną odmienność, nie otwierają serc dla nowych właścicieli. Wydaje się wam, że lalki i misie stworzone są, by rozwijać dzieci emocjonalnie? A figa! To przykre, ale Janka i Poldek od początku i jednoznacznie przedstawiani są jako osoby zdemoralizowane, niegodne uczucia.

Fakt, Janka nie ma "pluszowej intuicji". Rozdziela zajączka z jego mamą i wkłada Szaraczka w ramiona zająca Marchwina. Nie rozpoznaje prawdziwej tożsamości żółwicy, pieska bierze za lwa. Ale skąd ma wiedzieć, jak naprawdę mają się sprawy w świecie zabawek? Bawi się "po swojemu", do czego ma święte prawo! Zachowanie Janki powinno wzbudzić współczucie. W swoich agresywnych zabawach, bijąc i sztorcując "niegrzeczne" pluszaki, odtwarza prawdopodobnie złe wzorce pochwycone gdzieś blisko... Zachowania dzieci są okrutne, ale o ile intencje Poldka są podłe, to uczucia Janki już nie. Niesmaczna jest scena, w której żółwica Kornelia żywiołowo buntuje się przeciw spaniu z Janką, reagując obrzydzeniem na czułość. Nazywanie sześcioletniego dziecka "obrzydliwym bachorem", bo podczas snu ślini się na zabawkę, eksplozja histerycznej niechęci pluszaków sprawia, że ponownie myślę nad wiekiem odbiorcy tej książki.

Opisy przemocy to kardynalna wada opowieści. Od pewnego momentu pełna rozwagi historia zamienia się w powieść akcji, coraz szybciej gnającą do koszmarnego finału. Okrucieństwo dzieci wobec zabawek może być trudne do zniesienia dla małego czytelnika. Podobnie jak opisy niesłychanych cierpień kłutych i patroszonych pluszaków. Dzieci literalnie czytające tę historię mogłyby mieć wyrzuty sumienia po upuszczeniu misia na podłogę! Niesmak wywołany paskudną zemstą zabawek na małych Polakowskich tylko potęguje ckliwość zakończenia historii.

Jak więc czytać tę książkę? Dosłownie, angażując się w opowieść, do czego nakłania narracja? Stawać po stronie zabawek przeciw ludziom? Ale to mogłoby sprawić, że zaakceptowane zostanie odpowiadanie przemocą na przemoc. Tutaj nie ma szansy, nie ma przemiany. Są zepsute dzieciaki, którym delikatność wpaja się za pomocą terapii szokowej.

Spisane na straty - takie mam wrażenie. A może czytać metaforycznie, jako historię o prawie do buntu? O niemożności kochania na rozkaz? Byłaby to jednak historia dla dużo starszych odbiorców. Musielibyśmy zastanowić się jednak nad znaczeniem ponownej infantylizacji dorosłych bohaterek.

Jeśli autor chciał dać wykład szacunku dla odmienności, wybrał zły szkielet fabularny. Nie powinien tak dramatycznie i jednoznacznie przeciwstawiać dobrych zabawek złym dzieciom. Pluszaki nie wzbudziły mojej sympatii i nie jestem pewna, czy chciałabym, żeby wzbudziły sympatię dzieci. Choć dzielne i solidarne, były też histeryczne i pełne uprzedzeń. W generowaniu złych emocji nie tak bardzo różniły się od Polakowskich. Rozmowy o tolerancji nie nobilitują książki kiepskiej. Warto też zauważyć, że autor co prawda odważnie pokazuje dwie kochające się kobiety, ale wkłada do opowieści drażniący stereotyp dziewczyn, które niepewnie się czują, wychodząc z domu bez makijażu i fryzury. Godne podziwu według narratora jest to, że mimo wszystko zdobywają się na taki wyczyn. Przedziwne żarty. Kobiety są infantylizowane, nazywane zdrobniałymi imionami.

Jeżeli zaś mowa o dojrzałości, najbardziej podoba mi się zając Marchwin, który nieoczekiwanie stał się mamo/tatą, opiekunem małego zająca Szaraczka. Niestety, finalny błogosławiony powrót do normalności przerwał proces dojrzewania.

Alicja Szyguła

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • zbuntowany elektron
  • Przed twoimi urodzinami
  • mama czy ania
  • Rekordzisci
  • Kajtek
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • praktyczny pan
  • ryms w empikach
  • ksiazka za dyche
  • zoo litery
  • trzy mam ksiazki
  • Ryms na Facebook
  • OKO
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa