Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Bangsi

Autorzy: , dodano Piątek, 9 listopada 2012 | kategoria: Nowości, Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat)

"Bangsi"
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
ilustr. Marcin Dopieralski
Wydawnictwo Format, 2012


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Książkę dla dzieci Huberta Klimko-Dobrzanieckiego pt. "Bangsi" przeczytałam trzy razy. A to rzadko mi się zdarza. Początkowo pomyślałam sobie, że to jest jakaś dziwna, wręcz słaba opowieść. Wprawdzie ciekawie się zaczynająca i kończąca, ale w środku wypełniona zgrzebną literacką watą. Ale relacjonując moje rozczarowanie mężowi zaczęłam zauważać, że opowieść o Bangsim mojego rozmówcę wciąga. Więc postanowiłam dokonać ponownej lektury i dodatkowo jeszcze sprawdzić, jak na "Bangsiego" reagują moi kilkulatkowie – w końcu to książka dla nich.

Efektem tych wszystkich zabiegów była refleksja, że to nie historia o misiu polarnym jest dziwna, tylko ja nic nie wiem o Islandii – bo tam rozgrywa się większa część fabuły, a przede wszystkim stanowczo za rzadko mam do czynienia z literaturą skandynawską, nie oswoiłam się z tamtejszym sposobem opowiadania, nie licząc książek Astrid Lindgren czy innych sztandarowych pisarzy tego obszaru kulturowego. A skąd takie przemyślenia, skoro autor jest Polakiem, a i Bangsi mówi w ojczystym (dla nas) języku?

Nie jest tajemnicą dla internautów czy ogólnie miłośników prozy, że Hubert Klimko-Dobrzaniecki 10 lat swojego życia spędził na Islandii – wyspie o największej aktywności sejsmicznej na świecie. Gdzie owiec, w okresie letnim, jest cztery razy więcej niż ludzi, a najwyższa notowana temperatura nie przekroczyła 26° C. Poza tym autor studiował filologię islandzką, co więcej wydał dwa tomiki poezji w tym języku. Zatem opowieść o Bangsim należałoby czytać używając odpowiedniego filtra kulturowego. Raz, że zdecydowana większość opowieści o miśku dzieje się właśnie na terenie Islandii, a konkretnie na oddalonej o 40 km na północ małej wysepce Grimsey. Dwa – autor czerpał inspiracje z historii i legend tamtego obszaru. Poza tym Bangsi w języku islandzkim znaczy po prostu miś. A po czwarte – Klimko-Dobrzaniecki dedykuje tę opowieść swoim najmłodszym dzieciom, które jak mniemam oswojone bardziej z kulturą skandynawską niż polską.

I właśnie między innymi dzięki tym szczegółom geograficznym, kulturowym i autorskim opowieść nabiera kolorów. Wiele elementów fabuły zaczyna ze sobą grać na przykład to, że dachy domów pokryte są trawą i kwiatami, co wydawało mi się dość egzotyczne. Przejdźmy jednak do sedna.

Miś polarny o imieniu Bangsi mieszka z mamą na Grenlandii. Bawi się, śpi, poluje, zadaje filozoficzne pytania o bezkres i takie tam. Aż pewnego dnia wpada wraz z mamą w zasadzkę zastawioną przez Eskimosów. Niedźwiedzica stawia czoła polującym, a Bangsi, co sił ucieka przed siebie. Wkrótce jednak opada z sił i zasypia na krze. Ta odrywa się w nocy od reszty lodu i dryfuje aż do Grimsey (w rzeczywistości jakieś 290 kilometrów). Na brzegu znajdują go wiking Grimur, jego żona Hekla oraz trojaczki: Melkorka, Hanna i Molly. Bangsi zaprzyjaźnia się z ludźmi, poznaje ich historię – na poły straszną i zabawną, zwyczaje – absurdalne nieco, i baśnie. Spotyka na swojej drodze wynalazcę Bubbiego, księdza Nonniego, hazardzistę Laliego, a nawet Trolla. I właśnie z tym ostatnim miś będzie miał niesamowitą przygodę. Jaką? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Autorem monochromatycznych ilustracji jest Marcin Dopieralski, ale bardziej niż obrazy interesująca wydała mi się koncepcja graficzna książki autorstwa Julity Gielzak. Na pierwszej stronie okładki wycięto tytułu książki, co daje intrygujące efekty wizualne. Przez tytuł prześwituje wyklejka – białe kropki na szarym tle – przy czym plamki układają się w ten sposób, że litery w słowie Bangsi stają się bardziej czytelne, nawet dla dziecięcego czytelnika. Zaskakująco pozytywny wydaje mi się również wybór odcienia szarości dla kroju pisma. Dzięki temu zabiegowi tekst, pomimo że jest dominujący nad ilustracją, odsuwa się nieco w cień. Pomiędzy dwoma środkami wyrazu – plastycznym i językowym zachodzi ciekawe napięcie. Nie jest to walka, a dopełnianie się, przenikanie. Podoba mi się również to, że twarda okładka ma zaokrąglone brzegi, co zdecydowanie ułatwia kontakt dziecka, nawet mniejszego, z książką.

Zastanawiam się, o czym jest "Bangsi", a właściwie - o czym najbardziej. Bo autor porusza wiele ważnych kwestii. Aż dziw, że można na niewielkiej przestrzeni zaledwie trzydziestostronicowej opowieści oswajać dzieci z tematami: bliskości, samotności, upływu czasu, istnienia Boga, nałogów, stosunku człowieka do zwierząt (i odwrotnie), czy bezkresu. Hubertowi Klimko-Dobrzanieckiemu sztuka pisania o ważkich sprawach, prostym językiem – dodajmy, chyba się udała. Piszę "chyba", bo wolałabym, aby autor rozwinął jedną czy dwie kwestie, a resztę zostawił na później, do kolejnej północnej opowieści.

"Bangsi" jest dla mnie książką o trudnej podróży, nie z własnej woli. Takiej, która poprzez kontakt z Innymi zmienia spojrzenie na wiele spraw, obala schematy myślowe. Która jest jednocześnie smutna i piękna, wymagająca pokonania niejednego trolla. Która pozwala wrócić do domu (do siebie) utrudzonym, ale mądrzejszym, jakkolwiek banalnie to brzmi.

Łucja Abalar

link

Książka super- fajnie się czyta. Wydanie całkiem okay, ale szkoda że ilustracje są takie nudne- monochromatyczne. Zlewają się z kolorystyką tekstu i nie wciągają dzieci. Pomijając pixle które wyłażą i nieostre ilustracje- strona z trolem( słabe opracowanie graficzne). Chyba zapomniano dla kogo ta książka jest. dla przypomnienia- dzieci!

dodał: mru mru, Sobota, 15 grudnia 2012 14:18

Nie zgadzam się z uwagami odnośnie złej szaty graficznej i nudy, jest to element "klimatu" książki. Je jestem zachwycona, podobnie sześcioletni syn (prawie siedmiolatek). Naprawdę polecamy, książka jest wyjątkowa, czytanie jej to prawdziwa przygoda!

dodał: bo, Niedziela, 13 stycznia 2013 07:21

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • OKO
  • ksiazka za dyche
  • mama czy ania
  • zoo litery
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • zbuntowany elektron
  • ryms w empikach
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Rekordzisci
  • praktyczny pan
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • Ryms na Facebook
  • Przed twoimi urodzinami
  • Kajtek
  • trzy mam ksiazki