Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko

Autorzy: , dodano Poniedziałek, 8 września 2014 | kategoria: Książki dla dzieci (3-5 lat), Książki dla dzieci (4-6 lat)

"W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko"
Grzegorz Kasdepke
ilustr. Tomek Kozłowski
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Wyższość dziecięcej wyobraźni nad wyobraźnią dorosłych jest bezsporna. Tam, gdzie rodzic widzi zwykłą gałąź, w niej jego dziecko dostrzega kontury wielkiego węża. Taką historię opowiedział mi niegdyś profesor Bohdan Głuszczak, były dyrektor Olsztyńskiej Pantomimy Głuchych. O tej niezwykłej dziecięcej mocy „widzenia więcej” wie również dobrze Grzegorz Kasdepke. Dowód: „W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko”.

Historia najprostsza na świecie: oto w brzuchu małej dziewczynki zaczyna coś warczeć, burczeć i piszczeć. Każdemu z nas – dorosłych – na myśl przychodzi oczywiście głód, ale ta odpowiedź, jak się okazuje, nie jest już tak oczywista dla dziecka. Bohaterka książki Kasdepke domyśla się, że w jej brzuchu zamieszkało jakieś zwierzątko. Rzecz to niesłychana. Wszyscy domownicy i bliscy dziewczynki nie biorą jej słów na poważnie. Wiedząc, że dziwne odgłosy wydobywające się z jej brzucha, to tylko oznaka głodu. Ich racjonalizm nie pozwala im spojrzeć na cała tą sytuację z innej perspektywy – perspektywy małego dziecka, które zdaje się dostrzegać o wiele więcej.

Czytając książkę „W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” na myśl przyszła mi scena z filmu „Patch Adamsa”, w której to główny bohater, przebywający akurat w szpitalu psychiatrycznym, rozmawia z innym pensjonariuszem, słynnym matematykiem i geniuszem Arthurem Mendelsonem. Ten, pokazując mu otwartą dłoń z zagiętym kciukiem, pyta: „Ile palców widzisz?”. Patch, jak każdy zdroworozsądkowy człowiek, odpowiada: „cztery”. Ale Mendelson nakłania go aby nie patrzył na „problem”, ale za niego, aby szukał rozwiązania i prawdy. A z tej perspektywy, zmieniając ogniskową spojrzenia, dostrzega się osiem palców. Morał z całej tej anegdoty jest taki, że nie zawsze sprawy oczywiste muszą być takie, jak je widzimy, jak nauczyła nas szkoła, wychowanie, praca, zasady czy życiowe doświadczenie. I to naważniejsze przesłanie książki Grzegorza Kasdepke, który nakłania nas – dorosłych do tego, abyśmy wsłuchiwali się w to, co mówią do nas dzieci i abyśmy zechcieli choć na chwilę być nimi znowu i dali się ponieść sile dzięcięcej wyobraźni.

Dariusz Szymanowski - ur. 1984 w Olsztynie. Publikował m.in. na łamach "Twórczości", "Kwartalnika Artystycznego", "Pograniczy", "Opcji", Dwutygodnika.com, "Portretu", "Wyspy". Autor książki poetyckiej "Drugi brzeg" (2012). Ojciec Jasia.

***

Kilkuletnia dziewczynka, w rudej czuprynce i okularach jest główną bohaterką najnowszej książki Grzegorza Kasdepke. No i jeszcze zwierzątko, które mieszka w jej brzuszku. Ono odgrywa w tej narracji niepoślednią rolę, choć wydaje jedynie nieartykułowane dźwięki w rodzaju warczenia, bulgotania, przelewania, miauczenia itp. Ale o co tutaj chodzi? - zapytacie. Skąd zwierzątko wzięło się w brzuchu dziewczynki? Jaki to gatunek? Czy ma pazurki czy dzióbek? I czy, o zgrozo, rośnie, a jeśli tak... Aż strach pomyśleć.

Kiedy byłam mała, często miewałam bóle brzucha, może dlatego, że byłam wyjątkowym łakomczuchem. Wyobrażałam sobie wtedy, pod wpływem kultowej bajki "Było sobie życie", że w moim brzuchu rozgrywa się jakaś wojna. Że walczą ze sobą ziemniaki z kapustą, albo szwadron przepysznych landrynek z legionem kiszonych ogórków. Głaskałam wtedy brzuch, mówiłam do niego uspokajającym, dyplomatycznym tonem. Rzadko pomagało, najczęściej któraś z żołądkowych armii decydowała się – gwałtownie - opuścić teren bitwy. Ale nigdy nie dzieliłam się tym wojennym wyobrażeniem z rodzicami, ani z bratem czy innym człekokształtnym. (Czytelniku! - w jakiej uprzywilejowanej pozycji jesteś!) Zupełnie odwrotnie zrobiła nasza mała bohaterka. Postanowiła poinformować wszystkich swoich bliskich o zwierzęcym lokatorze słowami: "W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko!". Czy ktoś jej uwierzył?

Może mama? "Ojej! - Mama oderwała wzrok od książki. - Groźne?".
Może tata? "- Nic nie słyszę... - szepnął tata".
Może babcia? "Niemożliwe – odpowiedziała babcia, krojąc sernik".
Może pan w parku? "Pan uśmiechnął się, pokiwał głową i poszedł".

O zwierzęcym lokatorze dowiedział się również brat, pani z kotkiem, dziadek, pani w przedszkolu oraz przedszkolacy. Jak łatwo się domyślić, tylko dzieci podchwyciły temat, przejęły się na serio brzuszkowym pupilem. Chociaż nikt nie wiedział, czy jest to rybka, kot czy krokodyl wyobraźnia zaprowadziła ich w straszne rejony. Jakie? Poczytajcie sami, z dziećmi oczywiście.

Do lektury zachęca nie tylko ciekawa fabuła, która wydawałoby się oczywista i przewidywalna – przecież wiadomo, co tak burczy w brzuchu, zaskakuje swoim rozwinięciem oraz finałem. Jest w niej jakieś napięcie, oczekiwanie, co się stanie dalej, kto i w jaki sposób naprowadzi dziewczynkę na trop lub powie jej fizjologiczną prawdę. Tymczasem nic z tego. Dorosłych stać tylko – niestety lub stety - na obśmiewanie czy zaprzeczanie. Na szczęście wyobraźnia podpowiada dziewczynce coraz ciekawsze interpretacje i zwierzątko w brzuszku przestaje być problemem. A nawet zmienia swojego właściciela.

Koncepcja graficzna książki autorstwa Tomka Kozłowskiego jest dość szczególna. Począwszy od oszczędnej w kolorach – turkus i pomarańczowy, przypominającej szkolny zeszyt okładki, przez kompozycję czwórki tytułowej, które poprzedzają aż dwie kolorowe strony, po środek wypełniony szczelnie, ale nie duszno postaciami, bazgrołami, teksturami. Wyjątkowo przemawiają do mnie ilustracje - te wszystkie plamy, kreski, kontury, strzałki, szczegóły prowadzą nas przez opowieść, są drogowskazami dla czytelniczej wyobraźni, interpretują tekst po swojemu. Intrygujące są także ruszające się – dosłownie! - postacie. Co wywołuje wrażenie ruchu? Sami sprawdźcie.

Wyobraźnia dzieci nie zna granic, co więcej, zupełnie składnie łączy się z rzeczywistością. Można mieć wyobrażonego kolegę, psa na smyczy, a nawet w brzuchu. I to, że dorośli się z tego śmieją, nie dowierzają, ignorują temat, w niczym takiej fantastycznej sytuacji nie przeszkadza. Jest tylko jeden problem - gdy nie dokarmiamy zwierzątka, może się okropnie wściec.

Łucja Abalar, 18.10.2012

link

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • co sie dzieje
  • trzy mam ksiazki
  • zoo litery
  • OKO
  • z duchem do teatru
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • Przed twoimi urodzinami
  • Kajtek
  • ksiazka za dyche
  • ryms w empikach
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • znajdz nas