Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Mała szansa

Autorzy: , dodano Środa, 8 sierpnia 2012 | kategoria: Patronat Rymsa, Książki dla dzieci (7-10 lat), Książki dla dzieci (10-12 lat)

"Mała szansa"
Marjolijn Hof
przeł. Joanna Borycka-Zakrzewska
Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2010


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Zamów w sklepie

By nie dopuścić do straty

Studium niepokoju, przeprowadzone z niezwykłą wnikliwością, krok po kroku. Można zaprzeczać, że człowiek się boi, próbować zająć się czymś zupełnie innym, na przykład głaskaniem psa. Można "udawać, że się po prostu siedzi na kanapie", oszukiwać, wzbudzając w sobie spokój – pozornie. Jednak noc ujawnia prawdę – gdy śnią się zabłakane kule, bo sen zdradza przeżycia. Pozornie zwykły rysunek też odkrywa wnętrze – nawet laik wszak dostrzeże, że pod postacią zdechłego psa leżącego ze sterczącymi w górę łapami, w sąsiedztwie człowieka strzelającego z karabinu czają się silne emocje. Lęk, gniew, smutek i wszystkie ich odmiany.

Można też, próbując oszukać niepokój, targować się z losem. Tak jak bohaterka książki, która usiłowała zmniejszyć szansę na utratę ojca. Patrząc z zewnątrz - dziwnymi metodami, w sposób magiczny, lecz absolutnie zrozumiały biorąc pod uwagę psychikę dziecka. Nie do końca pojęty dla dorosłych. Bo może i faktycznie trudno zrozumieć, dlaczego chcąc uchronić się przed stratą – poświęca się życie innych?

Na szczęście pojawia się mądry dorosły, któremu można wszystko powiedzieć, który nie daje odpowiedzi wprost, ale stawia ważne pytania, który nie pociesza na wyrost, nie wini, ale uświadamia. Okazuje się, że mama też rozumie. Mało tego, potrafi wytlumaczyć, co tak naprawdę się dzieje.

Niewątpliwie studium straty. Chociaż nie takiej ostatecznej, jak śmierć, to jednak straty ogromnej – gdy nagle całe życie musi się zmienić, trudno je sobie nawet wyobrazić. Pewnie, że we wszystkim można znaleźć coś pozytywnego. Ale na to przychodzi czas później. Bo przecież kiedy wydaje się, że nic już nie będzie takie jak przedtem – jest czas i miejsce na smutek, zadumę, wściekłość. Niezależnie od tego, ile się ma lat. W książce też.

To wspaniałe studium bliskości. Córki z ojcem, ale też córki z matką. Chociaż ta pierwsza relacja wydaje się być nasiąknięta większym dramatyzmem, intensywnością, tęsknotą, to więź Kiki z matką, na pozór codzienna, nie tak na pierwszy rzut oka spektakularna, jest przecież relacją właśnie niezwykłą, wspierającą, bezpośrednią i równie ważną. Choć zupełnie inną.

Kiki czeka na tatę, który zaginął w otchłani wojny. Nie wiadomo, co się wydarzy... Chciałaby go mieć przy sobie, ale on wybrał drogę inną – pomocy ludziom, w sytuacji zagrożenia. Ona nie musi tego rozumieć. Można się spierać o to, co ważniejsze – obcy ludzie czy własna rodzina. Można rozważać zakres odpowiedzialności rodzicielskiej, poświęcenia. Ale można też popatrzeć na los, który się stał udziałem dziewczynki bardziej uniwersalnie – czasem stoimy (dorośli i dzieci) wobec sytuacji, na które nie mamy wpływu, a które potęgują strach i ból. To się po prostu zdarza, nie tylko tam, gdzie za rogiem czai się wojna.

Mądra, wnikliwa, przejmująca, dojrzała pozycja książkowa. Czytając ją trafiamy w sam środek wydarzeń, nasłuchujemy, czy zadzwoni telefon. Tak prawdziwa jak realny niepokój, który chyba nie jest obcy nikomu... Chce się do niej wracać, delektując każdym ważnym zdaniem. Napisana prawdziwie i dogłębnie, wprawną ręką – nie przesadzę, że w mistrzowski sposób. Zachwycająca i poruszająca.

Anna Kossowska-Lubowicka, laureatka konkursu Wydawnictwa Hokus-Pokus

***

Opowieść o małej Kiki jest bardzo mądrze napisaną książką o dziecięcych emocjach. Mądrze napisaną między innymi dlatego, że pokazuje, iż emocje dziecka i emocje dorosłych nie różnią się od siebie aż tak bardzo. Kiedy boimy się o najbliższych, kiedy naprawdę przychodzi co do czego i wydarza się to, czego zawsze się obawialiśmy, wszyscy jesteśmy tak samo bezradni wobec lęku i rozpaczy. Wraz z wiekiem nie poznaje się jakichś skuteczniejszych sposobów na radzenie sobie z dręczącą niepewnością i natrętnymi myślami. Trzeba zająć się czymś innym. Pomalować starą szafę żółtą (dość paskudną) farbą. Posprzątać. Kupić nowe zwierzątko. Albo… rozpocząć bardzo niebezpieczną grę we własnej głowie.

Chociaż pomysł Kiki na „zwiększanie szans” swojego taty, który jako lekarz wyjechał na wojnę, jest równie oryginalny, co niedorzeczny, zrodził się ze wspólnej nam wszystkim rozpaczliwej nadziei, że może jednak da się coś zrobić. Że nie jesteśmy całkowicie bezsilni wobec zła, cierpienia i lęku. Że nie jesteśmy skazani na czuwanie przy telefonie ze ściśniętym żołądkiem. Że jeśli przekroczymy pewną granicę, coś się musi stać.

Swój lęk Kiki dzieli z mamą i babcią. Każda z nich przeżywa wyjazd taty Kiki na swój sposób i jest rzeczą bardzo interesującą obserwowanie, w jaki sposób ich emocje reagują ze sobą – niczym związki chemiczne w szklanych kolbach. Mama Kiki nie ukrywa swojego strachu, co z jednej strony sprawia, że dziewczynka czuje się rozumiana w swoich zmaganiach z lękiem, a z drugiej dodaje do jej niepokoju zupełnie nowy wymiar. Babcia zaś głównie się złości, co w naturalny sposób podnosi Kiki na duchu.

Oczywiście, kobiety są świetne w zamartwianiu się (zaś mężczyźni w przysparzaniu im zmartwień). Tak się może wydawać. Jednak – jak zauważa autorka poprzez swych bohaterów – nie wszystko jest takie proste i na większość najważniejszych pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tata Kiki jest bohaterem czy egoistą? Lepiej znać całą prawdę i bardziej się niepokoić, czy pozwolić dorosłym na zatajanie niektórych szczegółów? Gdzie w naszej głowie przebiega granica między dobrem a złem i czy można się nie zorientować, że się ją przekroczyło?

Wydaje mi się, że nazwanie Małej szansy studium emocji dziecka byłoby w jakimś sensie obraźliwe dla tej książki. Na tych kilkudziesięciu stronach autorce udało się – z niesłychaną lekkością, prostotą i przejmującą szczerością – poruszyć tak wiele zagadnień, że dokładne określenie tematyki tej powieści jest niemożliwe. To książka otwarta, ale na pewno nie niedokończona czy niepełna. Czytanie jej jest właśnie jak otwarcie szeroko okna – by wpuścić trochę świeżości i spojrzeć na świat z perspektywy Kiki, małej dziewczynki, która ma własne zdanie i niezupełnie słodki charakterek.

Aleksandra Hady, laureatka marcowej edycji (2011) konkursu na recenzję książki dla dzieci/młodzieży

 

***

Niedawno dostałam książkę „Mała szansa” Marjolijn Hof i od razu zaczęłam ją czytać. Była tak wciągająca, że momentalnie przeczytałam całą, dziwiąc się, że jest taka krótka, a przy tym taka ciekawa.

Tak naprawdę to przez cały czas praktycznie nic się nie działo, jednak napięcie nie opuszczało mnie ani na chwilę. Bardzo podobały mi się stosunki głównej bohaterki z jej matką – na każde pytanie dziewczynki odpowiadała akurat tak, jak powinna, wyczerpująco i z miłością.

Historia jest poważna. Ma w sobie momenty smutne, niekiedy nawet tragiczne, ale także i wesołe i śmieszne. Opowiada o dziewczynce, której ojciec wyjeżdża na wojnę jako lekarz, by pomagać rannym. Bohaterka martwi się o niego, bo, jak twierdzi „może go dosięgnąć jakaś zabłąkana kula”. Kiedy rozmawia o tym z mamą, dowiaduje się, że szansa na to, że to właśnie ona zostanie bez ojca, jest mała. Postanawia więc jeszcze ją zmniejszyć, by być pewną, że tata wróci.

Po przeczytaniu ta książka stała się jedną z moich ulubionych. Z pewnością trzeba po nią sięgnąć!

Alicja Rydel, lat 13

 

***

"Mała szansa" to dobra, psychologiczna proza dla młodych czytelników. Kawałek dzisiejszego niełatwego świata zamknięty w małej głowie, przetrawiony przez emocje, lęk i strach. Dziecięce lęki są tak samo intensywne, jak te przeżywane przez dorosłych... Zapominamy o tym, często bagatelizujemy, zajęci swoimi Bardzo Ważnymi Sprawami.

Kiki, bohaterka "Małej szansy" boi się o swojego tatę, który po raz kolejny wyjeżdża w rejony ogarnięte wojną, by jako lekarz pomagać ludziom. Kiki jak każde dziecko chciałaby mieć oboje rodziców blisko siebie, na co dzień. Tylko tyle i aż tyle. Jednak jej tato chce właśnie w ten sposób wykonywać swój zawód – leczyć ludzi w rejonach zagrożonych niebezpieczeństwem: kataklizmem bądź wojną. Kiedy Kiki pyta, dlaczego tata nie jest domatorem, mama cierpliwie stara się jej to wyjaśnić: „Chce poznawać świat. Chce pomagać. Uważa, że tutaj jest wystarczająco dużo lekarzy”. Kiki wie, że jej tata bardzo kocha swoją rodzinę, ale wie też, że potrzeba wyjeżdżania i pomagania ludziom w potrzebie jest u niego równie silna. Wie również, że ojciec narażony jest na niebezpieczeństwo. W każdej chwili może go dosięgnąć zabłąkana kula. Nie pomaga tłumaczenie mamy, że szansa na to, by tata został akurat trafiony jedną z nich jest niewielka. Kiki w dość irracjonalny sposób stara się jeszcze pomniejszyć tę szansę...

W książce Marjolijn Hof są najprawdziwsze emocje: strach, przerażenie, złość, bunt. Przeżywa je Kiki, a wraz z nią my. Przeczytajcie tę książkę, zanim wręczycie ją swojemu dziecku. Nie dla cenzury, ale po to, by uświadomić sobie, że to, co czasem dla dorosłych jest trudne do zrozumienia, jest jeszcze bardziej skomplikowane dla naszego dziecka.

Ewa Skibińska

Polecamy też recenzję "Małej szansy" na blogu Krysi Romanowskiej

link


Zobacz także:


To w żadnym razie nie jest debiutancka pozwieść tej autorki - wystarczy niewielkie śledztwo w internecie, by się dowiedziec, ze ta pani pisze od lat!!!

dodał: steffam, Środa, 3 lutego 2010 16:33

Oczywiście, że pisze od lat, zaczynała dzieckiem będąc :) W tej kategorii wiekowej "Mała szansa", jest pierwszą powieścią i od niej zaczyna się "prawdziwa" kariera Hof jako pisarki, i tak też definiuje to wydawca, od którego zastała zakupiona licencja

dodał: Redakcja, Środa, 3 lutego 2010 20:32

w swietle definicji terminu "debiut' (podaje za Slownikiem Jezyka Polskiego PWN:debiut
1. «czyjś pierwszy występ publiczny; też: pierwszy wydany utwór, pierwszy film itp.» ) jest to dosc mylaca informacja...

zycze powodzenia i na pewno siegne po ksiazke


dodał: steffam, Środa, 3 lutego 2010 22:41

Proszę sięgnąć. Warto. Świetny styl, dobra książka, podpisujemy się pod raportem jury Złotego Rysika :)

dodał: Redakcja, Czwartek, 4 lutego 2010 12:39

"Mała szansa" faktycznie nie jest debiutem Marjolijn Hof. Już to poprawiliśmy, a Czytelniczce dziękujemy za czujność:)

dodał: Ewa Skibińska, Sobota, 6 lutego 2010 13:03

Jako holenderka mogę dodać, że chociaż "Mała szansa" to nie ogólny debiut Hof, to jest jej pierwszy książka dla starszych dzieci (szkolnych). Przed tym zrobiła książki dla przedszkolaków itp. Więc chyba można powiedzieć jej "literacki debiut"? ;-)

dodał: Annette, Środa, 17 marca 2010 09:36

No wlaśnie o to nam chodziło :) Pozdrawiamy prawdziwą Holenderkę :)

dodał: marta Lipczyńska, Poniedziałek, 22 marca 2010 23:57

Witam,
Jestem świeżo po lekturze „Małej szansy” i mam przemożną ochotę złożyć komuś gratulacje za decyzję o wydaniu tej książki w Polsce. No a komu składać gratulacje, jak nie wydawcy? Tak więc gratuluję, to świetny i odświeżający pomysł.
Gratuluję również nowatorskiej oprawy graficznej – bardzo się ta książka odróżnia na półce, okładka jest prosta, ale intrygująca. I tak bardzo inna od pozostałych okładek książek dla dzieci w tym wieku.
Pozdrawiam serdecznie,
Rafał Witek (fan dobrej książki dziecięcej, a czasami też autor)

dodał: Rafał Witek, Czwartek, 8 kwietnia 2010 10:07

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ryms w empikach
  • Kajtek
  • Ryms na Facebook
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Rekordzisci
  • OKO
  • zoo litery
  • zbuntowany elektron
  • ksiazka za dyche
  • Przed twoimi urodzinami
  • trzy mam ksiazki
  • mama czy ania
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • praktyczny pan
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej