"Żółty smok. Baśnie chińskie"
ilustr. Renata Fucikova
przeł. Zofia Beszczyńska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2008
Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam gdy wieczorem mama lub tato opowiadali mi baśnie. To była klasyka: "Kopciuszek", "Dziewczynka z zapałkami", "Smok wawelski". Pamiętam, jak mocno przeżywałam zakończenie opowieści o siostrze i siedmiu braciach zamienionych w ptaki: odczarowanemu najmłodszemu, któremu siostra nie zdążyła uszyć rękawa koszuli, pozostało jedno skrzydło...
Dziś też czasem zaglądam do baśni. Mam w swojej biblioteczce baśnie Andersena, pięknie wydane przez Nową Erę "Baśnie z całego świata" (z ilustracjami Józefa Wilkonia) i ""Polskie baśnie i legendy" (zilustrowane przez Marię Ekier), próbuję nimi zainteresować swojego pięciolatka.
Ostatnio czytaliśmy "Baśnie afrykańskie" i "Baśnie chińskie" wydane przez oficynę Media Rodzina. Magiczne światy ubrane w egzotyczną szatę to niezwykłe połączenie. Wszystkie baśnie świata kryją stare prawdy: o sile mądrości, odwiecznej walce dobra ze złem, przenikaniu się świata ludzi i zwierząt. Nie inaczej jest w "Baśniach chińskich". Ale tu fascynujące są też obce nam dalekowschodnie rytuały, symbole, tradycja, przyroda. Lektura chińskich baśni jest jak wędrówka po "kraju pięknym jak z baśni". To cytat z wypowiedzi Renaty Fucikovej, ilustratorki tomu, której naprawdę było dane wędrować po Chinach. Jej ilustracje, na których widnieją groźne smoki, pagody, drapieżne tygrysy, chińskie piękności i starcy z cienkim wąsikiem i maleńką bródką - budzą naszą wyobraźnię i na chwilę przenoszą nas do dalekich Chin.
(E.S.)
link
Zobacz także: