"Mała książka o miesiączce"
Marie Oskarsson
ilustr. Annika Wester
przeł. Renata Szeląg
Wydawnictwo Czarna Owca, 2009
"Małą książkę o miesiączce" koniecznie powinny przeczytać dziewczynki, które wchodzą w okres dojrzewania. To małe kompendium wiedzy o kobiecej biologii, napisane rzetelnie i przystępnym językiem. Przyznaję, że nawet ja, dorosła kobieta, dowiedziałam się z tej książki paru ciekawostek. Na przykład, że w czasie okresu oprócz podpasek można używać kubeczka menstruacyjnego lub gąbki naturalnej - są co prawda trudno dostępne i ciężko je znaleźć w zwykłych sklepach czy nawet aptekach. Bardzo ciekawe są rozdziały o tym, jak w przeszłości traktowano miesiączkujące kobiety i jak wyglądała higiena, gdy nie było dzisiejszych podpasek.
"Mała książka o miesiączce" jest ważna, bo traktuje o wstydliwym temacie. Wstydliwym dla młodych dziewczyn, bo dla dorosłych kobiet już nie. Nie pamiętamy już problemów typu: powiedzieć koleżankom, że już miesiączkuję? co zrobię, jak okres zaskoczy mnie w szkole albo pojawi się czerwona plama na ubraniu? Myślę, że w domach, gdzie mamy otwarcie rozmawiają z córkami o dojrzewaniu, nie ma problemu z pierwszą miesiączką i nie ma też wstydliwego tematu. Chociaż, jak uświadamia autorka Marie Oskarsson reklamy podpasek wciąż utwalają przekonanie, że okres to coś wstydliwego: vide krew koloru niebieskiego w reklamowych filmikach.
Książka ukazała się w serii "Bez tabu" równocześnie z "Wielką księgą siusiaków". Do dziś nie rozumiem jednego: obie książki są tego samego formatu, więc dlaczego książka o miesiączce jest "mała", a ta o siusiakach jest "wielką księgą"??? Niechcący czy celowo ktoś powielił schemat - czyżby siusiaki były bardziej tabu?
(E.S.)
link
Pani Redaktor, jak to dlaczego? Bo to siusiaki rządzą światem:)
dodał: am, Wtorek, 26 stycznia 2010 20:47