Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Bajki przez telefon

Autorzy: , dodano Poniedziałek, 9 lipca 2012 | kategoria: Nowości, Patronat Rymsa, Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Bajki przez telefon"
Gianni Rodari
ilustr. Katarzyna Bajerowicz
przeł. Ewa Nicewicz
Wydawnictwo Bona, 2012


Galeria zdjęć:

« wróć na stronę listy informacji o książkach

Pamiętam instytucję bajek przez telefon, choć absolutnie nie pamiętam ich treści, kołacze mi się jedynie po głowie klasyka – "Kaczka Dziwaczka" czy "Jaś i Małgosia". Moja mama pracowała wówczas w telekomunikacji i zdarzało się, że zabierała mnie ze sobą, sadzała na fotelu i wręczała słuchawkę. W ten sposób zapewniała mi rozrywkę, a sobie możliwość swobodnej pracy na jakąś godzinę.

"Bajki przez telefon" Gianniego Rodariego (Wydawnictwo Bona) są rozrywką skondensowaną – zbiór jest pokaźny, ale same bajki krótkie, a to dlatego, że księgowy Bianchi doskonale kalkuluje koszty połączeń – obiecał swojej córce codziennie dzwonić z nową historią, ale ponieważ płacił za połączenia z własnej kieszeni, opowiastki musiały być zwięzłe i treściwe.

Wynika z tego parę cech bajek ze zbioru – często od razu jesteśmy wrzucani w sam środek absurdu, jak na przykład w przypadku historii o Kosmicznym Kurczaczku. Czasem mamy do czynienia z zamkniętą historią z morałem, a w innej bajce już czasu na to nie starcza i zostajemy bez tradycyjnego zwycięstwa dobra nad złem, czy nawet zamknięcia fabuły "i żyli długo i szczęśliwie". Niemal za każdym razem pomysły są szalone, wyjęte rodem z najbardziej fantazyjnych snów – strzelba o zacięciu pacyfistycznym, która nie strzela, tylko wydaje dźwięki; Kraj Łagodnych Kształtów, gdzie największą karą jest konieczność wymierzenia policjantowi policzka (sic!); Frymuśna Mysz, która mówiła językiem z komiksów – można wymieniać długo, bo zbiór liczy parędziesiąt bajek.

Ale są też bajki, które zachwycają nie tyle szaleństwem wyobraźni i koncepcji historii, tylko prostotą i morałem. Mamy więc bajkę o siedmiu chłopcach, którzy mieli różne imiona, różne kolory skóry i włosów, mieszkali w różnych krajach, ale tak naprawdę wszyscy byli jednym chłopcem, a ponieważ tak było, nie mogli prowadzić ze sobą wojen. Mamy też bajkę o pasażerach trojelbusa, który zmylił drogę i zaskoczył podróżujących wycieczką do lasu, gdzie mogli zapomnieć o obowiązkach i troskach. Jest w książce takich bajek całkiem sporo.

Ilustracji Katarzyny Bajerowicz, bo to jej powierzono to zadanie, nie ma w książce nad wyraz dużo, ale jak już się pojawiają, to zachwycają – jak barwne bimbomy wydobywają się z aramaty w opowiadaniu "Wojna dzwonów"! Jaki połów przytrafił się rybakowi z Cefalu! Jak radośnie nadstawiają otwarte buzie mieszkańcy Piombino, gdzie spadł landrynkowy deszcz! A już najbardziej urzeka mnie postać myszy z komiksów, której widzimy raz, za przeproszeniem, koniec, raz początek, a raz jeszcze mysz en face ze wzniesionym do góry noskiem. Wszyscy, którzy znają prace Katarzyny Bajerowicz, uśmiechną się szeroko, bo w ilustracjach do dzieła Rodariego łatwo można rozpoznać jej rękę i głowę pełną fantastycznych wizji świata bajek.

Rodari zachwyca wyobraźnią i prostotą jednocześnie, absurdem i rzetelnością w opisie rzeczywistości. I jest przy tym staromodny jak właśnie bajki przez telefon.

Ula Jankowska

***

Tropem dziecięcej wyobraźni

Zmarły przed ponad trzydziestu laty Gianni Rodari istnieje w literaturze dziecięcej nie mniej intensywnie niż w 1970 roku, kiedy odbierał prestiżowego "Małego Nobla" (medal im. Hansa Christiana Andresena przyznawany autorom dziecięcej literatury). Jego książki dla dzieci i młodzieży ciągle są tłumaczone i wznawiane, a w 2010 roku twórczość Rodariego stała się jednym z tematów wiodących prestiżowych targów Książki Dziecięcej w Bolonii.

W Polsce bajki Rodariego czytane były już w latach pięćdziesiątych (co najpewniej ułatwiła przynależności pisarza do Włoskiej Partii Komunistycznej), kiedy pojawiły się m.in.: "Opowiadanie o Cebulku" ("Il Romanzo di Cipollino") czy "Gelsomino w krainie kłamczuchów" ("Gelsomino nel paese dei bugiardi"). Blisko dziesięć lat później – w 1967 roku – ukazały się zawierające dwadzieścia trzy miniopowiadana "Bajki przez telefon" ("Favole al telefono"); i to właśnie one, na nowo przetłumaczone, zilustrowane przez Katarzynę Bajerowicz i poszerzone o niewłączone do poprzedniego wydania opowiadania, zostały właśnie oddane polskiemu czytelnikowi (wydawnictwo Bona, 2012).

Iskrzące nieskrępowaną wyobraźnią historie są równie krótkie, jak krótkie były rozmowy prowadzone przez księgowego Bianchiego z Varese z jego kilkuletnią córką, w czasie których wysłuchiwała ona z uwagą jednej opowiadanej bajki. Jeżdżący po całych Włoszech księgowy Bianchi – który wracał do domu tylko na weekend – płacił za rozmowy z własnej kieszeni, dlatego starał się je opowiadać zwięźle, doprowadzając je szybko albo do zaskakującej puenty, albo urywanego w połowie końca.

W "Bajkach przez telefon" włoski pisarz zdaje się z zafascynowaniem podążać tropem nieograniczonych możliwości dziecięcej wyobraźni. Pisząc je w wieku czterdziestu lat Rodari samemu po trosze stawał się dzieckiem, wyobrażając sobie najbardziej nieprawdopodobne scenariusze i przetwarzając je w bajkowe miniatury. Niczym demiurg stwarza światy i postaci, które zdolne byłaby unieść jedynie dziecięca wyobraźnia. W odczytywanych codziennie przez księgowego historiach pojawiają się najróżniejsze postaci – od zwyczajnych mieszkańców włoskich miasteczek, po osobliwych bohaterów: pewnego ekscentrycznego mężczyznę, który rozkładał koce i parasol w powietrzu, ponad wypełnioną po brzegi plażą, tajemniczego jegomościa kierującego karuzelą w Casenatico czy niepozbieranego (całkiem dosłownie) chłopca, w swoim roztargnieniu gubiącego kolejno ręce, ucho, nogę i nos.

Niektóre miniatury istnieją jakby same dla siebie, będąc tylko popisem nieskrępowanej – dziecięcej – wyobraźni włoskiego pisarza, (jak w "Czekoladowej drodze", tytułowa droga zjadana jest przez bohaterów), której obce są wszelkie bariery. Ale tym niewinnym i mającym za cel jedynie rozbawienie i zadziwienie małego czytelnika historiom, towarzyszą opowiadania podejmujące problemy: wolności i tolerancji, odpowiedzialności i samtoności, zmierzające do bardzo wyraźne zarysowanych – poszerzających dziecięce horyzonty – puent. W jednej z najbardziej przejmujących miniatur wczytujemy się w historię śmiertelnie chorego króla (w którym rozpoznajemy zwykłego człowieka) otrzymującego od miejscowego maga szansę ocalenia, pod warunkiem odnalezienia w królestwie mieszkańca podobnego królowi bardziej niż ktokolwiek inny – i oddania mu na jeden dzień swojego tronu. Kiedy po długich poszukiwaniach miejscowy mag, spacerując po obronnych murach z królem, wykrzykuje nagle – wskazując na garbatego, na wpół niewidomego brudnego i pokrytego strupami żebraka – że oto odnaleziony został ktoś podobny królowi bardziej niż ktokolwiek inny, władca zaprzecza. Umiera nie chcąc za wszelką cenę uznać swojego podobieństwa do żebraka i zrozumieć prawdy, że w obliczu choroby każdy – nawet król – podobny jest do wyciągającego rękę po jałmużnę nieszczęśnika.

W "Bajkach przez telefon" Rodari łączy swoją niezwykłą pasję do wskrzeszania odrealnionych światów (choć nie zawsze w równy sposób zajmujących) z umiejętnością podejmowania elementarnych problemów egzystencjalnych, w przyswajalnej i często niebanalnej formie.

Paweł Jasnowski - student V roku Katedry Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (rocznik 1987). Swoje zainteresowania badawcze koncentruje wokół historii społeczności żydowskiej przedwojennego Krakowa (ze szczególnym uwzględnieniem zjawisk asymilacji i akulturacji), w wolnym czasie zajmuje się krytyką literacką; publikuje w: "Nowych Książkach", "Rymsie" i "Popmodernie". Mieszka w Krakowie.

 

***

Nie każdy ma łatwość opowiadania bajek, wyciągania historyjek jak królików z magicznego kapelusza, wymyślania fabuł tu i teraz, na zawołanie. Taką umiejętność, lekkość snucia niedługich, zajmujących opowiadań miał Gianni Rodari. Jego "Bajki przez telefon" będą dla Was doskonałym wsparciem, deską ratunku, a przy tym – co tu kryć – wciągającą lekturą dla dzieci.

Intrygujące, zaskakujące, pomysłowe są te miniatury włoskiego klasyka. Wystarczy rzucić okiem na spis treści – już po tytułach się zorientujecie, o czym są bajki komiwojażera, pana Bianchiego, wymyślane dla córki i opowiadane jej przez telefon podczas długiej nieobecności w domu z powodów zawodowych. "Dom z lodów", "O kupowaniu Sztokholmu", "O nosie, który uciekł" (tak, tak, ta bajka nawiązuje do "Nosa" Gogola), "Wojna dzwonów", "Mysz, która zjadała koty", jest nawet skrócona wersja "Niewidzialnego Tonina". Rodari udowadnia, że wszystko może stać się tematem na ciekawą bajkę. Może to brzmieć krzepiąco i ośmielać do samodzielnego tworzenia historii do snu. Jeśli jednak wolicie zdać się na literacki talent, z pewnością się nie zawiedziecie, czytając "Bajki przez telefon".

Wydanie "Bajek…" zilustrowała Katarzyna Bajerowicz. Książka nie jest przeładowana grafiką i, patrząc na efekt, to dobre rozwiązanie. Ilustracje są metaforyczne, subtelne, nienachalne. Jak dla mnie, w klimacie podobne do twórczości Marii Ekier, którą bardzo cenię.

Ewa Skibińska, 7.05.2012

link


Zobacz także:


brzmi pięknie, zachęcająco i bardzo spodobał mi się koncept :) Poza tym chętnie poznałabym włoską literaturę dziecięcą :) a do jakiego przedziału wiekowego jest skierowana?

dodał: Gosia (slowemlukrowane.blogspo, Środa, 18 kwietnia 2012 10:16

aaaa... dopiero teraz zauważyłam, że od 4 :) pozdrawiam!

dodał: Gosia , Środa, 18 kwietnia 2012 10:19

Opowiadania te są bardzo zabawne, wszystko w nich jest wymyślone, dzięki czemu zapewne podobają się one dzieciaczkom jeszcze bardziej :)
Książka ta idealnie działa na wyobraźnie, bo czy nie fajnie byłoby pofantazjować sobie o wielkim domu z lodów, w których wszystkie sprzęty i meble można jeść, o deszczu landrynek czy też o drodze z czekolady i o wielu, wielu innych zwariowanych rzeczach?

Jest ona również wspaniałym usypiaczem... Jeśli Wasze dzieciaki lubią przed snem posłuchać bajeczek, a Wy nie umiecie czy też nie wiecie już co im opowiadać, sięgnijcie po tę pozycję :)

Nasze brzdące bardzo lubią słuchać tych opowiadań. Zarówno w ciągu dnia jak i wieczorami przed snem :)
Mimo, że książka ma bardzo mało ilustracji, to jednak ma swój urok. Nie wiemy w czym tkwi sekret, ale ważne, że podoba się ona zarówno nam jak i naszym dzieciom :)

dodał: Marta i Ania, Niedziela, 6 maja 2012 21:12

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • zoo litery
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • trzy mam ksiazki
  • Ryms na Facebook
  • mama czy ania
  • OKO
  • Kajtek
  • praktyczny pan
  • Rekordzisci
  • ryms w empikach
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • ksiazka za dyche
  • zbuntowany elektron
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Przed twoimi urodzinami