Kategorie

Audiobooki

Komiksy

Książki dla dzieci (0-3 lata)

Książki dla dzieci (10-12 lat)

Książki dla dzieci (3-5 lat)

Książki dla dzieci (4-6 lat)

Książki dla dzieci (7-10 lat)

Książki dla każdego

Książki dla młodzieży

Książki dla rodziców

Nowości

Obce strony

Patronat Rymsa

Studencki HYDE PARK

Z archiwum słonia

Zapowiedzi

 

Lista pozycji

Ostatnio komentowane

Pokaż więcej

Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie

Autorzy: , dodano Środa, 7 marca 2012 | kategoria: Z archiwum słonia, Książki dla dzieci (4-6 lat), Książki dla dzieci (7-10 lat)

"Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie"
Danuta Wawiłow, Oleg Usenko
ilustr. Marian Murawski
Wydanictwo Nasza Księgarnia, 1980

« wróć na stronę listy informacji o książkach

„Leciały przez obłoki
trzy smoki w świat szeroki.
Wiatr wieje, noc zapada,
do smoka smok powiada:
„Są cuda na tym świecie,
o których nic nie wiecie!
Znam taki zamek w górach,
co szczytem tonie w chmurach
i srebrny jest i złoty…”
A smoki na to: „Co ty?!”(…)”

Tak rozpoczyna się poetycka baśń Danuty Wawiłow i Olega Usenko o zaklętym zamku na końcu świata, zasiedlonym przez "zwidy, zjawy i zmory". U stóp ponurego gmaszyska, jak to w bajkach bywa, chrapią zaczarowani rycerze. Na okolicznych łąkach sto dziewcząt wije wianki z rumianku i macierzanki, słuchając ponurych pohukiwań puchacza niosących się ponad opustoszałymi krużgankami. Jedynym ludzkim mieszkańcem ponurej budowli jest królewicz, przesiadujący nocami w oknie wieży. "Stop, zaraz!? – woła w tym momencie odbiorca, przyzwyczajony do klasycznych baśniowych schematów. – Przecież to królewny bywają więzione w zaczarowanych zamkach, a królewicze przybywają im z odsieczą!".

Nie tym razem jednak, drogi czytelniku…

Z pewnością większość z nas ma taka jedną jedyną ukochaną książkę dzieciństwa. Taką, do której będzie powracał nawet mając lat sto, nie tracąc przy tym poczucia, że czary wciąż działają. Gdyby ktoś zapytał mnie o taką ważną dla mnie literacką perełkę, odpowiedziałabym bez zająknięcia: "Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie". I to nie byle jakie jej wydanie, ale koniecznie to, w którym wierszowanej opowieści Wawiłow i Usenko towarzyszą ilustracje Mariana Murawskiego. Ten literacko-graficzny wysmakowany koktajl ma w sobie coś magicznego, przewrotnego, wpadającego w ucho, działającego na wyobraźnię, na pewno zaś dowodzi znanej prawdy, że udane dzieło literackie, wzbogacone udanymi ilustracjami, samo w sobie jest dziełem sztuki.

Lubię przewrotne baśnie. Takie, które zrywają z utartym scenariuszem, ustalającym kto ma być zły, kto dobry, kto ma więzić, kto być więzionym, a kto powinien spieszyć na ratunek. Lubię, kiedy klasyczna z pozoru baśń mnie zaskakuje. A w "Bajce o królewiczu, kalejdoskopach i babie…" jest i "śmieszno" i "straszno" i zupełnie nieschematycznie. Wawiłow i Usenko mrugają przekornie do czytelnika, prezentując opowieść o tym, jak dalece można zatracić się w marzeniach. Bo nasz królewicz tak naprawdę wcale nie został uwięziony w wieży na mocy złego czaru. Pozostaje tam z własnego wyboru. Zupełnie oderwany od rzeczywistości "nie je, nie pije", tylko dniami i nocami zajęty jest układaniem kalejdoskopów. Świat, który tworzy za pomocą kolorowych szkiełek, interesuje go o wiele bardziej niż "hasanie po lasach w gronie rycerzy" i inne zajęcia, którym powinni oddawać się bajkowi książęta. Pochłonięty swoją pasją nie zauważa, że król, królowa i dworzanie pomarli z żalu lub z nudów, nie dostrzega straszydeł, które zagospodarowały opuszczony zamek. I tak pewnie pozostałoby po dziś dzień, gdyby nie...

Nie, nie, moi drodzy. Nie potężny czarodziej, ani piękna księżniczka. Znów niespodzianka. Królewicza z marazmu wyrywa nietypowy ratownik - rezolutna baba z dziecięcej rymowanki. Ta sama, która "siedzi na cmentarzu i trzyma nogi w kałamarzu". Baba, zupełnym przypadkiem, w wyniku pościgu za duchem, zapuszcza się aż na koniec świata i staje w progu siedziby naszego bohatera. Zniesmaczona panującym wokoło nieładem, postanawia zrobić porządek z nawiedzonymi lokatorami ponurego gmaszyska. Towarzyszą jej całkiem nieoczekiwani pomocnicy: pies Burek, kogut i indor. Wkraczając do opowieści, baba przełamuje spokojną baśniową konwencję narracji, wprowadzając do niej element humoru. Zgrabnie powplatane w fabułę popularne dziecięce rymowanki („Ene due rabe” , „Tere fere kuku”, kogut wsadzony do buta, indor w worze) w prosty, acz pomysłowy sposób oswajają małego czytelnika z tekstem, pozwalając mu – jako, że zapewne zna większość przytaczanych wierszyków - aktywnie uczestniczyć w lekturze. Bojowo nastawiona baba nie boi się strzyg i upiorów, zasiedlających zamczysko. Hałas, który wznieca uciekająca w panice nadprzyrodzona kompania, wyrywa królewicza ze świata marzeń i przywraca go realnemu (no, powiedzmy – realnie baśniowemu) światu.

Czy jednak Wawiłow i Usenko pozwolą królewiczowi bezpowrotnie zerwać ze światem pięknych marzeń zaklętych w kalejdoskopowych szkiełkach? Oczywiście, że nie. Królewicz wciąż przesiaduje na wieży i układa kalejdoskopy. Robi to jednak tylko nocami, dnie spędzając w realnym świecie. Bo marzenia są ważne, ale nie mogą przejąć całkowitej kontroli nad naszym życiem. Przesłanie baśniowej opowieści nasuwa się samo: pomiędzy praktyczną stroną życia, a fantazją powinna panować równowaga. Dobrze jest mieć w sobie i marzyciela, i przedsiębiorczą babę, która gdy sprawy zajdą za daleko, sprowadza nas na ziemię ze świata fantazji.

Mimo oczywistych zalet literackich "Bajki o królewiczu…", nie potrafię stwierdzić, czy w moich wspomnieniach książka ta odcisnęłaby tak mocne piętno, gdyby nie jej wyjątkowa szata graficzna. Nastrojowe ilustracje Mariana Murawskiego w żaden sposób nie "nadskakują" małemu czytelnikowi, ani nie starają się na siłę "zniżyć" do jego poziomu. Klimat tych prac niepokoi, emanuje tajemniczością, a niekiedy nawet grozą. Czarownice, strzygi i wielkoludy naprawdę są straszne - no, ale takie chyba powinny być widziadła z nawiedzonego zamczyska (co dla mnie, jako dziecka, było zupełnie jasne). Piękne malarskie sceny ze smokami krążącymi wokół otoczonego obłokami zamku, diabłem w niebieskich okularach, śpiącymi rycerzami, stadem czerwonych zajęcy na tle czarnego nieba, doskonale korespondują z poetycką fabułą baśni, fascynują i zapadają w pamięć (tak jak w moim przypadku) na długie lata.

Ponieważ "Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie" jest książką mojego dzieciństwa, przyznaję otwarcie, że pozytywna, żywiołowa reakcja dzieci, którym przeczytałam ją parę miesięcy temu na zajęciach bibliotecznych, sprawiła mi osobistą i niekłamaną radość. Są książki w magiczny sposób nie poddające się upływowi czasu. Na pewno warto zdmuchnąć z niej kurz na bibliotecznej półce.

Ja przynajmniej gorąco polecam!

Agata Matraś, wyróżnienie w lutowej (2012) edycji konkursu na recenzję książki dla dzieci

link

Zdecydowanie najlepsza bajka jaka kiedykolwiek czytałem (a w zasadzie którą mi czytano). Po latach dowiedziałem się, że autorami mojej drugiej ulubionej (do czasu zapoznania się z królewiczem, kalejdoskopami i babą był to mój numer 1) książeczki - "Daktyle" - także jest Danuta Wawiłow. Moim zdaniem jest to prawdziwa gwiazda polskiej literatury dziecięcej dlatego serdecznie polecam jej prace, a w szczególności właśnie "Królewicza...".

dodał: Grześ, Środa, 17 czerwca 2015 12:01

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • ksiazka za dyche
  • praktyczny pan
  • OKO
  • Rekordzisci
  • Przed twoimi urodzinami
  • zoo litery
  • trzy mam ksiazki
  • klątwa dziewiątych urodzin
  • ryms w empikach
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Kajtek
  • mama czy ania
  • zbuntowany elektron