"We're Going on a Bear Hunt"
Michael Rosen
ilustr. Helen Oxenbury
Walker Books, 1989
Polowanie czas zacząć...
Jest za nami! Coś futrzanego! Coś wielkiego! I ma duży, czarny i mokry nos! Szybko, biegiem! On nie może nas dorwać! Szybko - drzwi! Wszedł? Jest tutaj... rany Julek, powietrza. Ja... ledwo... oddycham. Czemu przygody zawsze łączą się z wpadaniem w tarapaty...?
Wszystko zaczęło się od tego, że... po prostu chcieliśmy polować na niedźwiedzia. Czy to zbrodnia? W każdym razie - tata zabrał nas na przechadzkę. Szliśmy i szliśmy i dojść nie mogliśmy! Ciągle coś na naszej drodze. A to wysoka trawa, a to błoto. Jakby tego było mało, to jeszcze rzeka i... zamieć! A co my na to? Plusk-plast przez wodę. I blum-glum przez błoto. Ale ciągle coś przed nami...
"We're going on a bear hunt" jest tradycyjną bajką angielską. Zacznę od najgorszego - dość trudno o nią w Polsce. Ale zdobycie jej wcale nie jest takie niemożliwe! Bardzo dziwi mnie jej brak na naszym rynku. Dobrze, nie jest może w naszym języku, ale przecież i Polacy kupują angielską literaturę! A czemu warto o nią zawalczyć? Już Wam wyjaśniam.
Książka jest bardzo prosta. Opiera się na bardzo czytelnym schemacie. Rodzina wędrując po okolicy - czyli "polując na niedźwiedzia" - pokonuje różnego rodzaju przeszkody. A to las, a to zamieć, a jeszcze zaraz potworne, maziaste błocko. Aż w końcu, przypadkowo, trafiają na swój "cel polowania". I wtedy nagle historia się odwraca. Polować zaczyna niedźwiedź. A droga z powrotem wcale nie jest taka krótka!
Tekst jest nieskomplikowany, a cały czar tej książki polega na jego strukturze. Wszystko układa się w prostą melodię, od której nie można się później uwolnić przez mniej więcej tydzień. A do tego onomatopeje - i one dodają temu wszystkiemu magii. Wszystko wypowiada się jak zaklęcie. A dzieci? Dzieci oczywiście zaczarowane.
Obrazki są wykonane tradycyjną metodą. Nie ma tutaj żadnego renderowania 3D, nie ma dziwnych, wypaczonych kreacji. Za to jest urzekająca prostota. Barwy stonowane, idealnie ze sobą współgrające.
"Ale przecież to po angielsku..." pewnie sobie myślicie. A przynajmniej niektórzy z nas. Zapewniam: język jest prosty, tekstu jest mało. Z pewnością zrozumiecie. A przy okazji możecie wraz z dziećmi w ten sposób potrenować język obcy. Nie będę ukrywał, używałem tej książki w nauczaniu angielskiego. Wyszło super. Dzieci, które ledwo powtarzają niektóre słowa, zaczęły ze mną powtarzać słowa z książki. Były w stanie to zrobić dzięki ukrytemu w książce rytmowi. Melodii czekającej "między wierszami" aż ktoś ją uwolni. Oczywiście, dzieci przekręcały słowa - ale co z tego? Próbowały. Wszyscy mieliśmy radochę.
A więc - czy polecam tę książkę? Ależ oczywiście. Jeżeli będziecie mieli szansę ją zdobyć - nie zmarnujcie jej.
Uwaga: istnieje też krótka, animowana wersja historii. Jest dobrą alternatywą, jeżeli macie problem z odnalezieniem rytmu książki.
Piotr Prósinowski
link