"Maska lwa"
Margarita del Mazo
ilustr. Paloma Valdivia
przeł. Weronika Perez Borjas
Wydawnictwo Tako, 2012
seria: OQO
Galeria zdjęć:
Energetyczna okładka zachęca, żeby zaraz, natychmiast zajrzeć, co jest dalej. I otwiera się pierwsza rozkładówka - a tam soczysta czerwień i ciepły odcień żółci. Bohaterem jest też niebieski, w który ubrana jest noc. Nie jest to bezpośrednio książka o kolorach, ale grają one w tej historii mocnymi akordami, trudno więc o nich nie wspomnieć.
Opowieść osnuta jest wokół tytułowej maski, którą dla swojego syna - łagodnego, zawsze uśmiechniętego i życzliwego innym zwierzętom lewka, kazał zrobić jego tata - postrach sawanny. Maska miała być "lekka jak piórko, zimna jak nienawiść i czerwona jak furia". Miała zmienić oblicze lwiątka. I złamać jego prawdziwy charakter. Bo przecież lew to lew, wiadomo.
Otóż nie do końca. O ile w naturze lwy rzeczywiście polują, a nie bawią się z zebrami, to w bajkach takie sytuacje jak ta z "innym" lwiątkiem pokazują, że trudno na siłę zmieniać nasze upodobania i osobowość. Młody lew przypomniał mi o wilczku z książki pod tym samym tytułem, który miał podobny problem - był inny od całego stada. Bohaterowie obu tych książek są dla dzieci przykładem tego, że odmienny nie znaczy gorszy i nie można go zmieniać na siłę.
Ciekawe, ilu z nas, rodziców, chciałoby usłyszeć kiedyś od dziecka podobnie brzmiące słowa: "Mojemu ojcu, który nigdy nie próbował założyć mi maski" (dedykacja autorki "Maski lwa" Margarity del Mazo). Piękne:)
Ewa Skibińska
link
Zobacz także: