Dokąd prowadzą marzenia naszych dzieci, jakimi wiodą szlakami i według jakich kompasów? Czasem nam, dorosłym, uda się dostąpić zaszczytu wejrzenia w ten tajemniczy świat...

Maska miała być "lekka jak piórko, zimna jak nienawiść i czerwona jak furia". Miała zmienić oblicze lwiątka. I złamać jego charakter. Bo przecież lew to lew, wiadomo.

Cudny ten Ekonieborak, widziany oczami Emilii Dziubak: kwadratowy korpus na cieniutkich nóżkach obutych w sandały (ach, te skarpety!), piękny wąs pod nosem się stroszy, a obok nieodłączny towarzysz - pies z wyłupiastymi oczkami.

Niedzielna wizyta wymyślonego potwora jest okazją do szalonych zabaw, to także symboliczne oswajanie własnych lęków.

Kot czy pies? Białe czy czarne? Kawa czy herbata? To dla mnie pytania tego samego rzędu (...). W każdym razie ja wolę kawę od herbaty, a mój starszy syn nade wszystko KOTY.

Był sobie chłopiec i była sobie dziewczyna. On pracował w fabryce mrożonek, ona spędzała samotne wieczory w domu...

Królewicza z marazmu wyrywa nietypowy ratownik - rezolutna baba z dziecięcej rymowanki. Ta sama, która "siedzi na cmentarzu i trzyma nogi w kałamarzu".

Czym mnie urzekła? Przede wszystkim – językiem. Prostym, czystym, pięknym. Ryszard Kapuściński uważał, że w pisaniu "chodzi o to, żeby zdobyć się na pierwsze, najprostsze zdanie", bowiem "prostota wytwarza najwyższą przejrzystość".

Książka "unosi się" w oparach absurdu i humoru a’la kabaret Mumio, pomieszanych ze szczyptą groteski oraz postpunkowej abstrakcji, okraszonej czaderskimi ilustracjami, z której każda mogłaby stać się wzorem na t-shirt.

Kim jest Jaroszek? Czy ktoś zna tego jegomościa? Jeśli nie, zapraszam do świata śląskich baśni. Jeśli komuś za daleko, podpowiem: to duch polny, żyjący na podmokłych łąkach, który przebrawszy się za bażanta, kuropatwę czy zająca wodził ludzi po bezdrożach
