Ta recenzja będzie bardzo osobista. Będzie to raczej historia o książce, którą spotkałam na początku swojej czytelniczej drogi, a która później na długi, długi czas uleciała z mojej pamięci...

Piotr, narrator i zarazem główny bohater „Zwierzoczłekoupióra”, już na samym początku ostrzega, że jest to książka dla niegrzecznych dzieci. Ale powinni ją przeczytać również dorośli, którym wydaje się, że znają swoje dzieci na wylot.

Do tytułowej awantury doszło w pewien deszczowy poniedziałek. Spotkali się tego dnia mieszkańcy starego domu: śpiewająca Rynna, Komin słuchający radia, pies Heca, koty i tajemniczy potwór...

Królewicza z marazmu wyrywa nietypowy ratownik - rezolutna baba z dziecięcej rymowanki. Ta sama, która "siedzi na cmentarzu i trzyma nogi w kałamarzu".

Bałagan może być twórczy. Na przykład taki Pan Bałagan, który opowiada znane nam wszystkim klasyczne bajki, ale w zupełnie nowych wersjach.

Szybko - drzwi! Wszedł? Jest tutaj... rany Julek, powietrza. Ja... ledwo... oddycham. Czemu przygody zawsze łączą się z wpadaniem w tarapaty...?

Anzelm uwielbia pochłaniać książki, a ma ich tyle, że ledwie mieszczą się w jego małym mieszkaniu, tarasując wszelkie możliwe przejścia. Anzelm obawia się, że gdyby jego tajemnica wyszła na jaw zostałby po prostu wyśmiany...

Nie zawsze baśń, powstała na motywach innej baśni (zwłaszcza jeśli jej autorem jest sam Hans Christian Andersen), nadaje się do czytania bez odczuwania dyskomfortu. Jednak adaptacji Naomi Lewis trudno cokolwiek zarzucić.

Do oglądania tej trójwymiarowej książki nie potrzebujecie specjalnych okularów. Wystarczy rozłożyć strony, żeby przenieść się do zaczarowanego świata teatru.

Skąd wziął się nieco zapomniany dziś zbiór ludowych bajek, baśni, powiastek i gadek? Późną jesienią do drzwi chaty starego Daczyka zapukał Jakusz, kaszubski powstaniec szukający ciepłego kąta na zimę.
