Ostatnio dodane

Czarno-białe, kolorowe...

Wtorek, 15 maja 2012

Książkę robi się jak sweter

Środa, 25 kwietnia 2012

Siedem książkowych typów Moniki Obuchow

Poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Garść wrażeń z premiery spektaklu "Tajemnica diamentów" w Teatrze Miniatura

Czwartek, 19 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Ostatnio komentowane

"Wiesołyje kartinki", czyli czasopisma naszego dzieciństwa

Czwartek, 16 lutego 2012

Zachować twarz

Wtorek, 3 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jakość, a nie jakoś

Piątek, 24 lutego 2012

Perły w sieci, czyli co można wyłowić, buszując po internecie

Piątek, 9 października 2009

Marzy mi się druga lewa ręka

Wtorek, 7 lutego 2012

Wszystko może otworzyć szufladkę w głowie odpowiedzialną za uruchomienie pomysłów. Żeby zaistnieć, to wszystko musi po prostu stać się w odpowiednim miejscu i czasie - mówi Agata Dudek, graficzka, ilustratorka.

Ewa Skibińska: Czy urodziła się Pani z ołówkiem w ręku? To nie aluzja do rachunków ekonomicznych, ale pytanie o początki przygody z rysowaniem:)

Agata Dudek: Prędzej mogłabym stwierdzić, że urodziłam się z flamastrem w ręku. Moja przygoda z rysowaniem zaczęła się już we wczesnych latach przedszkolnych, podobno byłam dzieckiem, które doskonale potrafiło zająć się sobą. Wystarczyło dać mi do ręki kilka kredek i kartkę i można było zostawić mnie na pół dnia bez obawy, że coś zepsuję, wyleję, poparzę się czy napytam innej biedy. Zarysowywałam masę kartek i zeszytów tworząc różnego rodzaju opowieści. Lubiłam też bardzo wycinać ilustrowane sylwetki kobiet z archiwalnych numerów "Burdy" i obsadzać te kolorowe panienki w głównych rolach moich przedstawień. Moja Babcia do dzisiaj przechowuje w szufladzie teczki z moimi najwcześniejszymi rysunkami. Raz na jakiś czas lubię sobie do nich zajrzeć i pooglądać. Mój ulubiony to portret Jezusa z Nazaretu jako synteza kubizmu i egipskiego kanonu. Ma podwójną liczbę części twarzy i cudny zarost na całej głowie. Nie wiem skąd mi to przyszło do głowy.

ES: W którym momencie wiedziała Pani już, że grafika, ilustracja to jest to, czym chce się Pani zajmować zawodowo?

AD: Pod koniec Liceum Plastycznego przyszedł właściwy moment wyboru co dalej. Wtedy też pojawił się pomysł o studiowaniu na ASP i składaniu teczki na grafikę. Potem jako szczęśliwa studenka zaczęłam dosyć wcześnie odwiedzać Pracownię Ilustracji i właściwie już na początku studiów wiedziałam, że jest to dziedzina, którą chciałabym się zająć. Zresztą moje malarstwo, rysunek czy fotografia zawsze były dosyć ilustracyjne, więc potraktowałam tę drogę jako jedyny i słuszny wybór. Sądzę, że się nie pomyliłam. Nadal kocham to, co robię i cieszę się, że mogę się tym zajmować zawodowo.

ES: Dlaczego akurat książka dziecięca?

AD: W zasadzie nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiałam. Może dlatego, że w Polsce niechętnie ilustruje się książki dla dorosłych? Chciałam i nadal chcę ilustrować książki, niezależnie od tego, czy ma to być książka dla dzieci, książka artystyczna, autorska czy beletrystyka dla dorosłych. Z racji niemożności robienia jednej rzeczy zaczęłam wgrywać się w strukturę książki dla dzieci i zostałam w tym, ale nie wykluczam, że gdyby pojawił się ciekawy tekst i pomysł na książkę dla starszego czytelnika bardzo chętnie spróbowałabym się z nim zmierzyć. A co do książki dziecięcej... Hmm, dziecko to bardzo wdzięczny odbiorca, ilustrując takie formy można sobie często poszaleć i popróbować nowych rozwiązań. Poza tym historie dla dzieci mają w sobie dużo magii i czaru, które można przemycić również do ilustracji.

ES: Skąd czerpie Pani pomysły, inspiracje? Co i rusz ukazują się książki z Pani ilustracjami. Trwa dobry czas?:)

AD: Jest dobrze, nie mogę narzekać. Cieszę się, że mogę sprawdzać się w nowych sytuacjach i realizować różne pomysły. Inispirację czerpię najczęściej ze wszystkiego, co widzę, oglądam i doświadczam. Czasem są to obserwacje prac innych artystów, rozmowy z przyjaciółmi, studentami czy Profesorem, papierek znaleziony na ulicy, piosenka usłyszana w radio, jakiś fajny zestaw kolorów itp. Wszystko może otworzyć szufladkę w głowie odpowiedzialną za uruchomienie tych pomysłów. Żeby zaistnieć, to wszystko musi po prostu stać się w odpowiednim miejscu i czasie. Mam w głowie całą masę pomysłów, które czekają na realizację, ale to jeszcze nie ich czas.

ES: Ile czasu zajmuje Pani wykonanie ilustracji do książki? Na pewno z każdą książką jest inaczej, ale w podtekście kryje się pytanie o to, czy długo pomysł się wykluwa, jestem też ciekawa, z jaką intensywnością Pani pracuje?

AD: Ostatnio pracuję z dosyć dużą intensywnością. Mam chyba taki czas, że ciągle coś robię i bezustannie o czymś myślę. To chyba na dłuższą metę nie do końca normalne, ale póki co dobrze funkcjonuję w tej sytuacji. Projektując ilustracje do książki trzeba na nią spojrzeć całościowo, czasem jest to problemowe, ponieważ na niektóre ilustracje pomysł przychodzi od razu, a niekóre rodzą się w bólach i trzeba wykonać sporo prób zanim coś przypadnie do gustu. Rzadko kiedy robię ilustrację i czuję od razu, że to jest to. Niekiedy muszę wykonać kilka prób, żeby móc sprawdzić rozwiązania i wrócić np. do pierwszego pomysłu. Ponadto termin realizacji bywa bardzo krótki, więc tym bardziej nie ma zbyt wiele czasu do namysłu i trzeba sprawnie podejmować decyzje. Ale gdybym pracowała bez presji czasu, to czuję, że mogłabym robić po kilkanaście wariantów jednej ilustracji

ES: Czy którąś z ilustrowanych przez siebie książek darzy Pani szczególnym sentymentem?

AD: Bardzo lubię mój projekt dyplomowy zrealizowany w Pracowni Ilustracji Profesora Zygmunta Januszewskiego i Moniki Hanulak – "Literatura od kuchni". Jest to moja książka autorska i realizując ją czułam się jak pełnoprawny twórca. Począwszy od wyboru tekstów aż do ostatniej postawionej przeze mnie kreseczki. W ogóle dużym sentymenem darzę moje realizacje w Pracowni Ilustracji, ponieważ to tam zdobywałam wiedzę i obserwowałam przez lata, jak zmienia się moje podejście do ilustracji jako takiej i tego, co ja chciałabym osiągnąć w tej materii. A z książek, które ukazały się na rynku- jestem dumna z "Heweliusza" i "Wron...", dają mi one dużo satysfakcji i pozwalają myśleć pozytywnie o tym, co robię i jak rozwija się moja praca. Lubię je Bardzo.

ES: W rozmowie przez naszym wywiadem wspomniała Pani o tym, że kilka ostatnich książek powstało we współpracy z Małgorzatą Frąckiewicz. Pani robi ilustracje, pani Frąckiewicz opracowanie graficzne. Proszę wyjaśnić, jak wygląda ten podział pracy w praktyce.

AD: Z Gosią poznałyśmy się zanim zaczęłyśmy studiować na Akademii. Bardzo lubię i cenię jej prace, więc siłą rzeczy chciałam zrealizować z nią wspólny projekt. Mam do niej dużo zaufania w kwestiach koncepcyjnych i formalnych. Każda z nas zajmuje się swoją działką. Spotykamy się, aby omówić koncepcję książki, jej rusztowanie i dyskutujemy o ważnych dla nas elementach i tym, co w danym projekcie mogłoby być interesujące i warte podkreślenia. Ale tak naprawdę żadna z nas nie miesza się za bardzo w "robotę" drugiej. To tym bardziej dowodzi temu, że ten układ się sprawdza w praktyce, ponieważ wychodzą nam rzeczy bardzo spójne i klarowne. Cieszę się bardzo z tej współpracy, ponieważ uwielbiam pracować z ludźmi, których znam i lubię. Daje mi to podwójną satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa, że wyjdzie z tego coś fajnego i zaskakującego. Oby więcej było takich kolaboracji, tego sobie życzę!

ES: Jak się Pani pracowało nad "Trylogią Gdańską"? Niebawem wyjdzie trzeci tom o Schopenhauerze, ukazały się nagrodzona za Pani ilustracje - w konkursie Książka Roku 2011 PS IBBY - "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem" i
"Ciepło-Zimno. Zagadka Fahrenheita" Anny Czerwińskiej-Rydel. Gratuluję nagrody:)

AD: Dziękuję bardzo. Nadal jestem "w szoku", że "Heweliusz" otrzymał takie laury. Aktualnie zmagamy się z Arturem Schopenhauerem – to trudny zawodnik, więc mamy z nim sporo roboty. Ale poprzednie tomy poszły w miarę sprawnie i gładko. To ważne dla mnie książki, swego rodzaju przełomowe. Pokazuję w nich trochę inne myślenie o ilustracji i konstruowaniu obrazu w książce. Dodatkowa obecność fluorescencyjnych kolorów to dla mnie nowość. Myślę, że to fajna seria ukazująca życie znanych gdańszczan w nieco innej, bardziej nowoczesnej formie. "Heweliusza" i "Fahrenheita" można przekartkować i obejrzeć wnikliwiej, a co do Schopenhauera to mogę zdradzić, że zapowiada się całkiem nieźle. Zresztą to niesamowity charakterologiczny typ. Naprawdę ciężko ująć w obraz myśl filozoficzną, ale mam nadzieję, że uda mi się ta sztuka.

ES: Pani mistrzowie, autorytety...

AD: Inspiracje zmieniają mi się średnio co kwartał albo nawet częściej. Mistrzowie i autorytety natomiast tkwią gdzieś w środku mnie i przypominają o sobie. Jeśli miałabym się wypowiadać ogólnie, to od samego początku jestem pod urokiem prac Egona Schiele i Piotra Potworowskiego. W ogóle malarstwo w stricte tego słowa znaczeniu odkrywam cały czas i co rusz znajduję w nim coś, co mnie porusza. A jeśli chodzi o ilustrację, to nie mogę tu umniejszać wpływu, jaki wywarła na mnie znajomość z prof. Januszewskim i Moniką Hanulak. To Moi Mistrzowie. Uwielbiam Polską Szkołę Ilustracji, Janusza Stannego, Wojciecha Zamecznika i Andrzeja Strumiłłę. Ogromne wrażenie robi na mnie twórczość i pracowitość Henninga Wagenbretha oraz stylizacje i materializm Garego Taxali. Ale Mistrzowie i Autorytety to przede wszystkim ludzie, których znam, z którymi rozmawiałam i od których cały czas mogę się czegoś uczyć. Dlatego ciężko mi konkretnie odpowiedzieć na to pytanie, dając za odpowiedź konkretne nazwiska. Ludzie, którzy robią na mnie wrażenie, to moje Autorytety, nieważne, czy są ilustratorami, malarzami, fotografami, muzykami czy konserwatorami pralek.

ES: Książki Pani dzieciństwa...

AD: Pierwsza, która pozostawiła niezatarte wrażenie, to trzy tomowe wydanie "Baśni" Andersena w granatowych okładkach, gdzie jednym z ilustratorów był wspomniany wcześniej Janusz Stanny. Wizarunek metalowego słowika siedzącego na czaszce i zamku z oczodołami będę pamiętać do końca życia! Druga książka może nie grzeszy urodą, ale ma fantastyczną opowieść, którą moja Mama mogła czytać mi godzinami. To "Sceny z życia smoków" Beaty Krupskiej. Uwielbiam "Dzieci z Bullerbyn", wszystkie "Mikołajki". Mam ogromny sentyment do "Władcy Pierścieni", a wiersze Tuwima i Brzechwy, które katowałam na pamięć, zawsze wolałam w wersji audio.

ES: I na koniec słowo o marzeniach zawodowych, planach...

AD: Marzy mi się druga lewa ręka i para oczu. Oby technologia rozwinęła się na tyle, by było to możliwe. Chciałabym małymi kroczkami móc wypracować sobie w tym świecie swoje miejsce i nadal robić to, co lubię. Chcę uciec od rutyny i nie bać się wypalenia. A w najbliższych planach mam wakacje i słodkie czytanie książek gdzieś w ciepłym miejscu, a potem miłą opowieść do zilustrowania. Ale o tym, póki co, cicho sza!

Fot. archiwum A.Dudek

Agata Dudek – urodzona w 1984 roku w Warszawie. Dyplom w Pracowni Ilustracji Prof. Zygmunta Januszewskiego na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się ilustracją książkową i prasową, projektowaniem graficznym i stopniowym zapełnianiem przestrzeni formami przeróżnych rodzajów. Autorka kilku wystaw w kraju i zagranicą, i przetwórca niesamowitej ilości papieru. W wolnej chwili czyta książki kucharskie i hoduje ekologiczne pomidory na parapecie, a od 2010 roku asystuje w Pracowni Ilustracji ASP – ku swojej wielkiej radości:) Otrzymała główną nagrodę w konkursie "Książka dobrze zaprojektowana", zdobyła Grand Prix SATYRYKON LEGNICA 2009 oraz liczne nominacje i wyróżnienia (m.in. w konkursie Najpiękniejsze Książki Roku PTWK 2011 oraz Książka Roku 2010/2011 Polskiej Sekcji IBBY).

www.agatadudek.pl

W wywiadzie wykorzystaliśmy okładki książek: "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem" i "Ciepło-zimno. Zagadka Fahrenheita" Anny Czerwińskiej-Rydel (wyd. Muchomor), "Wrony i wąż" Aldousa Huxleya (wyd. Dwie Siostry), "Żożo i Lulu" Elisabeth Dudy (wyd. Dookoła Świata).

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Książki dla dzieci
  • Spacer
  • psie życie
  • O małym krecie - Wolf Erlbruch
  • 2-targi-ksiazki-dla-dzieci
  • o psie który szukał
  • prywatnik
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • prywatnik
  • ryms laureatem konkursu papierowy ekran
  • rzecz o tym, jak paw wpadł w staw - Wilkoń - Wolny-Hamkało
  • Ryms na Facebook