Ostatnio dodane

Czarno-białe, kolorowe...

Wtorek, 15 maja 2012

Książkę robi się jak sweter

Środa, 25 kwietnia 2012

Siedem książkowych typów Moniki Obuchow

Poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Garść wrażeń z premiery spektaklu "Tajemnica diamentów" w Teatrze Miniatura

Czwartek, 19 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Ostatnio komentowane

"Wiesołyje kartinki", czyli czasopisma naszego dzieciństwa

Czwartek, 16 lutego 2012

Zachować twarz

Wtorek, 3 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jakość, a nie jakoś

Piątek, 24 lutego 2012

Perły w sieci, czyli co można wyłowić, buszując po internecie

Piątek, 9 października 2009

Bolonia otwarta na ilustratorów

Piątek, 3 lutego 2012

"Rymsowi" udało się porozmawiać z Magdą Kłos-Podsiadło, szefową wydawnictwa Wytwórnia, która na początku stycznia br. poleciała do Bolonii na obrady jury... No właśnie, jakiego jury i jakiego konkursu, dowiedzą się Państwo z wywiadu z Magdą. Towarzyszył nam pies Magdy i stos pączków...

Marta Lipczyńska-Gil: Pamiętam, jak pod koniec zeszłego roku zadzwoniłaś do mnie z informacją, że zostałaś wybrana do jury w Bolonii. W pierwszym chwili myślałam, że chodzi o Bologna Ragazzi Award. Powiedz, do jakiego jury zostałaś zaproszona?

Magdalena Kłos-Podsiadło: W ramach Międzynarodowych Targów Książki dla Dzieci w Bolonii istnieją dwa konkursy. Jeden to Bologna Ragazzi Award i tam ocenia się książki, a drugi to konkurs ilustratorów. Wydaje mi się, że nie ma on jakiejś oficjalnej nazwy. Ten konkurs jest organizowany od 1967 roku i może wziąć w nim udział naprawdę każdy ilustrator.

ML-G: I młody, i z dorobkiem?

MK-P: I młody, i taki co już publikuje od 25 lat i jest bardzo znanych ilustratorem. Ale także student akademii albo nawet i nie. Każdy może tam po prostu przysłać swoje prace.

ML-G: Samouk też?

MK-P: Też. To jest chyba najbardziej demokratyczny konkurs. Nie przyznaje się 1, 2, 3 miejsca, ale samo wybranie prac do wystawy jest już nagrodą. Organizatorem konkursu są Targi Książki w Bolonii we współpracy z Itabashi Art Muzeum w Tokio. Organizatorzy co roku wybierają pięcioosobowe jury.

ML-G: Za każdym razem nowe?

MK-P: Za każdym razem jest nowy skład. Wśród tegorocznego jury była włoska ilustratorka Chiara Carrer, Anne-Laure Cognet z francuskiej Biblioteki Narodowej, która zajmuje się książkami obrazkowymi, japoński ilustrator Arai Ryosii, Elizabeth Wood - dyrektor kreatywna wydawnictwa Walker Books z Wielkiej Brytanii i Kłos... (śmiech)

ML-G: Taki sobie Kłos wyrósł na bolońskiej ziemi :) Pamiętam ten moment, kiedy nie do końca w to wierzyłaś i trzeba cię było uszczypnąć. Nadal masz poczucie nierealności?

MK-P: No nie. Już dzisiaj nie. Ale tak, byłam zaskoczona. Z organizatorami targów poznałam się przy okazji Bologna Ragazzi w 2008. Myślę, że od tamtego czasu oni obserwowali moje wydawnicze poczynania i w efekcie to wystarczyło im, by mnie zaprosić. Pewnie też potrzebowali kogoś z tej części Europy. Więc rzeczywiście to mnie jakoś strasznie dobrze nastroiło. Byłam pełna entuzjazmu, że coś takiego mi się przydarzy. Wiem, że kiedyś takim polskim uczestnikiem tego jury był pan Maciej Buszewicz. Pamiętam, jak pojechałam do Bolonii sześć lat temu i oglądałam wystawę po raz pierwszy. Co roku się tę wystawę ogląda. Ma się różne opinie na temat wybranych prac, ale nigdy bym nie pomyślała, że przyjdzie mi oceniać i samej wybierać. To duża odpowiedzialność. Trzeba wyjść z roli wydawcy z określonym gustem.

ML-G: Jak wyglądały obrady?

MK-P: Obrady odbywały się na terenie targów. Włosi mają to rzeczywiście bardzo dobrze przygotowane. Pracowaliśmy w jednej z większych targowych sal konferencyjnych. A w tej sali duże stoły, na nich porozkładane wszystkie prace, 2685 ilustratorów. Każdy z nich musiał przysłać pięć prac.

ML-G: Różnych?

MK-P: Nie, one się miały układać w jakąś historię.

ML-G: To jest wymóg?

MK-P: To jest ważny wymóg. One mają tworzyć całość.

ML-G: Ale to mają być same ilustracje?

MK-P: Tak, nie powinno być tekstu, typografii. Ale do każdej ilustracji jest dołączony opis, który pomaga czasem zrozumieć, o co chodzi, z jakiej pochodzi książki, jeżeli to ilustracje opublikowane. Jest także metryczka o ilustratorze.

ML-G: Mogą startowć książki opublikowane?

MK-P: Tak, to jest bardzo duża grupa. W konkursie zgłasza się prace w dwóch kategoriach: fiction i non-fiction. Dodatkowo na potrzeby naszego konkursu prace zostały posegregowane na opublikowane, niepublikowane, według krajów, szkół, bo akademie też wysyłają swoich studentów. To było bardzo dobrze przygotowane.

ML-G: Co poczułaś wchodząc do tej ogromnej sali?

MK-P: Poczułam taki lekki stresik, czy uda się nam przejść przez to gładko, w jakiej atmosferze miną nam te dni. Trzeba było wybrać około 80 ilustratorów. Więc to naprawdę była duża selekcja.

ML-G: I jak to się odbywa?

MK-P: Dużo zależy od samej grupy jury, ale są pewne sugestie od organizatorów, ponieważ mają duże doświadczenie w organizacji pracy jury. Naszym zadaniem pierwszego dnia było przejrzeć wszystko. Każdy chodził osobno i oglądał prace.

ML-G: Czyli pierwsze wrażenie?

MK-P: To było emocjonalne wrażenie. Ten pierwszy wybór. Czy cię chwyta za serce czy nie. I rzeczywiście tak było, po pierwszym dniu każdy miał swoje typy i każdy mógł wybrać tyle prac, ile chciał. Następnego dnia przeglądaliśmy jeszcze raz wszystkie prace już jako grupa. Pochylaliśmy się nad każdym ilustratorem i jego pracami. Nasze decyzje stawały się bardziej racjonalne. Jeśli wszyscy byliśmy zgodni, że dane prace odrzucamy, były odwracane, ale jeśli któraś z prac spodobała się choćby tylko jednej osobie, to przechodziła dalej. I tak minął nam cały dzień. Wyobraź sobie, że po tym drugim dniu, kiedy już mieliśmy pierwszą selekcję, okazało się, że nie mamy wcale tak dużo ilustracji na wystawę.

ML-G: Tylko tak na styk?

MK-P: Nawet nie na styk. To nas trochę zmartwiło, bo okazało się, że poziom nie jest bardzo wysoki albo my stawiamy za duże wymagania. To nie jest tak, że przychodzi dwa tysiące sześćset wybitnych prac, czy bardzo dobrych prac. Tak nie jest. W każdym bądź razie na koniec drugiego dnia mieliśmy już te wybrane prace i byliśmy do nich mocno przekonani, a przed nami był trzeci dzień obrad i ostateczny werdykt.

ML-G: Co działo się podczas tego trzeciego dnia?

MK-P: Każdy z nas jawnie głosował. Dostaliśmy karteczki, każdy miał własny kolor i głosowaliśmy na te ilustracje, które ostatecznie naszym zdaniem powinny wejść do wystawy.

ML-G: Jaki ty miałaś kolor?

MK-P: Różowy

ML-G: Dużo było różowych karteczek na pracach?

MK-P: Nie, nie było ich dużo. Może około czterdziestu. Potem mieliśmy taki system - te prace, które dostały trzy karteczki albo więcej od razu przechodziły bez żadnej dyskusji. Natomiast te, na których nam zostały dwie, jedna albo wcale...

ML-G: Odpadły?

MK-P: Nie, debatowaliśmy nad nimi dalej, bo tych, które miały trzy karteczki było tylko około 40.

ML-G: W wystawie musi wziąć udział osiemdziesięciu ilustratorów? To jest zawsze stała liczba?

MK-P: Mniej więcej. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że w wystawie powinno wziąć udział czterdziestu ilustratorów, bo do czterdziestu jesteśmy bardzo przekonani i już. Ale postanowiliśmy jednak być mniej surowi i dać szansę innym. Podobno poziom prac wcale nie był niższy niż w latach poprzednich. I tego trzeciego dnia odbywały się  dyskusje nad tymi pracami, które dostały mniej niż trzy głosy. Każdy z nas bronił swojego wyboru. To bardzo cenne doświadczenie, dla mnie niecodzienne. Wszyscy członkowie jury byli naprawdę bardzo otwarci na argumenty pozostałych. Ja też musiałam obronić kilku wybranych przeze mnie ilustratorów.

ML-G: Obroniłaś?

MK-P: Oczywiście, że obroniłam. Po skończeniu obrad zrobiliśmy jeszcze jedną rundę po tych przykrytych pracach, czy przypadkiem nie przegapiliśmy kogoś. Nie przegapiliśmy, jesteśmy zadowoleni z naszego wyboru... Oczywiście na część nie oddałam swojego głosu , ale to był wybór innych. Każdy ma swój punkt widzenia i dzięki temu zaprezentowany będzie szeroki przekrój. Ważne jest również to, że nie było żadnych sugestii ze strony organizatora. Włosi byli bardzo neutralni.

ML-G: Czy wśród wybranych są jacyś Polacy?

MK-P: Jedynym wybranym został Paweł Pawlak. I tu dotykam ważnej kwestii. Z Polski - dziewięć zgłoszeń.

ML-G: Tylko?

MK-P: Tak.

ML-G: Strasznie mało!

MK-P: Strasznie mało. Dla porówniania: Włochy – ponad 1000, Japonia – 494, Francja – 152, Hiszpania – 151, Niemcy – 149, Korea – 135.

ML-G: A pamiętasz kto się jeszcze zgłosił z Polski oprócz Pawlaka?

MK-P: Kasia Bogucka i kilka osób, których niestety nie znam.

ML-G: Jeździmy od kilku lat do Bolonii i tak mało wiemy o tym konkursie. Do tej pory miałam przekonanie, że na tej wystawie są prezentowane prace tylko młodych. Myślę, że ta informacja o tym konkursie nie dociera tam, gdzie powinna.

MK-P: Chciałabym to zmienić. Mam plan, by zachęcić ilustratorów z Polski do większej mobilizacji w kolejnej edycji konkursu. Mam już zaplanowane „spotkania informacyjne” w Krakowie i Katowicach.

ML-G: Ilustrator jest prezentowany w katalogu...

MK-P: Jego prace są prezentowane w dobrze wydanym katalogu, który myślę, stanowi punkt odniesienia. Znaleźć się tam to duże wyróżnienie. Jest jeszcze inny aspekt, który powinien zachęcić zwłaszcza młodych. Od 2009 madrycka SM Foundation przyznaje jednemu ilustratorowi spośród tych, których prace znajdują się na wystawie, międzynarodową nagrodę w wysokości 30 tys. dolarów!

ML-G: Świetnie!

MK-P: Ta osoba nie może mieć ukończonych 35 lat. Dodatkowo tworzy książkę na zadany temat, która zostanie opublikowana. To jest dopiero niesamowite wyróżnienie.

ML-G: Bardzo! No to całe szczęście, że ciebie wybrali do jury, bo dzięki temu jesteśmy u źródła i tyle wiemy, a nie wiedzieliśmy zbyt wiele...

MK-P: Było mi naprawdę przykro, że taka mała była reprezentacja z Polski. Nie odbiegamy wcale poziomem. W ogóle świeży powiew z tej strony Europy jest tam bardzo potrzebny. Dzięki temu właśnie ta wystawa ma szansę być bardziej różnorodna.

ML-G: Co możemy robić, aby więcej zdolnych polskich ilustratorów zgłaszało się na ten konkurs?

MK-P: Będziemy trąbić o terminach. I praktyczna wskazówka. Bardzo ważna. Sposób, w jaki wysyłane są prace na konkurs. Tam są wymagane oryginały, ale coraz o nie trudniej…

ML-G: …bo coraz częściej prace robione są w komputerze.

MK-P: Tak, ale chodzi o to, by te wydruki były po prostu dobrej jakości. Prace źle wydrukowane od razu przepadają. Jak już wysyłasz, inwestujesz swój czas i pieniądze na wysyłkę, to zrób to porządnie. Bardzo porządnie, bo to świadczy o tym, jaki masz do tego stosunek, do swojej pracy, do swojego dzieła. I to też ktoś wtedy doceni. Pamiętajmy, że prace, które są wybrane na wystawę w Bolonii, jadą później do Itabashi Art Muzeum w Tokyo oraz do kilku japońskich dużych miast.

ML-G: A co przysłał Paweł Pawlak ? Coś zupełnie nowego?

MK-P: Przyznam, że ja w ogóle nie rozpoznałam jego ilustracji i nie wybrałam ich w tej pierwszej, selekcji, ale zrobili to inni.

ML-G: To chyba dobrze, że zrobili to inni.

MK-P: Tak, potem naprawdę było mi miło. To ilustracje z opublikowanej książki, o chłopczyku chorym na serce. W czasie targów jest zaplanowane otwarte spotkanie z jury, mamy tam swój wybór uzasadnić, a każdy z nas ma opowiedzieć o pięciu wybranych ilustracjach. Wybrałam m.in. ilustracje, o które walczyłam, ale także Pawła Pawlaka. Po naszej prezentacji będzie dyskusja. Jestem bardzo ciekawa tego spotkania.

ML-G: Mamy zatem Magdo ideę taką, by promować ten konkurs. Mamy coraz więcej fajnych ludzi, którzy robią fajne rzeczy.

MK-P: Tak. Ty w „Rymsie” w odpowiednim momencie.

ML-G: Oczywiście! Teraz pewnie trwają prace nad katalogiem ? Kto robi okładkę?

MK-P: W tym roku okładkę  przygotowuje zwyciężczyni bratysławskiego konkursu BIB. Koreanka Eun-young Cho. Oprócz wybranych do wystawy ilustracji, w katalogu znajdzie się też uzasadnienie werdyktu jury oraz kilka słów od każdego z jurorów.

ML-G: To świetnie, pojawiasz się w innym wcieleniu.

MK-P: Pojawiam się w innym wcieleniu i dzięki temu doświadczeniu jeszcze bardziej doceniam ilustratorów, z którymi współpracuję.

ML-G: Dziękuję za rozmowę. Pies szczeka, a karawana idzie dalej ;)

Rozmawiała: Marta Lipczyńska-Gil
Spisała: Joanna Obniska
Fot. archiwum Magdaleny Kłos-Podsiadło

PONIŻEJ PREZENTUJEMY KILKA FOTEK Z ALBUMU wydanego z okazji TARGÓW KSIĄŻKI W BOLONII - "Bologna Illustartors Exhibition of children's books"

FOT. BIG DESIGN

« wróć na stronę listy artykułów

Fantastyczny wywiad! Dziękuję. Przyznam też, jako absolwentka wydziału sztuk pięknych, że nigdy nie słyszałam o tym konkursie. Tym bardziej cieszę się, z Waszej inicjatywy promocji! Ilustratorzy na barykady! Pozdrawiam ciepło!

dodał: Kasia Warpas, Piątek, 3 lutego 2012 13:16

Baaardzo ciekawe doświadczenie, nawet i da mnie- czytelniczki! Dziękuję;)

dodał: Anna Kubus, Piątek, 3 lutego 2012 14:42

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • psie życie
  • 2-targi-ksiazki-dla-dzieci
  • O małym krecie - Wolf Erlbruch
  • Ryms na Facebook
  • Spacer
  • rzecz o tym, jak paw wpadł w staw - Wilkoń - Wolny-Hamkało
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Książki dla dzieci
  • prywatnik
  • prywatnik
  • o psie który szukał
  • ryms laureatem konkursu papierowy ekran