Ostatnio dodane

Czarno-białe, kolorowe...

Wtorek, 15 maja 2012

Książkę robi się jak sweter

Środa, 25 kwietnia 2012

Siedem książkowych typów Moniki Obuchow

Poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Garść wrażeń z premiery spektaklu "Tajemnica diamentów" w Teatrze Miniatura

Czwartek, 19 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Ostatnio komentowane

"Wiesołyje kartinki", czyli czasopisma naszego dzieciństwa

Czwartek, 16 lutego 2012

Zachować twarz

Wtorek, 3 kwietnia 2012

Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać

Poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jakość, a nie jakoś

Piątek, 24 lutego 2012

Perły w sieci, czyli co można wyłowić, buszując po internecie

Piątek, 9 października 2009

Koszmarny Karolek, czyli Radość Rozrabiania

Środa, 24 sierpnia 2011

Aleksandra Motyka, Koszmarny Karolek, czyli Radość Rozrabiania, [w:] "Ryms" nr 14, lato 2011, s. 15.

Rodzice – nawet ci pozbawieni moralizatorskich zapędów i odruchów hipokryzji – mogą się zastanawiać, czy warto podsuwać swoim pociechom takie exemplum jak "Koszmarny Karolek". Oczywiście, wszyscy lubimy czytać o małych urwisach i ich niewinnych psotach. Od razu wiadomo, że wybaczymy tym uroczym rozrabiakom nawet najgłupsze żarty, bo wiemy, że w głębi serca poczciwe z nich dzieciaki. Tymczasem Karolek…

Koszmarny Karolek nie jest uroczy. Koszmarny Karolek jest koszmarny. Karolek szczypie, rozpycha się łokciami, podkrada, nie mówi „dziękuję”, dłubie w nosie, rzuca jedzeniem, kłamie, tłucze młodszego brata… A tak, Karolek ma brata – Doskonałego Damianka, złotowłose dziecię, które uwielbia świeże jarzynki. Karolek woli chipsy i ciastka, a surowe warzywa wykorzystuje tylko jako efektywną broń miotającą. Damianek jest zawsze grzeczny i lubi pomagać mamusi. Karolek ciągle grymasi i jeśli nie może postawić na swoim, dostaje epickiego ataku szału. Damianek wszystko robi doskonale – niezależnie od tego, czy chodzi o zabawianie gości grą na wiolonczeli, czy wystąpienie w szkolnym przedstawieniu jako tańcząca kropelka deszczu. Karolek nie chce być kropelką deszczu, Karolek chce być stadem słoni, głodnym pterodaktylem pożerającym swoją ofiarę, dzikim bawołem, wielką koparą, ludożercą, który wrzuca swoją zdobycz do kotła...! Damianek lubi zwiedzać Muzeum Miejskie i zbiera znaczki.

Jak widać, mamy tu do czynienia z wyjątkowo niemiłym dzieckiem. Oczywiście mówię o Damianku – świętoszkowatym lizusie i skarżypycie, alter ego Ananiasza z Mikołajka. Całe szczęście, że nie nosi okularów.

Większość opowiadań w serii została zbudowana na zasadzie skontrastowania koszmarnego Karolka z anielskim Damiankiem. Po stronie tego ostatniego zwykle stają rodzice, nieustannie biadając nad zachowaniem Karolka. Nie sposób nie zauważyć, że w tym układzie jedynym elementem dynamicznym jest Karolek. Zarówno reakcje Damianka, jak i rodziców są całkowicie przewidywalne. Tymczasem nigdy nie wiadomo, co zrobi Karolek… A jest to dziecko obdarzone niezwykle płodną wyobraźnią i zmysłem praktycznym. Ze swoją niespożytą energią, talentem do wpadania w tarapaty i błyskotliwego wydostawania się z nich Karolek – urwis z krwi i kości – wypada dużo lepiej niż anemiczny Damianek, dla którego największą przygodą życia jest zjedzenie gotowanego brokułu. To tyle na temat moralizowania...

Ogromną zaletą książeczek Franceski Simon jest język. Autorka bawi się słowami, wykorzystując powtórzenia leksykalne i brzmieniowe. Imiona bohaterów serii wiele mówią o jej zamiłowaniu do aliteracji: Wredna Wandzia, Bezwzględny Bolo, Jędzowata Jadzia, Ordynarny Olo, Władczy Władzio, Radosny Rudolf – i oczywiście Koszmarny Karolek. W angielskim oryginale Karolek nazywa się Horrid Henry. I na szczęście tłumaczka, Maria Makuch, zadbała, aby polskich czytelników nie ominęła frajda zabawy imionami (to rozwiązanie nie jest takie oczywiste – np. w przekładach niemieckim i litewskim mamy odpowiednio: Henry der Schreckliche i Blogiukas Henris).

Ja ze wszystkich bohaterów serii o Karolku najbardziej lubię Wredną Wandzię, dzielnie dotrzymującą kroku Karolkowi w jego najdzikszych wyczynach, a prawdę mówiąc – zwykle wyprzedzającą go o trzy kroki, bijącą na głowę i wodzącą za nos jak Irene Adler Sherlocka Holmesa. „Karolek nigdy nie był w stanie czymkolwiek zadziwić Wandzi. Kiedy kładł jej znienacka na ramieniu włochatego pająka, Wandzia dziko się śmiała. Gdy szarpał ją za włosy, ona targała go jeszcze mocniej”. Wszystkie przedstawicielki płci pięknej mogą być z Wandzi dumne.

Nie każdemu zapewne będzie odpowiadało osobliwe poczucie humoru Karolka, ale nie taki diabeł straszny jak go malują (w wersji hiszpańskiej Karolek występuje jako Pablo Diablo – też ciekawie). Warto przeczytać przynajmniej jedną z przewrotnych i zaskakujących książeczek z serii. Młodszym na pewno spodoba się świeżość tej lektury, a starsi być może przypomną sobie czasy, kiedy im przyrządzenie gludyniu także wydawało się świetnym pomysłem…

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • rzecz o tym, jak paw wpadł w staw - Wilkoń - Wolny-Hamkało
  • prywatnik
  • O małym krecie - Wolf Erlbruch
  • Spacer
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Książki dla dzieci
  • psie życie
  • prywatnik
  • 2-targi-ksiazki-dla-dzieci
  • o psie który szukał
  • ryms laureatem konkursu papierowy ekran
  • Ryms na Facebook