Na kłopoty... Bednarski. A na nudę? Basia!

Piątek, 1 lipca 2011

Łucja Abalar, Na kłopoty... Bednarski. A na nudę? Basia!, [w:] "Ryms" nr 13, s. 10-11, wiosna 2011.

Wraz z moimi dwoma synami dzielimy książki dla dzieci na: dobrze napisane (duża, czytelna czcionka, tekst ciekawie wkomponowany w obraz, literki nie chadzają byle gdzie, nie trzeba ich szukać albo nawet gonić), świetnie zilustrowane (obrazy dynamiczne, kolorowe, postacie bajkowe śmieją się do nas i łapią za rękę, potwory są okropnie przyjacielskie, choć wyglądają czasem tak, że włos się jeży), o samochodach (wszystko tam jeździ: po ulicach, po torach, po głowach bohaterów, tam się auta naprawia, wlewa różne oleje i smary, tam jest ruch, „miasto, masa, maszyna!”), o zwierzętach (w zasadzie są to książki nie do czytania, tylko do wydawania odgłosów paszczowych, typu meee, łeee, muuu czy kła-kłak), dla dziewczynek.

Książki z ostatniej kategorii w ogóle nie nadają się do czytania. – Tam się nic nie dzieje! – usłyszałam nie raz. Jakież było wobec tego moje zdziwienie, gdy do naszej biblioteczki „wpadła” Basia. Dziewczynka w pasiastej bluzeczce, z równo przyciętą grzywką i kosmatych kapciach podbiła serca moich chłopaków. Zaczęli nawet mówić, że gdyby miała pojawić się siostrzyczka – a wcale nie musi – to niech będzie właśnie Basią.

Poznajcie dziewczynkę w paski

Przygody Basi stanowią temat nie jednej książki, lecz całej serii książek opublikowanej nakładem poznańskiego wydawnictwa LektorKlett [obecnie serię wydaje Wydawnictwo Egmont - dop. red.]. Sympatyczną dziewczynkę narysowaną przez Mariannę Oklejak spotykamy w przedszkolu, w domu podczas zabawy, gdy gotuje z tatą obiad, przeszkadza mamie w pracy, na biwaku, w zoo i w wielu innych sytuacjach. Jesteśmy z nią, gdy choruje, gdy figluje z dziadkami, nawiązuje przyjaźnie, a także wtedy, gdy rodzi się jej braciszek. Basia to świetna koleżanka: z chęcią robi błotne kotlety, niezła gospodyni: nikt tak nie oddziela makaronu od... makaronu, fantastyczna wnuczka: gdy dziadek choruje, bawi się z nim w statek – Basia jest kapitanem, a dziadek chorym marynarzem. Ma także wiele cierpliwości do swoich dwóch braci: starszego namawia do coraz to nowych psot, młodszego zabiera na ciastka.

Z przygód Basi szczególnie dwie zapadły mi w pamięć, choć trzeba przyznać, że wszystkie są opisane świetnie, z humorem i odrobiną nienachalnej dydaktyki. To zasługa autorki Zofii Staneckiej i zapewne także redakcyjnej pracy Marii Deskur, która prowadzi ten projekt wydawniczy. Moimi faworytami są "Basia i telewizor" oraz "Basia i mama w pracy".

„Czy to Maria Celebes spadła z łóżka?”

Nie od dzisiaj wiadomo, że dzieci i telewizor łączą się ze sobą – za często i za długo. Wielu rodziców ma już pomysł na to, jak odciągnąć swojego przedszkolaka sprzed szklanego ekranu. Inni dopiero szukają. "Basia i telewizor" to idealna pozycja dla tych ostatnich. Wszystko zaczyna się od deszczu... Tak na marginesie: czy wiecie, jakie są rodzaje deszczu? „Są tylko dwa – stwierdziła stanowczo Basia. – Jeden, kiedy dużo deszczy, i drugi, kiedy deszczy niedużo”.

Spotykamy Basię, gdy włóczy się po domu w wełnianych skarpetkach, w piżamie i Miśkiem Zdziśkiem pod pachą. Za oknem ponuro, jesiennie. Dziewczynka obejrzała już swoje bajki w telewizji, teraz szuka pomysłów na zabicie nudy. Mama namawia małą na rysowanie, ale Basia zamiast tego włącza ponownie telewizję. Przerzuca kanały i trafia na tasiemiec o nieszczęśliwej służącej Marii Celebes zakochanej w Estebanie, synu pracodawcy. Mama nie jest zadowolona, kiedy widzi swoją córkę wpatrzoną w telewizor. Rozmawia z Basią, proponuje jej inne aktywności, ale dziewczynka nie okazuje zainteresowania, gdyż rozbolała ją głowa. Resztę dnia Basia spędza w łóżku, śniąc dziwaczne sny o Estebanie i Marii Celebes.

Następnego dnia rano okazuje się, że telewizor nie działa. Basia podejrzewa, że to jej wina. Męczy się z tym, jest markotna, osowiała. To wszystko do czasu, gdy tata odkrywa, że burza, która przeszła w nocy, spaliła większość sprzętów podłączonych do prądu. Basia oddycha z ulgą, w końcu to nie ona zepsuła telewizor. Tymczasem reszta domowników rozpaczliwie próbuje naprawić zniszczony odbiornik.

Sprawa z telewizorem kończy się pomyślnie, bo Basia wpada na genialny pomysł na to, jak zapewnić rodzinie rozrywkę. Dodam, że to propozycja zdecydowanie ciekawsza niż oglądanie kolejnego odcinka jakiegoś serialu.

Wiosna w domu „sowinisty”

W głowie Basi wiosną kiełkują najlepsze pomysły, a tata zamienia się w „sowinistę”. Wszystko dlatego, że mama postanawia wrócić do pracy.

Byłoby inaczej, gdyby mama wróciła do pracy klasycznie, to znaczy: wychodziła o dziewiątej, wracała o siedemnastej. Ale nie – mama Basi postanowiła łączyć życie rodzinne z zawodowym i zaczęła pracować w domu, przy użyciu komputera. Taki styl pracy nie spodobał się początkowo domownikom, i to zarówno młodszym, jak i starszym. Jedynie mama była w zupełności zadowolona. Basia chodziła naburmuszona – bo mama niby jest w pracy, a jednak siedzi kilka godzin w kuchni, tuż obok. Tata też w nie najlepszym humorze, bo widzi żonę ciągle w wyciągniętym swetrze, a dom jest trochę zapuszczony. Nic dziwnego, że taka sytuacja prowadzi do konfliktu, przy okazji którego padają różne dziwne słowa. Basia oczywiście słyszy niechcący tę rozmowę i stąd wie, że tata stał się „sowinistą”. Na szczęście tak jak po burzy z reguły wychodzi słońce, tak po wieczornej kłótni przychodzi czas na ustalenie nowych zasad. Historyjka kończy się tym, że domownicy dzielą się obowiązkami, a Basia odkrywa, że segregowanie prania i pomoc w kuchni to całkiem fajna zabawa.

Dlaczego lubimy Basię?

Trudno być dzieckiem, a jeszcze trudniej środkowym. Trzeba się natrudzić, aby zyskać zainteresowanie rodziców. Ile to pomysłów, jaką wyobraźnię trzeba mieć, żeby przebić starszego brata, który wszystko robi mądrzej i zgrabniej. Ile słodyczy – aby wypaść przed rodzicami lepiej niż niemowlak. Basia też jest środkowym dzieckiem, co gorsza – jedyną dziewczynką, lecz dzięki swojej emocjonalności i sprytowi zyskuje uwagę wszystkich, nawet żółwia. Jest dzieckiem przedszkolnym, więc nie dysponuje olbrzymim wachlarzem uczuć. Poza tym trudno jej nad nimi panować, nazywać je i o nich rozmawiać. Najczęściej widzimy Basię uśmiechniętą i wesołą, gdy bawi się z koleżankami lub rodzeństwem, ale zdarza jej się smucić, dąsać i gniewać. Czuje się winna, gdy coś zniszczy lub rozleje. Zazdrości młodszemu braciszkowi, że tak wiele czasu spędza z mamą, a starszemu – że potrafi czytać. Gdy coś nie idzie po jej myśli – złości się spektakularnie, nie panując czasem nad swoimi rączkami. Ale potrafi również okazywać miłość na wiele różnych sposobów, a kiedy się uśmiecha – robi to najszerzej i... najszczerzej.

Dzieci lubią książki o Basi, bo przygody, rozterki, psikusy w nich opisane podobne są do tych, jakie towarzyszą na co dzień małym czytelnikom – i to bez względu na płeć. Dziewczynka, tak jak większość przedszkolaków, ma swoje humory, lubi podkreślać własną niezależność. Jest zmienna – czasem głośno się śmieje, by już za chwilę rzewnie płakać, trochę niezdarna – zdarza się jej nieźle ubrudzić, ale też twórcza – wymyśla przezabawny teatrzyk, zasypuje nowymi słowami. Ma swoje przyzwyczajenia, tajemnice, ulubione zabawy i stroje – bluzeczki w biało-czerwone paski. Nie jest papierową postacią. To żywa, mądra dziewczynka, której przytrafiają się i dobre, i złe chwile, a naturalna ciekawość pcha ją w różne, czasem kłopotliwe sytuacje.

Basia ma jednak sympatyków także wśród dorosłych. A to dlatego że opisywana w książkach o niej rodzina jest bardzo wiarygodna psychologicznie, ale też życiowo. Rodzice Basi wychowują dzieci rozsądnie, nie stawiają nierealistycznych wymagań, są cierpliwi i wyrozumiali wobec dziecięcych ograniczeń, wypadków, stłuczonych kolan. A jednocześnie nie są doskonali (zdarza im się kłócić, obwiniać się i podejmować błędne decyzje), dlatego można się z nimi identyfikować, lubić ich bez poczucia winy i mniejszej wartości, czerpać z tych książek pozytywne wzory. Kiedy przyglądamy się tej rodzinie, doceniamy własne możliwości wychowawcze oraz sposoby na wyjście z trudnych sytuacji.

Dorośli i dzieci docenią także fakt, że Basia… jest świetnie narysowana. Wreszcie widzimy, że ludzie mają włosy na rękach, a matki noszą czasem okulary. Co więcej: na stronach internetowych http://www.nudastop.pl oraz www.balpasiastych.pl znajdziemy m.in. kolorowanki z Basią w roli głównej, które można wydrukować, oraz zaproszenie na bal pasiastych. Swoją drogą to niezwykle udany zabieg promocyjny, który ma jednocześnie walory edukacyjne.

Wojciech Widłak, pisarz i autor serii "Pan Kuleczka", zapytany o to, dlaczego lubi książki o Basi, odpowiedział tymi słowami: „dobrą książkę dla dzieci chętnie czyta dorosły. "Basia…" jest właśnie taka. Mówi nam coś prawdziwego – i o dzieciach, i o nas – rodzicach”.

I ja się z nim zgadzam, chociaż wiem, że moi synowie niecierpliwie czekają na książkę, w której Basia zainteresuje się samochodami.

Łucja Abalar - psycholożka, poetka, autorka tomu poetyckiego "Prawo drugiej nocy"(2007) oraz wierszy i opowiadań dla dzieci. Publikowała w wielu czasopismach literackich (m.in.: "Studium", "Undergrunt", "Odra", "Red."). Jej wiersze były tłumaczone na język niemiecki. Mama dwóch synów.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Przed twoimi urodzinami
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Arctic
  • ksiazka za dyche
  • OKO
  • Ryms na Facebook
  • ryms w empikach
  • maly atlas ptakow
  • zbuntowany elektron
  • liczby i kolory