Ostatnio dodane

Co nowego za granicą? Zosia Gwardyś poleca!

Czwartek, 6 czerwca 2019

Czeskie nowości - odsłona czwarta

Niedziela, 2 czerwca 2019

Mała Czcionka poleca sześć zagranicznych premier

Poniedziałek, 20 maja 2019

Samouk spod Mościsk

Poniedziałek, 13 maja 2019

Wywrotowy komiks

Wtorek, 30 kwietnia 2019

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Dlaczego czytelnicy kochają fantastykę?

Czwartek, 2 września 2010

Anna Brzezińska, Dlaczego czytelnicy kochają fantastykę?, [w:] "Ryms" nr 8, zima 2009/2020, s. 6-7.

 

Zdarzyło mi się niedawno w bibliotece na Ursynowie literować bibliotekarce nazwisko Brunona Schulza. Stałam pod potężnym regałem, od wytartego parkietu aż po zmatowiały sufit wypchanym fantastyką, i wymawiałam powoli: S – C – H..., a nad moją głową rozpierały się lakierowane okładki, unosili się półnadzy herosi, niewiasty z mieczami oraz statki kosmiczne. Książki prężyły się tuż naprzeciw stanowiska bibliotekarskiego, ładnie wyeksponowane, lubiane, poczytne – właśnie na nie padał wzrok wchodzących. I bardzo wiele mówi to o strukturze współczesnego czytelnictwa.

Fantastyka jest znaczącym trendem w literaturze popularnej. Oczywiście powstają należące do fantastyki teksty ciekawe i wybitne, wychodzące poza popkulturową koleinę. Zasadniczo jednak fantastyka to literatura masowa, mocno skonwencjonalizowana, operująca powtarzalnymi fabułami, tradycyjna formalnie. Umowność tej konwencji widać nawet na poziomie ilustracji na okładkach. Zdarza się bowiem, że grafika, która spodobała się wydawcy, zostaje kupiona niezależnie od tekstu, przy którym była umieszczona, i opublikowana w zupełnie innym kontekście, na okładce innego utworu. Często pojawiają się w literaturze fantastycznej długie cykle, niejednokrotnie produkowane na kanwie gier komputerowych lub systemów RPG (np. Dragonlance). Zresztą fantastyka w ogóle dobrze się czuje w niszy popkultury i nawet na polskim rynku czasami skręca w kierunku produktu totalnego. Nagrane przez Kazika piosenki z "Wrońca", ostatniej książki Jacka Dukaja, albo "Nocarz" Clostrekellera, inspirowany książkami Magdy Kozak, są tego ostatnimi przykładami, podobnie jak wcześniejszy sukces gry komputerowej "Wiedźmin", wyprodukowanej przez CD Projekt. Jest to zjawisko o dużym zasięgu, bo popkulturowa konstelacja fantastyki obejmuje filmy, gry (komputerowe, karciane, figurkowe, RPG), komiksy, rozmaite projekty internetowe, muzykę i zapewne jeszcze wiele innych zjawisk, z którymi się nie zetknęłam.

Sukces fantastyki bywa tłumaczony eskapizmem i ogólnym kryzysem kultury euroamerykańskiej (ton fantastyce nadają autorzy anglosascy). Nie przekonuje mnie to. Niespecjalnie wierzę w rozliczne teorie kryzysów tłumaczących fenomeny społeczne. Ludzkość żyje w stanie permanentnego kryzysu, takiego lub innego. Poza tym, paradoksalnie, odejście od realizmu nie wydaje mi się znaczącym wyróżnikiem fantastyki. Modernizm i postmodernizm również kontestowały tradycję XIX-wiecznej powieści realistycznej i jej zobowiązań wobec rzeczywistości (wypada tu zaznaczyć, że akurat polska fantastyka PRL-u i pierwszej dekady niepodległości wchodziła w bardzo silny dialog z rzeczywistością, na kanwie wyimaginowanych, fantastycznych światów komentując sprawy polityczne i społeczne; obecnie ten trend jest dużo słabszy).

Trzeba sobie bowiem zdawać sprawę, że różnica między literaturą fantastyczną a literaturą – powiedzmy – bezprzymiotnikową bywa ulotna. Warto tu przytoczyć pouczającą anegdotkę o pewnym pisarzu. Jego tekst w 1970 r. znalazł uznanie jury – a zasiadali w nim Kingsley Amis, Arthur C. Clarke i Brian Aldiss – i miał wielkie szanse, żeby wygrać Hugo, amerykańską nagrodę za najlepszą powieść fantastyczną. W ostatniej jednak chwili tekst został wycofany przez wydawcę, który nie chciał, żeby do autora przylgnęła opinia pisarza SF. Otóż pisarzem tym był Salman Rushdie, a tekst to powieść "Grimus".

Cechy konstytuujące fantastykę są zatem mętne nawet dla twórców tego gatunku. Nie jestem ani literaturoznawcą, ani krytykiem literackim, ale wydaje mi się, że można się jednak pokusić o wytyczenie pewnych – bardzo przybliżonych – różnic. W związku z ucieczką powieści modernistycznej i postmodernistycznej od realizmu kładziono bardzo mocny nacisk na formę artystyczną i subiektywną wizję świata, przefiltrowanego i zniekształconego przez twórcę. Za fantastyką, w szczególności zaś tą najbardziej skonwencjonalizowaną, stoi, jak sądzę, nieco inna idea. Twórcy fantastycznych światów zdają się wierzyć, że świat można perfekcyjnie zmierzyć, poznać, opisać zgodnie z obiektywnymi, naukowymi regułami. Przy czym dotyczy to nie tylko rozbudowanych technologicznie światów twardej SF, ale również światów fantasy, w których magia może stawać się dziedziną nauki. Stąd autorzy fantastyki tworzą nie pejzaże wewnętrzne, lecz światy zewnętrzne, oczywiście wymyślone, ale udające istnienie obiektywne. Częstą zaletą fantastycznych kreacji, wspominaną zarówno w recenzjach krytyków, jak i w opiniach czytelników, jest wewnętrzna spójność tych światów, ujęta właśnie w prawa, odmienne wprawdzie od naszego codziennego doświadczenia, ale działające sprawnie i nieuchronnie. Tymczasem w prozie „bezprzymiotnikowej” materia realizmu również pęka, ale ciężko określić prawa stojące za tą deformacją rzeczywistości – żeby trzymać się Schulzowskiego przykładu: nie wiadomo, jakim cudem ojciec może się zmieniać w karalucha, w ptaka, a potem spokojnie powracać w innych tekstach w ludzkiej postaci. Metamorfozy nie są wytłumaczalne, bo Schulz wprowadza nas w zupełnie inną konwencję. Słowem: na fantastykę długi cień rzuca oświeceniowy paradygmat nauki i optymistyczna wiara w ludzkie poznanie. Jak mawiał Brian Aldiss, mistrz brytyjskiej SF, science fiction powinno być logiczne. Pozwolę sobie dodać, że za fantasy stoi często mechanistyczne pojmowane magii, sprowadzanej do zasady do ut des.

Przy okazji niedoszłej nagrody dla Rushdiego Aldiss poczynił jeszcze jedną ciekawą obserwację: „Gdyby Rushdie wygrał, zostałby zaszufladkowany jako pisarz science fiction i nikt by więcej o nim nie usłyszał”. Może nie jest to całkowicie sprawiedliwa konstatacja, ale etykietka autora fantastyki bywa uciążliwa. Również w Polsce przypisanie do tego nurtu bywa dziełem przypadku (przecież Tomasz Piątek bądź Cezary Michalski, żeby wymienić osoby należące do zupełnie różnych formacji, pisywali opowiadania w pismach poświęconych fantastyce) i często sprowadza się do skojarzeń z oficyną wydawniczą, która publikuje książki tego lub innego autora. Skoro publikujesz w oficynie wydającej fantastykę, jesteś fantastą. Skoro publikujesz w oficynie specjalizującej się w głównym nurcie (nie lubię tego określenia, bo uwłacza ono moim zdaniem całej rzece), jesteś pisarzem. Proste.

Krytyka literacka i akademicka analiza nie okazują się specjalnie pomocne w analizie literatury fantastycznej oraz rozmaitych zjawisk pogranicza. Co zatem zostaje? Z jednej strony oburzenie Włodzimierza Odojewskiego, który niegdyś w „Tygodniku Powszechnym” zaliczył Ursulę K. Le Guin (wraz z Le Carrém, Kingiem, Ludlumem oraz harlequinami) do literackiego chłamu, którego człowiek inteligentny i wykształcony nie czyta, z drugiej zaś – zachwyt małoletnich lub nastoletnich czytelników. Trudno nawet o wypracowanie wspólnego języka, czego poniekąd doświadczyłam niedawno na Festiwalu im. Conrada w Krakowie. Mianowicie na panelu o fantastyce prowadząca go literaturoznawczyni z UJ przypisała jednego z twórców do tradycji gockiej (mając na myśli powieść gotycką), a publika zawyła w uniesieniu, doszukując się aluzji z mrocznej młodzi, snującej się po konwentach (zlotach miłośników SF/F). Inną przeszkodę w dialogu zauważyła Kinga Dunin, która żywotności fantastyki upatruje w tym, że „jej tradycje nie mieszkają w niebie”. Tyle że oderwanie od tradycji literackiej nie jest wcale dla fantastyki oczywiste. Fantastyka, zwłaszcza fantastyka brytyjska, bardzo mocno wchodzi w dialog z tradycją, czego przykładem jest chociażby zakorzenienie „new weird” w powieści wiktoriańskiej. Rozmaite nawiązania, polemiki, parafrazy, komentarze do dawnej literatury pojawiają się również w tekstach anglosaskiej popkultury i jest to rodzaj dialogu z własną tradycją literacką znacznie wykraczający poza intertekstualne gry Andrzeja Sapkowskiego. Owszem, w Polsce punktem odniesienia dla wielu książek fantastycznych będzie powieść historyczna, w szczególności sienkiewiczowska, jednak nasz dialog z przeszłością wydaje się słabszy. Czy świadczy to o słabości tradycji polskiej powieści (w przeciwieństwie do poezji)? Czy o niezwykle silnym rozdźwięku między literaturą artystyczną a popularną? Nie umiem powiedzieć.

Wypada jeszcze raz podkreślić, że w swojej masie – oraz masowości – fantastyka jest gatunkiem skonwencjonalizowanym, tradycyjnym i popularnym. Przy czym nie stanowi to problemu ani dla jej wrogów, którzy z upodobaniem wytykają jej niedojrzałość intelektualną oraz miałkość artystyczną, ani dla jej zwolenników, jako że kolejne teksty doskonale wpisują się w ich oczekiwania. Dlaczego zatem jest to literatura tak obecnie popularna? Sądzę, że istotna jest właśnie jej tradycyjna forma, atrakcyjna dla czytelnika zmęczonego trudniejszymi w odbiorze współczesnymi arcydziełami powieściowymi – nie bez powodu John Barth pisał, że wiele z nich potrzebuje krytyka, pośredniczącego pomiędzy autorem a czytelnikiem. Atrakcyjna jest również forma opowieści inicjacyjnej. Oto bohater, często wywodzący się z niskiego rodu albo o pochodzeniu owianym mroczną tajemnicą, musi dokonać wielkich czynów i pokonać niezmierne trudności, żeby zdobyć zasłużoną nagrodę lub odzyskać utracony status. Czytelnik może się łatwo utożsamić z bohaterem, który podczas poszukiwań dorasta i weryfikuje swoją wiedzę o świecie. Niewątpliwie czytelników zachęca aura cudowności (czy to technologicznej, czy magicznej – nie bez kozery jeden z mistrzów złotej ery SF, Arthur C. Clarke, pisał, że każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii), którą przesiąknięta jest współczesna popkultura. Materia fantastyki weszła tu bardzo głęboko w tkankę kultury i wspólnych wzorców wyobrażeniowych: dzieci w przedszkolu moich synów walczą mieczami świetlnymi z patyków, a trzylatek wykłóca się z pięciolatkiem, który z nich będzie artuditu, co w ich pidgin English oznacza R2d2 (niewtajemniczonym wyjaśnię, że ja również w ten sposób dowiedziałam się, jak miał na imię robot z "Gwiezdnych wojen"). Zapewne znaczenie ma również przekaz, który przeważnie jest optymistyczny, bo bohater pokonuje jednak rozliczne trudności, po okresie dezintegracji, chaosu ład zostaje przywrócony i tradycyjne wartości zostają umocnione. Na koniec zaś ściąga nas do fantastyki urok opowieści i przygód wykraczających poza codzienność i poza wyobraźnię czytelnika.

*Anna Brzezińska - polska pisarka fantasy. Absolwentka Instytutu Historii KUL oraz absolwentka i doktorantka mediewistyki Central European University w Budapeszcie. Jest współwłaścicielką Agencji Wydawniczej RUNA. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę im. Janusza A. Zajdla.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Wróble na kuble
  • Ryms na Facebook
  • Lato Adeli
  • OKO
  • ryms w empikach
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • Amelia i Kuba
  • Plasterek
  • Arctic