Ostatnio dodane

Nowości z zagranicy. Listopad 2018

Czwartek, 13 grudnia 2018

Konkurs imienia Janusza Christy

Środa, 5 grudnia 2018

Fenomen Kosika

Niedziela, 25 listopada 2018

Books, Bücher, Libros, Livres. Mała Czcionka poleca...

Poniedziałek, 12 listopada 2018

8 marca, czyli inna wśród swoich

Niedziela, 11 listopada 2018

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Muzyka jest jak język (rozmowa z Anną Czerwińską-Rydel)

Wtorek, 13 lipca 2010

Muzyka jest jak język - rozmowa z Anną Czerwińską-Rydel o edukacji muzycznej najmłodszych, znanych kompozytorach, którzy kiedyś byli dziećmi i książce "Jaśnie Pan Pichon"

 

Ewa Skibińska: Jesteśmy podobno muzykalnym narodem, mamy poczucie rytmu, lubimy śpiewać. Ale już z edukacją muzyczną jest kiepsko. Dlaczego?

Anna Czerwińska-Rydel: Myślę, że wszystkie narody są muzykalne. Powiem więcej, uważam, że każdy człowiek rodzi się z pewnymi predyspozycjami muzycznymi. Niestety, często zdarza się, że w procesie tak zwanej edukacji muzycznej, tracimy nasze zdolności muzyczne, a co więcej – chęć obcowania z tym rodzajem sztuki. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim dlatego, że nie docenia się roli muzyki w rodzinie. Powinna ona otaczać dziecko od samego początku. Od dnia urodzin mówimy do naszego maleństwa, opowiadamy mu bajki, pokazujemy świat. Starszemu dziecku czytamy książki, dajemy kredki i farby, uczymy pływania i jazdy na rowerze. Ale jakoś boimy się zabaw z muzyką. Wielu ludzi uważa, że tylko muzyk może umuzykalniać. Nic bardziej błędnego! Nie musimy przecież być matematykami, żeby nauczyć nasze dzieci liczyć, nie musimy być malarzami, żeby pozwolić im na swobodną twórczość plastyczną, ani pisarzami, żeby nauczyć je alfabetu. Każdy może zachęcić swoje dziecko do obcowania z muzyką. Niestety, w niewielu rodzinach się dziś śpiewa – nawet kolędy na Boże Narodzenie częściej są odtwarzane z płyty niż wykonywane rodzinnie. Niewielu osobom „chce się” sięgnąć po repertuar muzyki tzw. klasycznej – bo trudna, nudna, niemodna itp. Wreszcie w szkołach brakuje dobrych nauczycieli, którzy sami kochaliby muzykę i umieli przekazać to swoim uczniom. Natomiast w specjalistycznych szkołach muzycznych edukacja jest od początku bardzo zawodowa, co powoduje w wielu przypadkach zniechęcenie i odrzucenie.

ES: Jak w sposób atrakcyjny mówić dzieciom o muzyce, o kompozytorach? Kiedy zacząć edukować? Co jako pedagog Pani proponuje?

ACzR: Dla mnie muzyka jest jak język. Powinna zatem otaczać dziecko od samego początku jego istnienia – czyli jeszcze przed urodzeniem. Nie do przecenienia są kołysanki śpiewane przez mamę lub tatę połączone z łagodnym huśtaniem, delikatne masażyki do dziecięcych wierszyków, taniec z niemowlakiem w ramionach przy ulubionych utworach, czy po prostu obecność muzyki niezależnie od wykonywanej w danej chwili czynności. To wszystko sprawia, że dziecko uczy się funkcjonować w świecie muzyki w sposób naturalny – tak jak naturalnie uczy się mówić.

W późniejszym wieku, kiedy dziecko już czyta, interesuje się światem i chce poznawać – warto zaproponować mu opowieści o kompozytorach połączone ze słuchaniem muzyki. To bardzo rozwija wyobraźnię, uczy pokory, wyrozumiałości i szerszego spojrzenia na świat. My, dorośli też przecież uczymy się dużo, poznając życiorysy zacnych ludzi. Dla dziecka to szczególnie ważne, bo czytając tego typu książki – oparte na faktach, a jednocześnie posługujące się żywą narracją i atrakcyjnie podaną fabułą – mały czytelnik dowiaduje się, że ten wybitny kompozytor też był dzieckiem, czuł podobnie, przeżywał podobnie, miał podobne marzenia. To sprawia, że młody człowiek nie tylko staje się mądrzejszy, bo zna fakty z życia kompozytorów, ale podświadomie jest zmotywowany do marzeń i ich realizacji.

Ani Chopin, Beethoven, Bach, czy jakikolwiek inny kompozytor, chociaż byli geniuszami, nie byli przecież nadludźmi! Czuli podobnie jak my, a ich życie wypełnione było ciężką, żmudną pracą, wieloma problemami, często spotykali się z odrzuceniem, niesprawiedliwością i niezrozumieniem. A jednak nie porzucali swojej pasji i związanych z nią marzeń. Dzięki nim świat stał się pełniejszy. Czy to nie najlepsza nauka?

ES: Chyba nie pomagają w tej edukacji książki, których u nas jak na lekarstwo... Na szczęście mamy Rok Chopinowski. Mówię "na szczęście", bo pojawiło się kilka tytułów o naszym geniuszu, napisanych specjalnie dla dzieci. A wśród nich "Jaśnie Pan Pichon", Pani autorstwa, z ilustracjami Józefa Wilkonia. Według mnie to jedna z lepszych książek o Chopinie dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Jak powstawała ta książka?

ACzR: Pisanie książki o Chopinie dla dzieci było dla mnie samej wielką przygodą, a równocześnie ogromnym wyzwaniem. Tyle przecież już napisano o naszym kompozytorze… Postanowiłam zrobić to „po swojemu” i opowiedzieć o trochę innym Chopinie, który sam nazywa siebie Pichonem, jest pełen życia, humoru, uwielbia żarty i psoty, a jego wszechstronne uzdolnienia sprawiają, że zadziwia nas nie tylko w muzyce, ale również w rysunku, literaturze i teatrze.

Jak powstawał „Jaśnie Pan Pichon”? Najpierw zgromadziłam wszelką dostępną literaturę na temat tego kompozytora. Przeczytać wszystko nie było łatwo, ale musiałam wiedzieć, co inni napisali na jego temat, żeby mieć jak najszersze spojrzenie. Dzięki temu powstał w mojej głowie obraz człowieka, który stał mi się w jakiś sposób bliski. Potem myślałam nad formą i sposobem zbudowania historii. No, i wreszcie zaczęłam pisać. Pisząc słuchałam jego muzyki i popijałam herbatę „Chopin” – zieloną z dodatkiem chabrowych kwiatów, którą zresztą podarowałam potem Józefowi Wilkoniowi, aby ilustrował w tym samym „duchu”:)

Współpraca z Józefem Wilkoniem była dla mnie wielką przygodą. Cieszę się, że to właśnie ten Mistrz Ilustracji wykonał grafikę do mojej książki.

ES: Czy opowiadanie dzieciom biografii słynnych kompozytorów zachęci je do słuchania muzyki poważnej?

ACzR: Najpierw trzeba kogoś chociaż trochę poznać, żeby można było go polubić. Jestem przekonana, że książki o kompozytorach ciekawie napisane, pięknie zilustrowane i pieczołowicie wydane, sprawią, że dziecko będzie miało niezwykłą możliwość obcowania z kilkoma dziedzinami sztuki jednocześnie, trzymając je wszystkie we własnych rękach. To, moim zdaniem, niezbędny początek drogi do sal koncertowych, muzeów i wszelkich spotkań literackich.

ES: Będą kolejne Pani książki o muzyce, napisane z myślą o najmłodszych?

ACzR: Oczywiście, że będą! Właśnie się piszą…:)

Rozmawiała Ewa Skibińska
Foto: archiwum A. Czerwińskiej-Rydel


Zobacz także:

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Arctic
  • Plasterek
  • Lato Adeli
  • Ryms na Facebook
  • maly atlas ptakow
  • ryms w empikach
  • Kobiety
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • Amelia i Kuba
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Wróble na kuble
  • Mały atlas motyli
  • OKO