Ostatnio dodane

Co nowego za granicą? Zosia Gwardyś poleca!

Czwartek, 6 czerwca 2019

Czeskie nowości - odsłona czwarta

Niedziela, 2 czerwca 2019

Mała Czcionka poleca sześć zagranicznych premier

Poniedziałek, 20 maja 2019

Samouk spod Mościsk

Poniedziałek, 13 maja 2019

Wywrotowy komiks

Wtorek, 30 kwietnia 2019

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Nie mam oporów, żeby pisać dla młodzieży (rozmowa z Rafałem Kosikiem)

Czwartek, 15 lipca 2010

Nie mam oporów, żeby pisać dla młodzieży - rozmowa z RAFAŁEM KOSIKIEM,  pisarzem science fiction, ilustratorem, wydawcą o literaturze fantastycznej, polskich nastolatkach i hitowej serii książek SF "Felix, Net i Nika", [w:] "Ryms" nr 8, zima 2009/2010, s. 14-15.

 

Ewa Skibińska: Nasze gratulacje: "Kameleon", Pana powieść SF dla dorosłych, dostała w 2009 r. wszystkie najważniejsze „branżowe” nagrody. Jest satysfakcja?

Rafał Kosik: Jest satysfakcja. Tym większa, że powieść docenili zarówno czytelnicy, jak i profesjonalne jury.

ES: Ma Pan również szerokie grono czytelników wśród młodzieży. Młodzi ludzie niecierpliwie wyglądają kolejnych części serii "Felix, Net i Nika". Najnowszy, siódmy już tom ukazał się pod koniec roku. Pisząc w 2004 r. pierwszą część, spodziewał się Pan takiego zainteresowania?

RK: Myślałem, że skończy się na tej jednej części, choć na wszelki wypadek zakładałem, że będzie możliwa kontynuacja. Książka „chwyciła”. Była akurat dziura na rynku, nikt nie pisał takich książek. Brakowało fantastyki młodzieżowej dla chłopców, chociaż potem okazało się, że serię czyta nawet więcej dziewczyn niż chłopaków.

ES: Kiedyś chłopcy czytali opowieści o Panu Samochodziku, dziś mają "Felixa, Neta i Nikę"?

RK: No tak, przygody Pana Samochodzika były hitem dwadzieścia albo i więcej lat temu. I od tamtej pory niewiele się działo. „Dziura” nadal istnieje, nie widzę dobrych młodzieżowych książek dla chłopców. Nie ma konkurencji i to jest niepokojące.

ES: Może trudno jest napisać coś na tyle dobrego, żeby konkurowało ze współczesnymi rozrywkami dla młodych ludzi.

RK: Mojej powieści konserwatywna krytyka zarzucała, że jest zbyt kolorowa, sprzedawana jak chipsy, a jeśli chodzi o treść – że przypomina wideoklip, czyli nie ma w niej opisów przyrody na trzy strony. Wydaje mi się, że tak właśnie musi wyglądać współczesna powieść. Żeby młodzież nie rzuciła książki w kąt po paru stronach. Książki napisane starym sposobem będą czytane przez garstkę, więc i do garstki dotrą zawarte w nich wartości.

ES: W jakimś wywiadzie powiedział Pan, że pisze książki przede wszystkim dla siebie. Myślę, że skoro wyszła już siódma część i czytelników wciąż przybywa, to teraz pisze Pan już dla tych niecierpliwych, głodnych lektury młodych ludzi.

RK: Oczywiście też. Piszę dla siebie w tym sensie, że mnie musi się podobać to, co piszę. Popełniłem trzy opowiadania na zamówienie i jestem z nich średnio zadowolony. Gdybym miał siedzieć pół roku i pisać coś, co mnie nie interesuje, to bym raczej poszedł zbierać makulaturę.

ES: Jak Pan pisze kolejne części serii? Czytelnicy chwalą Pana za ciekawe połączenie szkolnej codzienności i świata fantastyki, naukowych nowinek, za odwołania do historii, polityki...

RK: To wychodzi intuicyjnie. Kasia – moja żona, redaktorka, współwydawca – hamuje mnie, żebym nie odjechał za bardzo w stronę fantastyki, żebym stał też trochę na ziemi. Chodzi o wątki obyczajowe, perypetie rodzinne, afery szkolne, także sferę romantyczną. Na szczęście lubię komentować rzeczywistość i mogę sobie na to pozwolić w powieści młodzieżowej. Może przy okazji też nauczyć kogoś czegoś...

ES: Pańscy czytelnicy to inteligentni obserwatorzy. Na portalu www.rafalkosik.com czytałam, jak żywo komentują zamieszczane z wyprzedzeniem fragmenty nowych części. Zdarza się, że krytykują, czasem podpowiadają. Czy korzysta Pan z tych podpowiedzi?

RK: Korzystam z tego. Czasem znajdują jakieś nieścisłości, mówią, co im się podoba, a co nie. To dla mnie ważne.

ES: Czy syn jest fanem Pana powieści?

RK: Jasiek, który jest szóstoklasistą, tak naprawdę dopiero od niedawna zaczął czytać "Felixa...". Wiem, że wśród jego kolegów są fani powieści. Natomiast poruszyła go chyba wiadomość, że książka "Felix, Net i Nika" jest na liście lektur kuratoryjnego konkursu humanistycznego, a fragmenty dwóch części w podręcznikach do podstawówki i gimnazjum.

ES: W powieści jest trochę slangu młodzieżowego. Czy słucha Pan młodych ludzi? Jakiego języka używają?

RK: Bardziej wymyślam ten język. Czytam, co i jak mówią młodzi ludzie na forach internetowych, na blogach. Słówka w slangu mają to do siebie, że zwykle krótko żyją. Lepiej więc coś wymyślić, żeby nie wydawało się demode wtedy, kiedy książka wyjdzie. A przy okazji może coś z powieści przejdzie do żywego języka.

ES: Ciekawi mnie, czy gimnazjaliści Felix, Net i Nika mają swoje pierwowzory w życiu. Pytam o to, bo ktoś ładnie napisał w recenzji, że gdy patrzy na nastolatków na naszych ulicach, to szuka wśród nich kogoś takiego, jak trójka bohaterów Pana książek. Czyli osób bystrych, inteligentnych, z pasją...

RK: Nie ma takich pierwowzorów. Prawdziwy jest tylko pies Caban, nasz pies, łącznie z wyglądem, charakterem i zachowaniem. Natomiast postacie trojga tytułowych bohaterów są wymyślone. Każda z nich ma pewnie cechy ludzi, których gdzieś kiedyś spotkałem. Nie opisuję gotowych postaci. No, może jeden nauczyciel jest trochę „wzięty z życia” :).

ES: Pytam o pierwowzory, bo fajnie byłoby widzieć, słyszeć w realnym życiu takich sympatycznych nastolatków.

RK: Mam nadzieję, że serią o Felixie, Necie i Nice wychowam takich ludzi :).

ES: Porozmawiajmy chwilę o szkole, którą pokazuje Pan w powieści. Czy ona rzeczywiście jest tak fatalna, czy Pan ją trochę przerysował?

RK: Myślę, że nie jest aż tak fatalna, są tam dobrzy i źli nauczyciele. Na pewno jest trochę przerysowana. Nie chodziło mi o odwzorowanie szkoły wprost. Chciałem pokazać pewne mechanizmy społeczne, mechanizmy władzy i zależności jednych od drugich. Znajomi nauczyciele twierdzą, że stworzyłem coś, co jest bardzo zbliżone do rzeczywistości szkolnej. Całkowicie „od czapy” wymyśliłem radę pedagogiczną. Ale okazało się, że tak właśnie wyglądają rady pedagogiczne w szkołach.

ES: Na ile jeszcze tomów serii wystarczy Panu pomysłów?

RK: To jest nieprzewidywalne. Mam już pomysł na następny tom, a raczej wiem, jak się zacznie. Co z tego wyniknie – okaże się w trakcie pracy. Nigdy nie robię sobie konspektów, historia musi mnie nieść. Zdarzyło się, że kończyłem pisać tom kilka dni przed oddaniem do druku. To jest trochę tak, jak ze wspinaniem się na górę. Już widać szczyt, po czym jak się dojdzie do tego punktu, to okazuje się, że szczyt jest dalej. Historia musi się sama zamknąć, nie można tego zrobić sztucznie. Piąty tom, czyli "Orbitalny spisek", rozrósł się tak bardzo, że zrobiłem przerwę w połowie i za jakiś czas wydaliśmy tom szósty – kontynuację piątego. Jeszcze tylko zdradzę, że w nowej części "Felixa, Neta i Niki" będzie więcej fantastyki niż w dotychczasowych historiach. Myślałem też o drugiej serii, ale na razie nie ogarnę wszystkiego. Piszę dla młodzieży, ale nie rzucam też literatury dla dorosłych.

ES: Czy dla młodzieży pisze się inaczej niż dla dorosłych?

RK: Dwa razy szybciej udaje mi się pisać młodzieżowe książki. Nie dlatego, żeby było łatwiej. Jest to po prostu przyjemniejsza praca. Tutaj mogę wykorzystać poczucie humoru, czego unikam w „dorosłych” książkach. Nie ma prostego przepisu na dobrą książkę dla młodzieży. Jako wydawcy [wydawnictwo Powergraph – dop. red.] dostawaliśmy od autorów propozycje powieści, które napisane były jak dla dorosłych, tylko głupio. Nie dawały do myślenia, były prostymi historiami ubranymi w efekty. Myślę też sobie, że autorzy piszący dla dorosłych mają taki dziwny opór związany z wrażeniem, że jak napiszą coś dla dzieci, to będzie to niepoważne. I tu znów wróciliśmy do tematu „dziury” na rynku książki młodzieżowej.

ES: Żeby książkę wypromować, trzeba trafić do czytelników, nie tylko do młodzieży, ale też do ich rodziców. To się udało?

RK: Cóż, to rodzice wybierają, cenzurują, kupują. Mamy takie sygnały od młodych czytelników, że ich rodzice też czytają "Felixa, Neta i Nikę". I to właśnie oni będą w stanie wyłapać pewne smaczki, których młodzież może nie wyczuje, na przykład cytat z filmu Barei.

ES: Czytał Pan sagę o Harrym Potterze?

RK: Tak, nawet z przyjemnością, ale zawiesiłem się gdzieś w okolicach czwartego tomu. Nie była to inspiracja dla "Felixa...". Inspiracji szukałem raczej w Niziurskim, Bahdaju, Nienackim, a dokładniej w tym, co z czytanych dawno temu książek zapamiętałem, i w fantastyce dla dorosłych. Ewentualnie w filmach przygodowych i fantastycznych. Natomiast "Harry Potter...". Trzy pierwsze tomy były bardzo dobre. Literacko i językowo. Ktoś jednak powiedział o tej sadze, że tam zło jest zwalczane metodami zła. Czyli nie ma postaci szlachetnych. To prawda. U Rowling są dobrzy rewolwerowcy i źli rewolwerowcy. Nie chciałbym, żeby taki obraz świata zakodował się w głowach młodych ludzi. Literatura powinna nieść jakiś przekaz. Jeśli może – powinna edukować, pokazywać, jak rozwiązywać problemy inaczej niż siłą.

ES: Jak Pana zdaniem ma się polska fantastyka na tle obcojęzycznej literatury fantastycznej?

RK: Fantastyka często dolepiana jest do powieści rozrywkowej. Mało jest polskiej fantastyki ambitnej, na światowym poziomie. Większość dobrej literatury ciągle importujemy. Mnie akurat zajmuje science fiction, fantastyka naukowa. W dobrej powieści SF nie powinno być rzeczy niewyjaśnialnych, świat powinien być logiczny. Dobra fabuła musi być podparta pewną wiedzą. Niestety, większość pozycji na rynku polskiej fantastyki to zwykła rozrywka, miałka literatura ubrana w fantastyczny kostium. Jej odbiorcami są na dodatek młodzi, nastoletni ludzie, a nie dorośli, dla których podobno jest pisana. Przez zalew literatury pulpowej fantastyka naukowa jest traktowana na równi z powieściami o smokach, wróżkach, magach, statkach kosmicznych… Właściwie jak pojawia się statek kosmiczny, to już jest dobrze :).

ES: Pana ulubieni pisarze?

RK: Długo by wymieniać: Lem, Zajdel, Aldiss, Dukaj i wielu innych.

ES: Zaczęliśmy miłą wiadomością i kończymy dobrą wiadomością: powieść o Felixie, Necie i Nice trafi na ekrany kin...

RK: Bujamy się z tym filmem od czterech lat, w tym czasie zmieniały się firmy producenckie. Ale jest szansa, że obraz w końcu powstanie, zdjęcia powinny rozpocząć się wiosną. Na ekrany trafi druga część cyklu, czyli "Teoretycznie Możliwa Katastrofa". Mogę zapewnić, że efektów specjalnych nie zabraknie.

Rozmawiała Ewa Skibińska
Foto: A. Mason

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Lato Adeli
  • Plasterek
  • Wróble na kuble
  • OKO
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Arctic
  • ryms w empikach
  • Amelia i Kuba
  • Ryms na Facebook