5 pytań do… czyli goście Rabka Festival 2019 mówią o książkach (cz. 3)

Poniedziałek, 15 lipca 2019

 

 

Oto kolejny efekt rozmów z kolejną parą pań (Barbarą Gawryluk i Fridą Nilsson) goszczących na rabczańskim festiwalu najciekawszy byłby dla pewnej dziewczynki. Jak czytelnicy zauważą, obie Panie jednogłośnie odpowiedziały na jedno pytanie, skutkiem czego ktoś musiałby wypowiedzieć się dwugłośnie. Kto taki? Odpowiedź poniżej.

 

5 PYTAŃ DO... BARBARY GAWRYLUK

Korzystając z faktu, że kolejka chętnych do zdobycia autografu Fridy Nilsson ugrzęzła w drzwiach rabczańskiej biblioteki, co daje mi sporo czasu przed spotkaniem ze szwedzką autorką, proszę o rozmowę Barbarę Gawryluk, która spokojnie zajmuje miejsce na ławce i równie spokojnie, z potoczystością właściwą doświadczonej dziennikarce radiowej, odpowiada.

1. Książka, którą chciałabym, aby ktoś mi poczytał, to…

Zbrodnia i kara. Dla dzieci? A dla dzieci to chciałabym, żeby ktoś mi przeczytał Alicję w Krainie Czarów. Dlatego, że ja się nigdy nie przekonałam do tej książki i miałam z nią problem czytając ją jako dziecko, a potem jako nastolatka. I przyznaję, co jest pewnie trudno zrozumieć, że nie bardzo rozumiem fenomen tej opowieści. I może gdyby ktoś mi przeczytał na głos, odpowiednio stawiając akcenty i może jeszcze na dodatek coś wyjaśniając? Może bym lepiej ją zrozumiała.

2. Gdybym mogła użyczyć głosu jakiejś postaci książkowej, byłaby to…

Ronja. Ronja córka zbójnika to jest jedna z moich ukochanych książek Astrid Lindgren. Książka późna, bo ja jestem z tego pokolenia, które zaczytywało się Dziećmi z Bullerbyn i potem czytałam wszystkie jej powieści, a Ronja, ta najpóźniejsza powieść Astrid, dotarła do mnie jako do bardzo dorosłej osoby i może właśnie tym bardziej ją przeżywałam. I było moim marzeniem, kiedy tę książkę odkryłam w czasie jakiegoś pobytu w Szwecji, żeby ją przełożyć na język polski. To były te dziwne czasy, czyli przełom lat 70. i 80., w ogóle nie było mowy, żeby ktokolwiek chciał ze mną na ten temat w Polsce rozmawiać. Potem bardzo szybko dowiedziałam się, że już jest tłumaczona i że się ukaże po polsku, mimo że ja już miałam połowę książki przetłumaczoną. W związku z tym, gdybym miała użyczyć komuś swojego głosu, to użyczyłabym Ronji, bo to jest fantastyczna dziewczynka i bardzo dużo widzę w niej samej Astrid Lindgren. To jest kolejna postać stworzona przez nią, która bardzo oddaje charakter, sposób myślenia mistrzyni, bo dla mnie mistrzynią jest właśnie Astrid Lindgren. Ja mam też te dwie ulubione lektury Astrid (w odniesieniu do słów Fridy Nilsson, które padły na wcześniejszym spotkaniu autorskim, Ł.Ł.), właśnie Dzieci z Bullerbyn, najukochańszą książkę życia, ale zaraz na drugim miejscu jest Ronja; też jako docenienie tego, co zrobiła Astrid Lindgren, że po prostu w późnym wieku wyniosła swoje pisarstwo jeszcze raz na najwyższy poziom, wczuwając się w to, co nadchodzi. Bo przecież w tamtych latach książki fantasy, te dziwne światy i te dziwne potwory to jeszcze nie było to, co teraz. A ona wyczuwała, że taka era przyjdzie. Niesamowite.

3. Gdybym mogła zilustrować jakąś książkę, byłaby to…

Na pewno chciałabym zilustrować którąś z moich książek. Myślę, że, chociaż jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona z ilustracji, jakie znalazły się w jednej z moich ostatnich książek, w książce zatytułowanej Tutu. Opowieść o śwince, która marzyła o rajskiej wyspie, i ilustratorka, Ela Śmietanka, znakomicie tę książkę zilustrowała, to niemniej jednak ja byłam na tej Wyspie Świnek (autentyczna wyspa na Bahamach, Ł.Ł.) po prostu wiem dokładnie, jak bym chciała to namalować, gdybym umiała. No ale nie umiem, niestety, nie mam tego daru. Ale pod powiekami mam wszystkie te obrazy.

4. Gdybym mogła spotkać dowolnego autora książek dla dzieci i młodzieży, byłaby to…

Astrid Lindgren! I nawet powiem panu, że byłam bardzo blisko tego, dlatego, że jestem dziennikarką, pracuję w Radiu Kraków i kiedy zaczynałam swoją pracę w ’91 roku, to ambasada Szwecji szybko zauważyła, że interesuję się również jako dziennikarka różnymi szwedzkimi tematami, bo udawało m się je umieszczać w programach radiowych. Nie tylko tematy kulturalne, ale też społeczne i polityczne. Już po roku pracy w radiu dostałam od ambasady szwedzkiej propozycję, że oni mi fundują tydzień pobytu w Sztokholmie, albo gdzie chcę, tylko żebym sobie wybrała dwa, trzy tematy, jakie chciałabym zrealizować radiowo. I na pierwszym miejscu napisałam wywiad z Astrid Lindgren oczywiście, jako moje największe marzenie, co mi się wydawało w ogóle niemożliwe. Na wszelki wypadek napisałam jeszcze trzy inne tematy i po kilku dniach dostałam odpowiedź, że oczywiście, umawiamy panią z Astrid Lindgren. Po dwóch miesiącach wsiadłam w samolot, poleciałam do Sztokholmu, cały czas umówiona na ten wywiad. Kiedy tam przyleciałam i miałam pierwsze konsultacje z Instytutem Szwedzkim, który mi ten pobyt organizował od strony formalnej, to się dowiedziałam, że Astrid Lindgren bardzo zachorowała i niestety od kilku dni jest dosyć trudna sytuacja. To było tak, że po prostu już nigdy więcej potem nie udzieliła żadnego wywiadu. Gdybym się pospieszyła, gdyby się pospieszyła ambasada i szybciej by mnie zaprosili, to byłabym pewnie ostatnią dziennikarką przeprowadzającą wywiad z Astrid. Ale mi się nie udało. Nigdy jej nie spotkałam na żywo, więc gdybym miała taką okazję wrócić do tamtych czasów… To jest niespełnione marzenie.

5. Książka dla dzieci i młodzieży, którą odkryłam jako dorosła, to…

Ronja, bo byłam wtedy dorosła, ale to wszystko jest powiązane z moim pobytem w Szwecji i tym, że ta książka tam miała wtedy premierę, więc trudno to nazwać jakimś odkryciem, po prostu byłam dorosła, kiedy ją przeczytałam. A tu pewnie chodzi o to, że coś było takiego, co było, kiedy byliśmy dziećmi, a odkryliśmy jako dorośli… Hmm… Czy ja wiem? Trudne to jest… Na przykład Roalda Dahla dopiero czytałam jako osoba dorosła. Nie wiem, kiedy on był po raz pierwszy na język polski przekładany, ale podejrzewam, że dawno (ech, w większości nie tak dawno; pierwszym tytułem na polskim rynku był Jakubek i brzoskwinia olbrzymka z 1982 r. w kongenialnym tłumaczeniu Ludwika Jerzego Kerna, Ł.Ł.), a ja go dopiero czytałam ze dwa, trzy lata temu. Tak, mogłoby to być. Był ten tytuł z czekoladą… Charlie i fabryka czekolady. To mnie bardzo urzekło. Ja chyba próbowałam ją czytać wcześniej i nie szło mi. Mnie w ogóle wiele książek nie idzie, niestety, ponieważ ja mam ten duży problem, że niespecjalnie lubię książki z gatunku fantasy i niespecjalnie wchodzę w tę literaturę, która jest tak bardzo dzisiaj popularna. Rozumiem, że dzieci ją uwielbiają, ale sama mam z tym kłopot, często odkładam książki. A tego wreszcie nie odłożyłam, ta konwencja do mnie przemówiła, ta ironia, takie krzywe zwierciadło, te wszystkie podteksty chyba właśnie teraz do mnie, jako do dorosłej osoby, dotarły.

Łukasz Łęcki, fot. archiwum Radia Kraków

Barbara Gawryluk - ukończyła filologię szwedzką na Uniwersytecie Jagiellońskim, tłumaczy z języka szwedzkiego. Od 1992 roku jest dziennikarką Radia Kraków. Odpowiada za programy literackie oraz prowadzi autorską audycję „Alfabet”, skierowaną do dzieci i młodzieży. W 2010 roku za upowszechnienie czytelnictwa w swoich audycjach radiowych otrzymała nagrodę polskiej sekcji IBBY. Pisze dla dzieci; laureatka wielu nagród, m.in. Fundacji ABCXX Cała Polska czyta Dzieciom, za książkę Dżok. Legenda o psiej wierności i Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego za Zuzanka z pistacjowego domu.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • czaple
  • Wróble na kuble
  • Ryms na Facebook
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • 12 miesięcy
  • Arctic
  • ryms w empikach
  • Żółwik
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • OKO
  • Lato Adeli