Ostatnio dodane

Mała Czcionka poleca sześć zagranicznych premier

Poniedziałek, 20 maja 2019

Samouk spod Mościsk

Poniedziałek, 13 maja 2019

Wywrotowy komiks

Wtorek, 30 kwietnia 2019

Czeskie nowości - odsłona trzecia

Wtorek, 16 kwietnia 2019

Mała Czcionka poleca...

Czwartek, 11 kwietnia 2019

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Wywrotowy komiks

Wtorek, 30 kwietnia 2019

 

 

 

Na rynku komiksowym jest pewna dziura – brakuje pozycji dla starszej młodzieży. Co prawda w wieku nastu lat można już sięgać po regularne komiksy superbohaterskie, ale większość z nich pozbawiona jest wartości, a te najlepsze adresowane są już raczej do dorosłych czytelników. Komiks kierowany specjalnie do dzieciaków w wieku kilkunastu lat, a do tego dobry, jest nie lada ewenementem. Dlatego postanowiłem bliżej przyjrzeć się Runaways, który na Zachodzie okazał się wielkim hitem wydawniczym i zdobył rzesze wiernych fanów.

U podstaw serii pisanej przez Briana K. Vaughana leży bardzo interesujący pomysł. Grupa dzieciaków, głównie nastolatków, dowiaduje się, że ich rodzice są członkami organizacji zrzeszającej superłotrów, którzy chcą zniszczyć świat. Po odkryciu prawdy bohaterowie uciekają z domu i tworzą drużynę superherosów. Tak się bowiem składa, że każde z nich ma jakieś supermoce lub gadżety (a jedna postać nawet ma dinozaura) odziedziczone po rodzicach. Postanawiają wykorzystać te zdolności, by zmyć hańbę ze swoich nazwisk, chronić ludzi przed złem i przede wszystkim posłać swoich staruszków do pierdla. Okazuje się to nadzwyczaj trudne, bo rodzice bohaterów kontrolują nawet policję w ich rodzinnym mieście. Do tego w ich szeregach czai się kret, ktoś lojalny wobec rodziców, kto donosi o kolejnych poczynaniach latorośli.

Jak zaznacza scenarzysta w materiałach dodatkowych, motyw łotrów-rodziców to nic innego jak dość odważna metafora faktu, że każdy nastolatek kiedyś buntuje się przeciwko rodzicielom, którzy zaczynają mu się wydawać złymi ludźmi, wpływającymi na jego wolność osobistą, zamiary, pragnienia, do tego próbującymi profilować jego przyszłość i chcącymi realizować swoje ambicje. Oczywiście wszystko dla dobra młodych ludzi. Dzieci desperacko próbują się więc wyrwać spod ich kontroli. Na jednym z poziomów o tym właśnie opowiada Runaways. Będzie się z tym zapewne utożsamiać docelowa grupa odbiorców komiksu, tym bardziej że od strony treści to produkt bardzo udany, bo jego scenarzystą jest nie byle kto – Brian K. Vaughan to uznany pisarz, nie tylko komiksowy. Współtworzył też takie hity telewizyjne, jak słynni Zagubieni. Zresztą i Runaways doczekało się swojego serialowego odpowiednika, i niewykluczone, że twoje dzieciaki już za nim szaleją .

Za warstwę plastyczną albumu odpowiada Adrian Alphona. Stronie graficznej projektu daleko do komiksu artystycznego. To raczej rzemieślnicza robota. Niemniej rysownik został dobrze dobrany do komiksu. Jego kreska jest nowoczesna, nieco szpanerska, czasem przypomina mangę, ale przede wszystkim, co istotne w publikacji dla młodych, pozbawiona jest wszechobecnego w komiksach superbohaterskich nadmiernego useksualniania kobiecych bohaterek. Nie podoba mi się jednak kolorystyka tego albumu, bo barwy zostały nałożone przy pomocy komputera i po prostu są kiczowate. No ale taki jest przykry standard dzisiejszego komiksu superbohaterskiego i sposób kolorowania niczym nie odbiega od tego, co znajdziemy w tysiącach publikacji z tej półki. Trzeba więc przymknąć na to oko i uwierzyć, że tom i tak jest wart zakupu.

Pochwalić należy również objętość albumu. Nie dostajemy tu 48 stron, a na następne nie przyjdzie nam czekać Bóg wie ile miesięcy. Wydawca od razu zaatakował książką liczącą ponad 400 stron, czym zapewnił czytelnikowi dobrych kilka godzin lektury. Niemniej to jeszcze nie koniec, mimo iż omawiana historia jest udanie domknięta w jednej powieści graficznej. Następny tom ma się ukazać w październiku.

Wiem, co myślicie. Pewnie zastanawiacie się, po co kupować ten komiks dzieciom, skoro na pewnym poziomie to literatura wywrotowa, ukazująca rodziców w nie najlepszym świetle i gloryfikująca bycie na gigancie. W porządku, jest w tym trochę prawdy, ale czy Twain przypadkiem nie jest równie wywrotowy?

Krzysztof R. Wojciechowski, artykuł ukazał się w 33. nr "Rymsa"

Krzysztof R. Wojciechowski - twórca bloga "Rękopis znaleziony w Arkham". Publicysta związany z kontrkulturą. Jego teksty można przeczytać na łamach "Kolorowych Zeszytów" i Dwutygodnik.com, ArtPapier, "Ryms". W 2013 roku został wyróżniony Subiektywnym Radarem Ligatury "za dzialalność recenzencką i publikację ciekawych tekstow o komiksach".

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Plasterek
  • OKO
  • Arctic
  • Lato Adeli
  • Ryms na Facebook
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • Amelia i Kuba
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • ryms w empikach
  • Wróble na kuble
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa