Ostatnio dodane

Ryms z kavką, czyli nowy cykl o... książkach! Część 1

Piątek, 13 września 2019

Books, Bücher, Libros, Livres sierpień 2019

Wtorek, 10 września 2019

Czeskie nowinki - odsłona piąta

Poniedziałek, 2 września 2019

Books, Bücher, Libros, Livres lipiec 2019

Poniedziałek, 12 sierpnia 2019

5 pytań do… czyli goście Rabka Festival 2019 mówią o książkach (cz. 10)

Wtorek, 6 sierpnia 2019

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Dziecko i śmierć

Poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Hanna Diduszko, Dziecko i śmierć, [w:] "Ryms" nr 2, 2007, s. 2-5.

Wydaje się, że istnieje dziś zgoda na obecność śmierci w literaturze dziecięcej. Literatura ta, po długiej drodze – od czułostkowego dydaktyzmu poprzez ludyczność – znalazła się na takim etapie, że jest w niej miejsce na niemal wszystkie problemy człowieczeństwa, łącznie z tymi, które – do niedawna – traktowano jako tematy tabu.

Autorzy książek dla młodych i najmłodszych czytelników zaakceptowali fakt, że wiele dzieci stawia pytania dotyczące śmierci, miłości, cierpienia, czasu, nieskończoności. To jest wszak ludzka (dziecięca) rzeczywistość. Literatura winna słyszeć te pytania i podejmować próbę stworzenia płaszczyzny, umożliwiającej dzieciom zmierzenie się z tymi kwestiami. Argumenty pedagogów, by chronić delikatną psychikę dziecka mają, oczywiście, znaczenie, ale, podobnie jak to jest z książkami dla dorosłych, nie istnieje jedna dobra recepta na książkę odpowiednią dla każdego dziecka. Powód jest zupełnie oczywisty – każdy człowiek (dziecko) jest jednak inny (inne), choć przynależy do tego samego gatunku. Niektóre dzieci będą pragnęły zastanawiać się nad śmiercią, inne – nie. Jednym, na wieść o śmierci ukochanego dziadka, wystarczy czuły gest i pocałunek mamy, inne będą drążyć temat. Żadne, prawdopodobnie, nie zadowoli się kłamstwem. Jeśli zatem pretenduje się do miana uczciwego artysty (pisarza), tworzącego dla dzieci, to i z tym niełatwym wyzwaniem przyjdzie się zmierzyć.

Pozostaje faktem, że pisanie o śmierci jest trudne. Tym trudniejsze, iż ma się świadomość, że adresatem ma być dziecko, a więc istota, przed którą – teoretycznie – jest jeszcze wiele, wiele lat życia. Zestawienie dziecko - śmierć odbieramy, chcemy tego czy nie, jako bolesny paradoks. Paradoks tragiczny, niezrozumiały, nieogarniony. Dotykamy tu Tajemnicy, która nas samych przerasta. Jak więc o niej pisać?

Czyniono to na wiele sposobów. Pomińmy te, w których śmierć stanowiła zaledwie element świata przedstawionego, potrzebny autorowi do uzyskania pewnych rozwiązań fabularnych, a skupmy uwagę na paru przykładach (z konieczności jest to wybór bardzo ograniczony), gdzie zyskuje ona wymiar eschatologiczny, właśnie taki, który wprowadza sferę Tajemnicy, a jednocześnie próbuje budować płaszczyznę refleksji czy też refleksyjnego przeżycia.

Mistrzostwo osiągnęła tu niedościgniona Astrid Lindgren. Jej powieść "Bracia Lwie Serce" dotyka tajemnicy w sposób przejmujący, a jednocześnie… radosny i szlachetnie prosty. Pozostawia też młodemu czytelnikowi całkowitą wolność, pomaga w narodzeniu się pozbawionej elementu lęku, samodzielnej myśli o istocie śmierci, o tym, czy to kres, czy otwarcie na nową formę bytu.

Piękno bogatej w zdarzenia, porywająco ciekawej historii, służy jednak nie tylko refleksji, angażuje wiele sfer: emocje, zmysł estetyczny, wyobraźnię, no i umysł. Ta powieść niesie w sobie także niesłychanie wyrazistą i głęboko zapadającą w świadomość myśl o tym, że człowieczeństwo to etyczne wybory, a dotyczy to również sfery poza naszym ziemskim bytowaniem. Autorka "Braci Lwie Serce" nie traktuje śmierci jako zadanego tematu. To opowieść o wszystkim, co najważniejsze – o miłości, czułości, odpowiedzialności, o rozumieniu innych, wybaczaniu, sprawiedliwości, potrzebie wolności, konieczności walki o nią, lojalności, prawdziwym braterstwie, no i, co jest tu jakoś zupełnie naturalne, o śmierci. Jest to opowieść rozgrywająca się w sferze sacrum, gdzieś poza progiem ludzkiego życia, gdzie jest przestrzeń, może nie tyle na refleksję, co na bezpośrednie, wręcz dotykalne doświadczanie tego, co ważne.

Śmierć, jak to już zostało powiedziane, jest tematem trudnym, ale istotnym. Wie o tym dobrze Jostein Gaarder, który z tematów trudnych uczynił założenie swojej twórczości dla młodych czytelników (przypomnijmy "Świat Zofii", "Przepowiednię Jokera" czy też "Hej! Czy jest tu kto?"). Jego niewielkich rozmiarów powieść "W zwierciadle, niejasno" (Jacek Santorski & Co) – o umierającej dziewczynce – Cecylii Skotbu – to książka na zadany temat. To się czuje. Ale lekcja została odrobiona dobrze. To nie jest pisarstwo na miarę Astrid Lindgren, ale postać bohaterki, która nie godzi się ze swoją sytuacją (chce dostać pod choinkę sanki, choć wie, że już z nich nie skorzysta) jednak wzrusza. Wzrusza też postawa jej bliskich (rodziców i babci) – kochają, rozumieją i towarzyszą, bo tyle mogą zrobić. W dzień Wigilii Bożego Narodzenia na parapecie w pokoju Cecylii pojawia się Anioł Ariel. Bawi się z nią i prowadzi rozmowy. Cecylia sporządza notatki. To refleksje nad tym, nad czym się dotąd nigdy nie zastanawiała. Swoje zapiski dziewczynka umieszcza w chińskim notesie (prezencie od babci). Imię Ariel jest pisaną od końca nazwą rzeczki przepływającej przez miejscowość, w której mieszka Cecylia i jej rodzina. Rzeczka nazywa się Leira, co znaczy glina. A zatem anielski bohater, Ariel, jest odwrotnością tego, co materialne, przede wszystkim tego, co materialne w człowieku, który, według Biblii, a także według niektórych mitów (np. greckiego mitu o Prometeuszu jako stwórcy człowieka), został ulepiony z gliny. Ariel nie jest aniołem w sensie teologicznym, to postać ze współczesnej baśni (wyglądem przypomina chłopaka – miłośnika deskorolki). Powieść Gaardera można by uznać za taką właśnie baśń, ale symbolika (inaczej niż w baśni) zostaje tu przefiltrowana przez sferę racjonalną. Autor daje czytelnikowi wyraźny przekaz, wręcz receptę (znaną zresztą już starożytnym Grekom): dobrym przygotowaniem do śmierci jest myślenie. Cecylia, pod wpływem spotkań z Arielem (przeciwieństwem tego, co materialne), pisze w swoim notesie np. o różnicach pomiędzy dzieciństwem a dorosłością (Ariel odwraca stereotypowy sposób traktowania dzieciństwa), o przyczynach smutku i radości. Zastanawia się nad stosunkiem piękna do wieczności i nad tajemnicą początku. Rozważa, czym jest materialność i niematerialność (jaka jest różnica pomiędzy dotykaniem śniegu a dotykaniem myśli). Przedmiotem jej refleksji staje się istota materii nieożywionej i ożywionej (człowiek – kamień). Wszystko prowadzi do tego, że przestaje się bać śmierci. Po prostu ją przyjmuje. Czy inne dziecko uzna taką postawę? Może zdarzy się i taki czytelnik. Ludzie wszak nie są jednakowi, a myślenie o sprawach nieoczywistych z pewnością nie zaszkodzi. Pozostaje pytanie, czy sporządzony według recepty Gaardera lek na śmierć, da się skutecznie zaserwować dzieciom, które go potrzebują? No i skąd wziąć przewodników, którzy, jak Ariel, zainspirują do sporządzania notatek w chińskich notesach…?

Zupełnie inaczej, dużo prościej (pewnie również dlatego, że książka jest adresowana do odbiorcy w wieku przedszkolnym) sprawę traktuje duński pisarz Kim Fupz Aakeson w książce "Esben i duch dziadka" (Media Rodzina) z ilustracjami Evy Eriksson, które stanowią integralny składnik opowieści, komentując ją i uzupełniając za pomocą lirycznej, rozmazanej kreski. Mamy tu historię pierwszego wielkiego smutku, jakiego doświadczył mały Esben: jego ukochany Dziadek zmarł nagle na ulicy na coś, co nazywa się niewydolnością serca. Esben, w odpowiedzi na pytania zadawane dorosłym, słyszy, że Dziadek jest aniołem (tak mówi mama) i, że Dziadek stanie się prochem (tak twierdzi tata). Te sprzeczne informacje nie mogą być żadnym pocieszeniem. Chłopczyk wciąż ma poczucie bolesnej straty. Jednak Dziadek wpada nocą do wnuka i przysiada na komodzie, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest duchem. Dopiero chłopiec naprowadza go na tę możliwość i namawia, by spróbował poprzenikać trochę przez ściany czy też zawyć malowniczo… Wszystkie sztuczki się udają, co pozwala pogrążonemu dotąd w smutku malcowi napawać się – na granicy jawy i snu – nocnymi zabawami z Dziadkiem – najprawdziwszym, fajnym duchem. Te zabawy stają się chwilami wspomnień i odkrywania wagi różnych spraw, także tych pozornie mało istotnych, ale i z nich również składa się nasz świat. Wędrówki i rozmowy małego Esbena i Dziadka-ducha pozwalają im odnaleźć wspólną płaszczyznę: sprawy ważne i nieważne, które połączyły ich na zawsze. Świadomość owego Zawsze pojawia się w głowie chłopca, który, nie rozumiejąc, zaczyna jednak odczuwać, jak wielkie znaczenie miał dla niego kontakt z Dziadkiem. Żadne tłumaczenia dorosłych nie są już mu potrzebne. Zawsze jest inną nazwą dla Nieskończoności. W książce nie ma objaśnienia żadnego z tych pojęć, ale Dziadek (już jako duch) po pożegnaniu z Esbenem rozpływa się, a chłopiec teraz czuje (choć wciąż nie rozumie), że nie jest to straszne, że tak po prostu jest. Pamięta o Dziadku i wraca do swoich zajęć i do przedszkola.

Książka Kima F. Aakesona i Evy Eriksson pozwala małemu odbiorcy na uzyskanie innej perspektywy: śmierć bliskich nam ukochanych osób przestaje być straszliwym dramatem, czymś niepojętym. To nie tylko strata, to również uchwycenie czegoś istotnego, uważniejsze patrzenie, pamięć i głębsze odczuwanie, które wraz z odejściem ukochanych osób otrzymaliśmy w darze.

Jeszcze inaczej opowiada małemu odbiorcy (przedszkolakowi) o zetknięciu się ze śmiercią Georg Maag (niemiecki autor piszący po włosku) w swojej książce "Ogród. Dobra opowieść na wielki smutek" (Nasza Księgarnia).

Tutaj Walentynka, która wraz z tatą cieszyła się zielenią ogrodu, chmurami i rybkami w stawie, po odejściu taty „(…) poczuła się (…) jak gdyby zamiast serca miała wielki kamień, a zamiast mózgu pustkę, której nigdy nic nie będzie w stanie wypełnić”.. O ludziach, którzy pojawili się w domu (prawdopodobnie przynieśli wiadomość, że tata już nigdy nie przyjdzie) pomyślała, że: „(…) od razu było widać, że nie wiedzą, co w takiej chwili trzeba mówić i robić”. Narrator stara się patrzeć na niezrozumiałe wydarzenie oczami dziecka. Z jego perspektywy pokazują świat również ilustracje (ich autorką jest Irene Bedino). Świat dziecka się zawalił. Dziecko zaczyna niszczyć to, co pozostało: zrywa liście, wyrywa kwiaty, wyrzuca rybki. Jednak pewnego dnia, a bohaterka opowieści jest już wówczas znacznie wyższa, wygląda za ogrodzenie, gdzie spokojnie rosną niezniszczone rośliny. Nie rozumie, ale czuje, że mimo jej bólu, wszystko wokół trwa i nadal jest piękne. Postanawia zacząć odbudowę swego ogrodu od zakupienia nowych rybek. To opowieść o dorastaniu, które pozwala na wyciszenie.

W opowieści Maaga nie pada słowo śmierć, jest tu wiele niedopowiedzeń (tak, jak bywa, gdy dorośli unikają trudnego tematu wobec dziecka), ale tutaj są one niezbędne, nie tworzą kłamstwa, lecz nieuchwytną nutkę poezji, tak bardzo potrzebną, gdy mamy do czynienia z Tajemnicą.

W nowszej polskiej literaturze uwagę zwraca opowiadanie Anny Onichimowskiej (scenariusz do filmu) "Dalej niż na wakacje", z obsypanego nagrodami, wznawianego kilkakrotnie tomu opowiadań o trudnych sprawach.

Wśród nich, obok np. problemu samotności przedmiotowo traktowanego dziecka, potrzebie dzielności w momencie rozpadu rodziny, czy odrzucenia przez rówieśników, znalazł się temat śmierci babci. Narratorką jest sześcioletnia bohaterka, która w pewnym sensie wie więcej niż jej rodzice. Dla niej odejście babci to rodzaj przemiany. Nie przyjmuje słów rodziców, którzy w końcu (po próbie odsunięcia jej od smutnego wydarzenia, po narażeniu na przykrości wyobcowania w nieznanym środowisku) prowadzą ją na grób, gdzie – na krzyżu – widać fotografię babci. Dziewczynka, na granicy jawy i majaku, słyszy głos: „Pojechałam dalej”. Wyjaśnienie smutnej mamy: „Tu leży twoja babunia” – dziecko kwituje mocnym wewnętrznym przekonaniem, niezłomną intuicją (jest to jednocześnie pointa, kończąca opowiadanie): „«Oni nic nie wiedzą» – pomyślałam ze zdumieniem, patrząc w spokojne oczy babci.” Dziecko odczuwa spokój, babcia po prostu pojechała dalej niż na wakacje, ale wciąż można o niej śnić, widząc, jak tańczy i słysząc, jak cicho nuci, otoczona motylami... To jest historia opowiedziana prosto i prawdziwie, wzrusza i przekonuje jednocześnie. Czuje się w niej prawdę przeżycia dziecka, które intuicyjnie wie, że trzeba wezwać pomoc i, mimo niepewności i lęku przed reakcją dorosłych, zdobywa się na działanie. Może więc dziecięca intuicja również i w zetknięciu ze śmiercią pozwala na spokojne dotknięcie Tajemnicy, co jest niemożliwe dla tkwiącego w okowach racjonalizmu człowieka dorosłego? Wszak należy on do grupy tych, co nic nie wiedzą…?

Wydaje się, że artystycznie udane ujmowanie tematu śmierci w jej wymiarze eschatologicznym, to bardzo istotny problem. Dobra książka, w której pojawi się ten temat, może stać się przeciwwagą wobec coraz częściej obserwowanego zjawiska śmierci  nieobecnej (umiera się w szpitalach i hospicjach, ginie nagle w wypadkach) lub szklanej, dostępnej – w nadmiarze – na ekranie telewizora i monitorze komputera. Zarówno od śmierci nieobecnej, jak i od tej szklanej, już tylko krok do stępienia wrażliwości, do amputowania myśli (również w wieku dojrzałym), bez której trudno mówić o pełni człowieczeństwa.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Wróble na kuble
  • OKO
  • 12 miesięcy
  • Żółwik
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • ryms w empikach
  • czaple
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • Ryms na Facebook
  • Lato Adeli
  • Arctic