Ostatnio dodane

Books, Bücher, Libros, Livres. Mała Czcionka poleca...

Poniedziałek, 12 listopada 2018

8 marca, czyli inna wśród swoich

Niedziela, 11 listopada 2018

Inni

Czwartek, 25 października 2018

Prawdziwych przyjaciół poznaje się przy gotowaniu zupy

Piątek, 19 października 2018

Books, Bücher, Libros, Livres. Mała Czcionka poleca...

Środa, 10 października 2018

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Boom Herstoryczny...

Piątek, 11 maja 2018

 

 

 

„Puryści językowi i oddani idei prawdy etymolodzy mogą wpaść w furię, słysząc ten termin: herstoria. Święte oburzenie jest po części uzasadnione, pod względem językowym «herstoria» ma się do «historii» jak «feminoteka» do «biblioteki», stanowi sztuczny twór o fałszywej etymologii, fantazję słowotwórczą, która ma jednak czelność bronić się w inteligentny, przemyślny i nie pozbawiony humoru sposób” [1].

Herstoria to termin, który powstał na skutek zabawy słowami – angielskie HISTORY można też czytać jak dwa słowa HIS STORY, czyli Jego Historia (albo opowieść czy też wręcz bajka). Przez długi czas w historii – tej uprawianej i nauczanej tradycyjnie – dominowały kwestie polityczne. Skupiała się ona na wielkich postaciach i przełomowych datach, pomijając kompletnie te obszary życia, których tradycyjnie dotyczyła aktywność kobiet. Tak pojmowana historia była rzeczywiście historią mężczyzn, kobiety pojawiały się w niej tylko wtedy, kiedy wchodziły w role i zadania tradycyjnie uznawane za męskie. Zaczęło się to zmieniać już w XX wieku, kiedy (przede wszystkim pod wpływem francuskiej szkoły „Annales”) zwrócono się ku historii społecznej.

Odpowiedzią na tak postrzeganą HIStorię jest HERstoria rozumiana jako taki rodzaj narracji historycznej, w której ważnym (jeśli nie najważniejszym) punktem odniesienia będą kobiety – ich sprawy, problemy i osiągnięcia. Oczywiście termin ten nie ma zastosowania w poważnym dyskursie historycznym, ale, moim zdaniem, znakomicie nadaje się do opisania pewnego trendu, z którym od niedawna mamy do czynienia w świecie książek dla dzieci i młodzieży. Z pewną przesadą nazwałabym go nawet herstorycznym boomem.

W 2017 roku ukazały się w Polsce trzy książki będące zbiorami opowieści o niezwykłych kobietach, które zmieniały świat: "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek", "Superbohaterki" oraz "Damy, dziewuchy, dziewczyny". Spróbujmy im się przyjrzeć – o czym i w jaki sposób opowiadają?

"Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" to polski przekład książki Good Night Stories for Rebel Girls, która ukazała się w 2016 roku, a jej autorkami są Elena Favilli i Francesca Cavallo. Wydano ją dzięki największej dotychczas akcji crowdfundingowej dotyczącej książek, w której zebrano ponad milion dolarów. W poprzedzającym ją motcie autorki tak zwracają się do swoich czytelniczek: "Do młodych buntowniczek ze wszystkich stron świata: wyzwólcie marzenia, mierzcie wysoko, stawiajcie opór, a w chwilach zwątpienia pamiętajcie: macie rację”.

Opisano tam historie 100 kobiet żyjących na przestrzeni trzech i pół tysiąca lat na całej ziemi. „Chciałyśmy przedstawić kobiety z tylu krajów, z ilu to tylko możliwe, ponieważ w produkcjach mediów dla dzieci brakuje różnorodności nie tylko pod względem płci, ale także pod względem rasy, orientacji seksualnej czy wyznania. Naszym celem było również przedstawienie kobiet różnych zawodów; chciałyśmy mieć: puzonistki, oceanolożki, sędzie, działaczki polityczne, szpiegów, szefowe kuchni, surferki, poetki i piosenkarki rockowe. I na koniec, wybierałyśmy kobiety, których życie osobiste miało w sobie coś, co mogło zainteresować dzieci, na przykład Julia Child, sławna szefowa kuchni, która zaczęła swoją karierę jako szpieg i gotowała ciastka, które miały za zadanie podczas drugiej wojny światowej odstraszać rekiny od podwodnych materiałów wybuchowych” – powiedziały autorki w wywiadzie dla pisma „Kosmos”[2].

Swego rodzaju paradoksem tej (i innych podobnych) publikacji jest to, że opowiadając o życiu kobiet przełamujących schematy, sama wtłacza je w swój własny schemat. Opowieść o każdej z nich utrzymana jest w konwencji bajki (Dawno, dawno temu żyła dziewczyna imieniem...) i mieści się na jednej stronie, drugą zajmuje jej portret. Jest to w tym samym stopniu dobrą stroną tej książki, co jej słabością. Z jednej strony – nie wyróżnia nikogo, pokazuje, że każda ze stu bohaterek jest tak samo ważna, z drugiej – w wielu przypadkach wymusza spłycenie opowieści, bo trudno jest opisać dokonania takich postaci jak Maria Skłodowska-Curie na jednej stronie. W efekcie autorki często skupiają się tylko na tym, co stanowiło o wyjściu postaci poza tradycyjną rolę kobiety.

Portrety bohaterek zostały stworzone przez 60 artystek z całego świata, w tym Zosię Dzierżawską z Polski. „Wybór kobiet graficzek był celowy. Uważamy, że to nasz obowiązek, by pozwolić dojść do głosu tym wspaniałym dziełom, które tworzą na co dzień artystki z każdego zakątka świata. Zależało nam również na przedstawieniu szerokiego wachlarza stylów każdej z nich, który wynika z ich różnych osobowości. Media mają skłonność do pokazywania kobiet w bardzo uproszczony sposób. My chcemy pokazać, że kobiecość ujawnia się bardzo różnorodnie, tak jak nie ma jednego sposobu bycia kobietą, lub dziewczynką – buntowniczką”[3].

Zastanawiałam się nad tym, jakie były kryteria doboru setki bohaterek, i trudno mi znaleźć jakiś klucz (poza płcią oczywiście). Na jednym końcu osi czasu mamy faraona Hatszepsut, która żyła ok. 1500 lat p.n.e. i była pierwszą kobietą zasiadającą na egipskim tronie, a na drugim – Coy Mathis, dziesięcioletnią obecnie transseksualną dziewczynkę, której rodzice wywalczyli dla niej w sądzie prawo do korzystania z damskich toalet w przedszkolu. Pomiędzy nimi – artystki, działaczki społeczne, naukowczynie i władczynie, żyjące w różnych czasach, różnych krajach i różnych sytuacjach społecznych. Ponieważ ułożone są alfabetycznie, powstaje miszmasz, w którym, obawiam się, czytelnicy słabiej zorientowani w historii i nie zawsze kojarzący konteksty kulturowe mogą się pogubić. Dlatego nie jest to książka, z którą można zostawić dziecko sam na sam i oczekiwać, że ją sobie samodzielnie przeczyta. To raczej 100 historii, które powinny być wstępem do rozmowy z dzieckiem.

Elena Favilli i Francesca Cavallo powiedziały: „Od kobiet oczekuje się mówienia o pokoju i harmonii, nawet w sytuacji, gdy są wiktymizowane i odmawia im się podstawowych praw. Czujemy, że nie ma potrzeby pisania kolejnych książek dla kobiet o tym, jak unikać nieporozumień. Świat potrzebuje książek, które będą zachęcały kobiety do bycia sobą, nawet jeśli to oznacza bycie nielubianą. Właśnie dlatego użyłyśmy słowa «buntowniczka» w tytule książki”[4]. Trudno się wobec tego dziwić, że wśród jej bohaterek znalazła się Katarzyna II, choć zarówno sama jej osoba, jak i sposób, w jaki została opisana, wydają mi się dyskusyjne (szczególnie w kontekście polskiego wydania Opowieści...). To również może być ciekawy punkt wyjścia do rozmowy – czy zawsze robiąc to, co się chce, ma się rację?

Niedawno pojawiła się angielska edycja drugiego tomu z kolejną setką niezwykłych kobiet. Tym razem kandydatury zgłaszali sami czytelnicy.

"Superbohaterki" Małgorzaty Frąckiewicz różnią się od "Opowieści..." zarówno liczbą bohaterek (jest ich tylko 14), jak i kluczem ich doboru (kobiety, które dokonały ważnych, a równocześnie mało znanych odkryć naukowych) i sposobem ich opisywania. Autorka dość skrótowo traktuje życie opisywanych przez siebie kobiet, wyjaśnia natomiast szerzej znaczenie oraz sens ich odkryć i wynalazków. Udaje jej się zrobić to w sposób przystępny i zrozumiały dla młodych czytelników także dzięki interesującej, nowoczesnej formie graficznej książki, która zawiera propozycje doświadczeń możliwych do przeprowadzenia w domu.

Anna Dziewit-Meller w książce "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy" ograniczyła się do kobiet znanych z historii Polski. Narratorką uczyniła Annę Henrykę Pustowójtównę, która walczyła w powstaniu styczniowym i była adiutantem jego dyktatora Mariana Langiewicza. Poza nią poznajemy kilkanaście kobiet – od Świętosławy, córki Mieszka I, po Wandę Rutkiewicz. Są wśród nich takie, o których pamięta się do dziś nie tylko w Polsce, to na przykład Irena Sendlerowa czy Maria Skłodowska-Curie (notabene – jedyna bohaterka, która znalazła się we wszystkich tych trzech książkach), ale też zupełnie zapomniane, jak poetki Elżbieta Drużbacka i Maria Komornicka (pisząca pod pseudonimem Piotr Włast).

Mnie najbardziej zainteresował rozdział o architektkach Warszawy, bo są to osoby, o których rzadko się pamięta. Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że z czterech wspomnianych tam kobiet tylko Halina Skibniewska pracowała na własne nazwisko, pozostałe trzy znane są niemal wyłącznie jako część małżeńskich duetów. Mówi się albo o Oskarze Hansenie, albo o Hansenach, a żeby przypomnieć sobie, jak miała na imię jego żona, musiałam się chwilę zastanowić. Podobnie jest z Barbarą Brukalską i Heleną Syrkusową.

Kwestią dyskusyjną jest konwencja tej książki, którą albo się „kupuje” od razu, albo nie. Ja, muszę przyznać, miałam z nią dwa problemy. Pierwszym był pomysł, aby narratorką została bohaterka z XIX wieku, która opowiada zarówno o bohaterkach z odległej przeszłości, jak i o tych, które żyły już po niej (a jedna nawet żyje nadal). Drugim, może nawet większym, okazał się na wskroś współczesny język, którym posługuje się narratorka, i nadmiar bezpośredniości, taka kumplowska maniera, z jaką zwraca się do czytelników. Z trudem byłam w stanie zaakceptować to, że sama siebie nazywa Heńką, przerosło mnie natomiast pisanie o królu Polski per Jadźka... Zastanawiam się – czy cel, jakim jest dotarcie do współczesnych czytelników, uświęca środek w postaci kompletnej ahistoryczności przekazu? Jest to zresztą problem nie tylko tej książki, pojawia się też często w filmach na tematy historyczne. Mamy w nich dekoracje i kostiumy z przeszłości, lecz bohaterowie mówią, myślą i zachowują się całkiem współcześnie. Stwarzać to może wrażenie, że co prawda z upływem czasu zmieniały się warunki życia, natomiast sposób myślenia i mentalność ludzi zawsze były takie, jak teraz.

Mówiąc o herstorycznym boomie w literaturze dla dzieci i młodzieży, miałam na myśli nie tylko te trzy zbiory. W ostatnim czasie ukazuje się coraz więcej książek historycznych, których bohaterkami są kobiety. Kiedy opisuje się biografię tylko jednej osoby, można o niej napisać bardziej wyczerpująco i pokazać jej życie na szerszym tle niż wtedy, kiedy ogranicza to schemat zbioru.

Prekursorką tego nurtu na gruncie polskim można nazwać Annę Czerwińską-Rydel i te z jej książek biograficznych, które poświęcone są kobietom. Bohaterami pierwszej Gdańskiej Trylogii byli bardzo znani gdańszczanie – Jan Heweliusz, Daniel Gabriel Fahrenheit i Artur Schopenhauer, ale kolejną poświęciła zdecydowanie mniej znanym gdańszczankom – Elżbiecie Heweliusz, Konstancji Czirenberg i Joannie Schopenhauer. W ramach trylogii "Bo góry są" obok biografii Jerzego Kukuczki napisała też "Pięć skarbów pod wielkim śniegiem. Opowieść o Wandzie Rutkiewicz". "W poszukiwaniu światła" to historia Marii Skłodowskiej-Curie, a niebawem ukaże się także książka "Listy w butelce" poświęcona Irenie Sendlerowej.

"Z Bożej łaski Jadwiga, król" Zuzanny Orlińskiej opowiada historię Jadwigi Andegaweńskiej i początków jej panowania w Krakowie. Autorka nie spoufala się ze swoją bohaterką, starannie odtwarza natomiast średniowieczny obyczaj, sposób myślenia i życie na dworze, aby na tym tle ukazać sytuację ówczesnych dziewcząt nie tylko z królewskich rodów. Wprowadza do tej opowieści także kolejną, mniej niż Jadwiga znaną żonę Władysława Jagiełły, Annę Cylejską. Uświadamia, w jak niewielkim stopniu miały one wpływ na swoje życie i jak bardzo było ono zależne od decyzji opiekujących się nimi mężczyzn.

Książki o dziewczętach i kobietach w historii nie są lekturami tylko dla dziewczynek, podobnie jak wcześniej książki o historii z mężczyznami w roli głównej nie były tylko dla chłopców. Przeszłość mamy wspólną, nie dzieli się na męską i żeńską i wspólne powinny być doświadczenia z niej płynące.

Bibliografia:

Elena Favilli, Francesca Cavallo, "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet", wyd. Debit, Katowice 2017

Małgorzata Frączek, "Superbohaterki. Świat i wielkie odkrycia", wyd. Ezop, Warszawa 2017

Anna Dziewit-Meller, "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy", wyd. Znak, Kraków 2017

[1] Lucyna Marzec, "Herstoria żywa, nie tylko jedna, nie zawsze prawdziwa", „Czas kultury” 5/2010

[2], [3], [4] https://fundacjakosmos.org/marzymy-by-ta-ksiazka-znalazla-sie-na-polce-kazdej-dziewczynki-autorki-opowiesci-na-dobranoc-dla-mlodych-buntowniczek-pierwszy-polski-wywiad

 

Agnieszka Dobrowolska, "Boom herstoryczny. Subiektywny przegląd książek o ważnych kobietach"; artykuł ukazał się w 31. nr. "Ryms"

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • maly atlas ptakow
  • Amelia i Kuba
  • Arctic
  • Kobiety
  • Lato Adeli
  • Ryms na Facebook
  • Mały atlas motyli
  • ryms w empikach
  • Ze zwierzyną pod pierzyną
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • OKO
  • Wróble na kuble
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej