Ostatnio dodane

Books, Bücher, Libros, Livres. Mała Czcionka poleca...

Poniedziałek, 17 września 2018

Wspomnienie o Hannie Krajnik

Środa, 5 września 2018

Books, Bücher, Libros, Livres. Mała Czcionka poleca...

Piątek, 3 sierpnia 2018

Czy ciekawości można kogoś nauczyć?

Czwartek, 26 lipca 2018

Edukacyjna, każda

Poniedziałek, 9 lipca 2018

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Boom Herstoryczny...

Piątek, 11 maja 2018

 

 

 

„Puryści językowi i oddani idei prawdy etymolodzy mogą wpaść w furię, słysząc ten termin: herstoria. Święte oburzenie jest po części uzasadnione, pod względem językowym «herstoria» ma się do «historii» jak «feminoteka» do «biblioteki», stanowi sztuczny twór o fałszywej etymologii, fantazję słowotwórczą, która ma jednak czelność bronić się w inteligentny, przemyślny i nie pozbawiony humoru sposób” [1].

Herstoria to termin, który powstał na skutek zabawy słowami – angielskie HISTORY można też czytać jak dwa słowa HIS STORY, czyli Jego Historia (albo opowieść czy też wręcz bajka). Przez długi czas w historii – tej uprawianej i nauczanej tradycyjnie – dominowały kwestie polityczne. Skupiała się ona na wielkich postaciach i przełomowych datach, pomijając kompletnie te obszary życia, których tradycyjnie dotyczyła aktywność kobiet. Tak pojmowana historia była rzeczywiście historią mężczyzn, kobiety pojawiały się w niej tylko wtedy, kiedy wchodziły w role i zadania tradycyjnie uznawane za męskie. Zaczęło się to zmieniać już w XX wieku, kiedy (przede wszystkim pod wpływem francuskiej szkoły „Annales”) zwrócono się ku historii społecznej.

Odpowiedzią na tak postrzeganą HIStorię jest HERstoria rozumiana jako taki rodzaj narracji historycznej, w której ważnym (jeśli nie najważniejszym) punktem odniesienia będą kobiety – ich sprawy, problemy i osiągnięcia. Oczywiście termin ten nie ma zastosowania w poważnym dyskursie historycznym, ale, moim zdaniem, znakomicie nadaje się do opisania pewnego trendu, z którym od niedawna mamy do czynienia w świecie książek dla dzieci i młodzieży. Z pewną przesadą nazwałabym go nawet herstorycznym boomem.

W 2017 roku ukazały się w Polsce trzy książki będące zbiorami opowieści o niezwykłych kobietach, które zmieniały świat: "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek", "Superbohaterki" oraz "Damy, dziewuchy, dziewczyny". Spróbujmy im się przyjrzeć – o czym i w jaki sposób opowiadają?

"Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek" to polski przekład książki Good Night Stories for Rebel Girls, która ukazała się w 2016 roku, a jej autorkami są Elena Favilli i Francesca Cavallo. Wydano ją dzięki największej dotychczas akcji crowdfundingowej dotyczącej książek, w której zebrano ponad milion dolarów. W poprzedzającym ją motcie autorki tak zwracają się do swoich czytelniczek: "Do młodych buntowniczek ze wszystkich stron świata: wyzwólcie marzenia, mierzcie wysoko, stawiajcie opór, a w chwilach zwątpienia pamiętajcie: macie rację”.

Opisano tam historie 100 kobiet żyjących na przestrzeni trzech i pół tysiąca lat na całej ziemi. „Chciałyśmy przedstawić kobiety z tylu krajów, z ilu to tylko możliwe, ponieważ w produkcjach mediów dla dzieci brakuje różnorodności nie tylko pod względem płci, ale także pod względem rasy, orientacji seksualnej czy wyznania. Naszym celem było również przedstawienie kobiet różnych zawodów; chciałyśmy mieć: puzonistki, oceanolożki, sędzie, działaczki polityczne, szpiegów, szefowe kuchni, surferki, poetki i piosenkarki rockowe. I na koniec, wybierałyśmy kobiety, których życie osobiste miało w sobie coś, co mogło zainteresować dzieci, na przykład Julia Child, sławna szefowa kuchni, która zaczęła swoją karierę jako szpieg i gotowała ciastka, które miały za zadanie podczas drugiej wojny światowej odstraszać rekiny od podwodnych materiałów wybuchowych” – powiedziały autorki w wywiadzie dla pisma „Kosmos”[2].

Swego rodzaju paradoksem tej (i innych podobnych) publikacji jest to, że opowiadając o życiu kobiet przełamujących schematy, sama wtłacza je w swój własny schemat. Opowieść o każdej z nich utrzymana jest w konwencji bajki (Dawno, dawno temu żyła dziewczyna imieniem...) i mieści się na jednej stronie, drugą zajmuje jej portret. Jest to w tym samym stopniu dobrą stroną tej książki, co jej słabością. Z jednej strony – nie wyróżnia nikogo, pokazuje, że każda ze stu bohaterek jest tak samo ważna, z drugiej – w wielu przypadkach wymusza spłycenie opowieści, bo trudno jest opisać dokonania takich postaci jak Maria Skłodowska-Curie na jednej stronie. W efekcie autorki często skupiają się tylko na tym, co stanowiło o wyjściu postaci poza tradycyjną rolę kobiety.

Portrety bohaterek zostały stworzone przez 60 artystek z całego świata, w tym Zosię Dzierżawską z Polski. „Wybór kobiet graficzek był celowy. Uważamy, że to nasz obowiązek, by pozwolić dojść do głosu tym wspaniałym dziełom, które tworzą na co dzień artystki z każdego zakątka świata. Zależało nam również na przedstawieniu szerokiego wachlarza stylów każdej z nich, który wynika z ich różnych osobowości. Media mają skłonność do pokazywania kobiet w bardzo uproszczony sposób. My chcemy pokazać, że kobiecość ujawnia się bardzo różnorodnie, tak jak nie ma jednego sposobu bycia kobietą, lub dziewczynką – buntowniczką”[3].

Zastanawiałam się nad tym, jakie były kryteria doboru setki bohaterek, i trudno mi znaleźć jakiś klucz (poza płcią oczywiście). Na jednym końcu osi czasu mamy faraona Hatszepsut, która żyła ok. 1500 lat p.n.e. i była pierwszą kobietą zasiadającą na egipskim tronie, a na drugim – Coy Mathis, dziesięcioletnią obecnie transseksualną dziewczynkę, której rodzice wywalczyli dla niej w sądzie prawo do korzystania z damskich toalet w przedszkolu. Pomiędzy nimi – artystki, działaczki społeczne, naukowczynie i władczynie, żyjące w różnych czasach, różnych krajach i różnych sytuacjach społecznych. Ponieważ ułożone są alfabetycznie, powstaje miszmasz, w którym, obawiam się, czytelnicy słabiej zorientowani w historii i nie zawsze kojarzący konteksty kulturowe mogą się pogubić. Dlatego nie jest to książka, z którą można zostawić dziecko sam na sam i oczekiwać, że ją sobie samodzielnie przeczyta. To raczej 100 historii, które powinny być wstępem do rozmowy z dzieckiem.

Elena Favilli i Francesca Cavallo powiedziały: „Od kobiet oczekuje się mówienia o pokoju i harmonii, nawet w sytuacji, gdy są wiktymizowane i odmawia im się podstawowych praw. Czujemy, że nie ma potrzeby pisania kolejnych książek dla kobiet o tym, jak unikać nieporozumień. Świat potrzebuje książek, które będą zachęcały kobiety do bycia sobą, nawet jeśli to oznacza bycie nielubianą. Właśnie dlatego użyłyśmy słowa «buntowniczka» w tytule książki”[4]. Trudno się wobec tego dziwić, że wśród jej bohaterek znalazła się Katarzyna II, choć zarówno sama jej osoba, jak i sposób, w jaki została opisana, wydają mi się dyskusyjne (szczególnie w kontekście polskiego wydania Opowieści...). To również może być ciekawy punkt wyjścia do rozmowy – czy zawsze robiąc to, co się chce, ma się rację?

Niedawno pojawiła się angielska edycja drugiego tomu z kolejną setką niezwykłych kobiet. Tym razem kandydatury zgłaszali sami czytelnicy.

"Superbohaterki" Małgorzaty Frąckiewicz różnią się od "Opowieści..." zarówno liczbą bohaterek (jest ich tylko 14), jak i kluczem ich doboru (kobiety, które dokonały ważnych, a równocześnie mało znanych odkryć naukowych) i sposobem ich opisywania. Autorka dość skrótowo traktuje życie opisywanych przez siebie kobiet, wyjaśnia natomiast szerzej znaczenie oraz sens ich odkryć i wynalazków. Udaje jej się zrobić to w sposób przystępny i zrozumiały dla młodych czytelników także dzięki interesującej, nowoczesnej formie graficznej książki, która zawiera propozycje doświadczeń możliwych do przeprowadzenia w domu.

Anna Dziewit-Meller w książce "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy" ograniczyła się do kobiet znanych z historii Polski. Narratorką uczyniła Annę Henrykę Pustowójtównę, która walczyła w powstaniu styczniowym i była adiutantem jego dyktatora Mariana Langiewicza. Poza nią poznajemy kilkanaście kobiet – od Świętosławy, córki Mieszka I, po Wandę Rutkiewicz. Są wśród nich takie, o których pamięta się do dziś nie tylko w Polsce, to na przykład Irena Sendlerowa czy Maria Skłodowska-Curie (notabene – jedyna bohaterka, która znalazła się we wszystkich tych trzech książkach), ale też zupełnie zapomniane, jak poetki Elżbieta Drużbacka i Maria Komornicka (pisząca pod pseudonimem Piotr Włast).

Mnie najbardziej zainteresował rozdział o architektkach Warszawy, bo są to osoby, o których rzadko się pamięta. Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że z czterech wspomnianych tam kobiet tylko Halina Skibniewska pracowała na własne nazwisko, pozostałe trzy znane są niemal wyłącznie jako część małżeńskich duetów. Mówi się albo o Oskarze Hansenie, albo o Hansenach, a żeby przypomnieć sobie, jak miała na imię jego żona, musiałam się chwilę zastanowić. Podobnie jest z Barbarą Brukalską i Heleną Syrkusową.

Kwestią dyskusyjną jest konwencja tej książki, którą albo się „kupuje” od razu, albo nie. Ja, muszę przyznać, miałam z nią dwa problemy. Pierwszym był pomysł, aby narratorką została bohaterka z XIX wieku, która opowiada zarówno o bohaterkach z odległej przeszłości, jak i o tych, które żyły już po niej (a jedna nawet żyje nadal). Drugim, może nawet większym, okazał się na wskroś współczesny język, którym posługuje się narratorka, i nadmiar bezpośredniości, taka kumplowska maniera, z jaką zwraca się do czytelników. Z trudem byłam w stanie zaakceptować to, że sama siebie nazywa Heńką, przerosło mnie natomiast pisanie o królu Polski per Jadźka... Zastanawiam się – czy cel, jakim jest dotarcie do współczesnych czytelników, uświęca środek w postaci kompletnej ahistoryczności przekazu? Jest to zresztą problem nie tylko tej książki, pojawia się też często w filmach na tematy historyczne. Mamy w nich dekoracje i kostiumy z przeszłości, lecz bohaterowie mówią, myślą i zachowują się całkiem współcześnie. Stwarzać to może wrażenie, że co prawda z upływem czasu zmieniały się warunki życia, natomiast sposób myślenia i mentalność ludzi zawsze były takie, jak teraz.

Mówiąc o herstorycznym boomie w literaturze dla dzieci i młodzieży, miałam na myśli nie tylko te trzy zbiory. W ostatnim czasie ukazuje się coraz więcej książek historycznych, których bohaterkami są kobiety. Kiedy opisuje się biografię tylko jednej osoby, można o niej napisać bardziej wyczerpująco i pokazać jej życie na szerszym tle niż wtedy, kiedy ogranicza to schemat zbioru.

Prekursorką tego nurtu na gruncie polskim można nazwać Annę Czerwińską-Rydel i te z jej książek biograficznych, które poświęcone są kobietom. Bohaterami pierwszej Gdańskiej Trylogii byli bardzo znani gdańszczanie – Jan Heweliusz, Daniel Gabriel Fahrenheit i Artur Schopenhauer, ale kolejną poświęciła zdecydowanie mniej znanym gdańszczankom – Elżbiecie Heweliusz, Konstancji Czirenberg i Joannie Schopenhauer. W ramach trylogii "Bo góry są" obok biografii Jerzego Kukuczki napisała też "Pięć skarbów pod wielkim śniegiem. Opowieść o Wandzie Rutkiewicz". "W poszukiwaniu światła" to historia Marii Skłodowskiej-Curie, a niebawem ukaże się także książka "Listy w butelce" poświęcona Irenie Sendlerowej.

"Z Bożej łaski Jadwiga, król" Zuzanny Orlińskiej opowiada historię Jadwigi Andegaweńskiej i początków jej panowania w Krakowie. Autorka nie spoufala się ze swoją bohaterką, starannie odtwarza natomiast średniowieczny obyczaj, sposób myślenia i życie na dworze, aby na tym tle ukazać sytuację ówczesnych dziewcząt nie tylko z królewskich rodów. Wprowadza do tej opowieści także kolejną, mniej niż Jadwiga znaną żonę Władysława Jagiełły, Annę Cylejską. Uświadamia, w jak niewielkim stopniu miały one wpływ na swoje życie i jak bardzo było ono zależne od decyzji opiekujących się nimi mężczyzn.

Książki o dziewczętach i kobietach w historii nie są lekturami tylko dla dziewczynek, podobnie jak wcześniej książki o historii z mężczyznami w roli głównej nie były tylko dla chłopców. Przeszłość mamy wspólną, nie dzieli się na męską i żeńską i wspólne powinny być doświadczenia z niej płynące.

Bibliografia:

Elena Favilli, Francesca Cavallo, "Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet", wyd. Debit, Katowice 2017

Małgorzata Frączek, "Superbohaterki. Świat i wielkie odkrycia", wyd. Ezop, Warszawa 2017

Anna Dziewit-Meller, "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy", wyd. Znak, Kraków 2017

[1] Lucyna Marzec, "Herstoria żywa, nie tylko jedna, nie zawsze prawdziwa", „Czas kultury” 5/2010

[2], [3], [4] https://fundacjakosmos.org/marzymy-by-ta-ksiazka-znalazla-sie-na-polce-kazdej-dziewczynki-autorki-opowiesci-na-dobranoc-dla-mlodych-buntowniczek-pierwszy-polski-wywiad

 

Agnieszka Dobrowolska, "Boom herstoryczny. Subiektywny przegląd książek o ważnych kobietach"; artykuł ukazał się w 31. nr. "Ryms"

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Ryms na Facebook
  • Amelia i Kuba
  • prosiaczek
  • zbuntowany elektron
  • OKO
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Arctic
  • ryms w empikach
  • ksiazka za dyche
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • jajo
  • maly atlas ptakow