Ostatnio dodane

Dlaczego czytelnicy kochają fantastykę?

Czwartek, 2 września 2010

Flagowe okręty Północy. O książce obrazkowej w Skandynawii

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Humor w amerykańskich książkach dla dzieci

Piątek, 13 sierpnia 2010

Najważniejsza jest empatia (rozmowa z Marjolijn Hof)

Wtorek, 20 lipca 2010

Nie mam oporów, żeby pisać dla młodzieży (rozmowa z Rafałem Kosikiem)

Czwartek, 15 lipca 2010

 

Ostatnio komentowane

Dyskryminujące bajki

Poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Astrid Lindgren album rodzinny

Piątek, 12 marca 2010

Beata Kęczkowska, Astrid Lindgren album rodzinny, [w:] "Ryms" nr 2, listopad 2007, s. 16-17.

„Dobra książka powinna być jak szczupak. Spiczasty i ostry pysk, potem część jadalna, a na końcu zwinny ogon” – mawiała Astrid Lindgren. Album "Portrety Astrid Lindgren" to król wśród szczupaków.

W marcu 1976 r. Astrid Lindgren, rozsierdzona polityką podatkową socjaldemokratycznego rządu Szwecji, napisała "Baśń o Pomperipossie"". Czarownica Pomperipossa orientuje się, że państwo chce jej odebrać wszystko, co zarobiła. Żebrze więc, by kupić łom i siłą walczyć z absurdalnie wysokim podatkiem. Następnego dnia ówczesny minister finansów Szwecji wymachiwał gazetą z baśnią Astrid. Szydził z pisarki, ona ripostowała. Pół roku później, po 44 latach sprawowania władzy, socjaldemokraci ustąpili. Rząd przegrał z łomem Pomperipossy.

Astrid Lindgren niemal do końca życia pisała artykuły, apele, strofowała ministrów, zabierała głos w obronie dzieci, uchodźców, bibliotek, programu radiowego dla najmłodszych, pokoju, przeciw przemocy. W połowie lat 80. napisała o chorej z miłości krowie i zaangażowała się w obronę zwierząt hodowlanych. W Astrid odezwało się chłopskie dziecko wychowane w gospodarstwie w Smålandii.. To dziecko było w niej przez całe 95 lat życia.

I bawiliśmy się, bawili i bawili…"

"Portrety Astrid Lindgren", wydane przez Naszą Księgarnię w przypadające w tym roku stulecie urodzin pisarki, przypominają album rodzinny, w którym, na szczęście, fotografie z przeszłości ktoś nam skrupulatnie opisał. Widniejące na nich postacie nie są więc anonimowymi przodkami, ale bohaterami anegdot i rodzinnych opowieści.

Powstała fotograficzna saga o Astrid. Piękny, starannie wydany, opasły tom, opowiadający o życiu jednej z najbardziej znanych pisarek tworzących dla dzieci. Jest to dopełnienie wydanej w Polsce w 2000 r. (również nakładem Naszej Księgarni) biografii autorki "Dzieci z Bullerbyn" (Margareta Strömsted, "Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości"). Obie te książki odpowiadają na pytanie: Skąd się wzięła Astrid? Odpowiedź brzmi: Ze szczęśliwego, bezpiecznego dzieciństwa, które zapadło w Astrid i pozwoliło przejść przez niełatwy start w dorosłość i całe dojrzałe życie.

"Portrety…" otwiera opowiadanie „Samuel August ze Sevedstorp i Hanna z Hult” opublikowane w 1972 r., które u schyłku XX wieku wybrane zostało opowieścią stulecia traktującą o miłości.

Samuel i Hanna to rodzice Astrid. Poznali się w 1888 r., gdy po raz pierwszy trzynastoletni Samuel dostrzegł dziewięcioletnią Hannę w szkółce parafialnej. Pobrali się 30 czerwca 1905 r. – „wesołe wesele, chociaż my albo tańczyli, albo się bili” – wspominał po latach ojciec Astrid. Samuel i Hanna przeżyli razem 56 lat. Mieli czworo dzieci, którym zapewnili poczucie bezpieczeństwa i swobodę. „I bawiliśmy się, bawili i bawili, że to aż dziwne, żeśmy nie zabawili się na śmierć. Łaziliśmy jak małpięta po drzewach, i po dachu domu, na strychu skakaliśmy ze stosów desek na siano, tak, że aż jęczało nam w brzuchu (…) pływaliśmy w rzece na długo przedtem, zanim nauczyliśmy się pływać, całkowicie zapominając o nakazie naszej matki, że nie wolno nam «iść dalej niż do pępka». Ale przeżyliśmy wszyscy czworo” – wspominała Astrid.

Dziećmi zajmowała się matka, która przed wyjściem za mąż marzyła o pracy nauczycielki. Pozwalała na zabawy, ale uczyła też wypełniania obowiązków, powtarzając: „Ino rób dalej, ino nie ustawaj”.

Rodzice zrozumieli decyzję córki, która jako osiemnastolatka porzuciła rodzinne strony i nagle wyjechała do Sztokholmu. Była w ciąży, ale zdecydowanie nie chciała się wiązać z ojcem dziecka. Syna, wychowywanego w rodzinie zastępczej, zarabiająca na życie jako sekretarka Astrid, odwiedzała regularnie, by wreszcie odzyskać go i wychowywać samodzielnie. Gdy przyjechała z nim na wakacje do rodziców, ci z radością przyjęli wnuka.

U schyłku życia Astrid wyznała, że nikogo nie kochała, poza swoimi dziećmi. O poślubionym w 1931 r. mężu powiedziała: „Bardzo go lubiłam, ale nigdy nie byłam w nim zakochana”.

Zadebiutowała w wieku 36 lat. Początkowo wydawnictwo Bonnier odrzuciło jej książkę o Pippi, będącą zapisem historyjek, opowiadanych przez Astrid córce, Karin. Niezrażona napisała "Zwierzenia Britt-Mari" i wydała je w oficynie Raben&Sjörgen. Błyskawicznie zyskała ogromne rzesze czytelników. Na jednym ze zdjęć w "Portretach…" pisarka stoi wśród swych książek, wydanych na całym świecie. Niemal na pierwszym planie leży polski przekład "Dzieci z Bullerbyn". Do dziś ukazało się 145 mln egzemplarzy książek Lindgren przełożonych na 91 języków. Początkowo Astrid sama prowadziła spis przekładów – zdjęcie opracowanej przez nią tabelki również znajdziemy na kartach "Portretów…".

Pisarka dostawała dziesiątki listów od czytelników, ale całe życie tworzyła dla siebie samej, tak, żeby to jej się podobało. Jej – kilkudziesięcioletniej, z siateczką zmarszczek, ale wciąż dziewczynce, pokazującej język fotografowi. Na tym słynnym zdjęciu Astrid ma 90 lat.

Początkowo dzielnie znosiła zainteresowanie mediów, posłusznie pozowała do zdjęć: układa kwiaty, czyta gazetę, ceruje pończochy. Albo leży w łóżku, pisząc. Tam bowiem powstawały jej książki, w bloku do stenografii, który zawsze leżał na nocnym stoliku. Wstawała między piątą a szóstą, przyrządzała sobie śniadanie – herbatę i kanapki – chleb z marmoladą pomarańczową i serem pleśniowym, i wracała do łóżka, by pisać aż do lunchu. Na zdjęciu tylko jedno się nie zgadza – Astrid jest w ubraniu. A powinna być w koszuli nocnej.

Zachowało się wiele fotografii Astrid bawiącej się – na huśtawce, wspinającej na drzewa. Ich autorzy wspominali, że do tych zabaw wcale nie musieli jej namawiać, przeciwnie – trudno ją było z tych huśtawek ściągnąć.

Z czasem coraz bardziej męczyło ją zainteresowanie mediów, a w 1966 r. powiedziała: „Ja już nie chcę być popularna, ja nie chcę siedzieć każdego ranka i odpowiadać na pytanie, co miałam na myśli, pisząc "Mio, mój Mio", nie chcę być miła i nie chcę, żeby pisały o mnie tygodniki”.

Mimo to jesienią 1987 czytelnicy „Ekspressen” ogłosili ją „Szwedzką Ciocią Różowej Pantery” – dostała różowe róże, różowego szampana i różowego walkmana. Na zdjęciach Astrid, zachwycona jak dziecko, ogląda odtwarzacz, by za chwilę go uruchomić i słuchać kasety z opowiadaniami Carla Jonasa Love’a. „To jest  wspaniałe. Teraz mogę sobie chodzić po mieście i bumelować” – miała wtedy powiedzieć – choć podobno nie przepadała za technicznymi nowinkami.

Doceniała za to film. Pisała adaptacje swoich książek, bywała na planie. W "Nowych psotach Emila ze Smålandii" pojawia się na ekranie w wielkiej chuście na głowie w czerwone kwiatki. Ujęcie trwa cztery sekundy.

W cień usunęła się przed swoimi 90-tymi urodzinami, nie chciała już udzielać wywiadów. Z bliskimi rozmawiała o umieraniu, o tych, którzy odeszli.

Na jednym z ostatnich zdjęć w albumie widzimy jej lekko zgarbioną postać w pokoju wypełnionym książkami. Stronę dalej Astrid spaceruje po wiosennym, kwitnącym lesie Smålandii w 1986 r. Unosi ostrożnie nogę, wysuwa lekko język, pewnie pomaga jej to w utrzymaniu równowagi. Kroczy niepomna ostrzeżeń matki, by nie „iść dalej niż do pępka”.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer

Reklama

  • Hasbro
  • Książki dla dzieci
  • Nóż w palcu. Skaleczenie
  • promocja!
  • Wilkoń
  • Konkurs
  • Ania Mieszała
  • Krystyna Romanowska
  • Mała szansa
  • Król i morze