Ostatnio dodane

Pora na ilustratora - cz. 11 - Joanna Concejo

Poniedziałek, 13 listopada 2017

Books, Bücher, Libros, Livres - premiery z zagranicy - X 2017

Poniedziałek, 6 listopada 2017

Relacja Urszuli Morgi z 12. Bałtyckich Spotkań Ilustratorów

Wtorek, 31 października 2017

Biały słoń, a może tygrys?

Czwartek, 19 października 2017

Pora na ilustratora - cz. 10 - Robert Romanowicz

Piątek, 13 października 2017

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Sabina, Pyzata i Pippi

Czwartek, 15 czerwca 2017

 

 

 

Za każdym razem, gdy bohaterką książki dla dzieci i młodzieży jest krnąbrna dziewczyna o rudych włosach, nasuwa się pytanie, czy nie nawiązuje ona dialogu ze swą słynną poprzedniczką, wynalezioną i opatentowaną przez Astrid Lindgren – Pippi. Tym razem jednak, przeczytawszy "Gęboluda" oraz "Koniec świata nr 13", ma się ochotę zakrzyknąć: „Przyszła koza do woza!”.


Oto Pippi zyskała dwie nowe koleżanki: Sabinę z "Końca świata" nr 13 i "Pyzatą z Gęboluda" (tu włosy są zielone, ale pamiętamy Anię i słynny efekt kolorystyczny farbowania rudości na czarno). Jednak te nowe Pippi są jeszcze dziwniejsze od swego pierwowzoru: tam, gdzie ona domagała się prawa do bałaganu, one sprzątają, kiedy ona dumna była z tego, że jej ojciec jest piratem i murzyńskim królem, one chcą rodziców „normalnych”, uporządkowanych i silnie opiekuńczych. Rozrzutność i lekka ręka do wydawania pieniędzy ze skrzyni należącej do słynnej Szwedki są w utworach polskich autorek przeciwstawione zdrowemu rozsądkowi oraz umiarkowaniu polskich bohaterek. Czyżby zatem przyszły kozy do woza?

Oto uparty, piegowaty, rudowłosy orszak „kóz” maszeruje przez literaturę dla dzieci i młodzieży: by wymienić tylko dziewczęce bohaterki Makuszyńskiego, Lucy Maud Montgomery czy wspomnianej Lindgren wreszcie. Niezliczona armia buntowniczych „małych kobietek”, które rewolucjonizują porządek świata, są sprytne, a jednocześnie nie można ich nie lubić. Serca mają czyste, moralność najwyższej próby, a do tego siłę przekonywania jak rzadko kto. Pippi, jak pamiętamy, dysponuje nie tylko siłą argumentu, ale i argumentem siły – i to nadludzkiej. Swej mocy używa, by dawać „nauczkę” głównie dorosłym: że nie wolno oszukiwać, nawet samego siebie, że nie można nikogo kupić za pieniądze, nawet za całą ich skrzynię, i nie powinno się krzywdzić kogoś, kto nie umie się bronić.

Pippi jako pierwsza zarezerwowała sobie prawo do wzrastania bez rodziców. Jej tata wolał być murzyńskim królem na dalekiej wyspie niż zajmować się latoroślą. Do czego są przydatni rodzice? W zasadzie tylko przeszkadzają, a na wychowaniu dzieci to już nie znają się w ogóle – dlatego Pippi sama sobie mówiła, kiedy ma iść spać, posprzątać Willę Śmiesznotkę czy wziąć likarstwo.

 

 

Sabina mieszkająca na Końcu świata nr 13 nie ma także najlepszego zdania o swych rodzicach. Oni nie są normalni – podobnie jak tata pirat. Bujają w obłokach, uprawiają sztukę przez duże „Sz”, z której nie da się wyżyć. Prowadzą „dom otwarty” w starej kamienicy. Pieniądze to u nich rzadko widywane zjawisko, przeciwnie niż liczni goście, dlatego wszystkich, jak się zdaje, utrzymuje babcia Funia („Nie dołożę ani funia!” – pokrzykuje w reakcji na kolejne „wymysły” swej córki artystki). Sabina marzy o normalnych rodzicach, takich z kredytem na dom i samochód oraz dobrze płatną pracą. Dlatego - podobnie jak w przypadku Pippi – ocena warunków życia Sabiny może niebezpiecznie zbliżać się do smutnej konstatacji, że urodziła się niedojrzałej dwójce ludzi, którzy nie zapewnili jej prawidłowych warunków wzrastania. Te warunki to: komórka, własny laptop, a w nagrodę za czerwony pasek – obóz językowy za granicą. Tego Sabina nie ma. Za to ma szczura Jurka i zdezelowany rower. Dziewczynka jest jednak tak samo przedsiębiorcza jak jej szwedzka koleżanka (z tą różnicą, że gdy Pippi wydaje, Sabina zarabia pieniądze): pozostawiona sama sobie za pomocą szczurka i roweru pomnaża swój kapitał w polskich złotych, sprzedając prace swej matki na rogu ulicy. Tak właśnie to brzmi – jak patologiczna rodzina, dlatego za chwilę dziecko ma na głowie policję i dwie panie z MOPS-u, które chcą 12-latkę wysłać na kolonię nad morze – „kolonię karną”, jak z przekąsem dodaje babcia Funia. Pippi też, jak pamiętamy, miała do czynienia z władzami: policjantem, nauczycielką czy panią filantropką, którzy koniecznie chcieli dzieciaka wychować i umieścić w domu dziecka.

Sabina początkowo buntuje się przeciw swym nieporadnym rodzicom, ale jej rewolta w końcu zwraca się przeciw rzeczywistości ekonomicznej po prostu. Twarde reguły gier rynkowych działają na niekorzyść jednostek takich, jak rodzice Sabiny, którzy próbują utrzymywać się ze sztuki, nie idąc przy tym na kompromisy i nie schlebiając gustom masowym.

Drugim wymiarem buntu Pippi było upodobanie dorosłych do czystości. Schludny wygląd, posprzątany dom i czyste dzieci w swych pokoikach – przeciw tej tradycji zwracała się piegowata dziewczynka w dwóch butach nie do pary. Ale zarówno Sabina, jak i tajemnicza dziewczynka, która pewnego dnia zamieszkuje z Gęboludem – one domagają się czystości i porządku od swych nieporządnickich opiekunów. Zupełnie tak, jakby rewolucja zatoczyła koło i potomkowie pokolenia niegdysiejszych dzieci-kwiatów chcieli koniecznie zostać pracownikami korporacji, żyjącymi w wielkich lśniących domach. Jak to się stało, że dziwno-włose dziewczynki z tych utworów to buntowniczki, ale na opak, czyli chcące świat swych rodziców wyczyścić z kłopotów, uporządkować chaos życia, wykurzyć z domu wszelkie lęki o jutro. Sabina ma zadatki na tzw. control freaka – człowieka z nerwicą, która jest wynikiem wzrastania w nieuporządkowanym domu, i nie chodzi tu tylko o rozgardiasz, ten twórczy nieporządek, jak mówią niektórzy, ale o chaos życia, niepewność egzystencji, także finansową, i zagubienie jej rodziców w rzeczywistości.

 

 

Pyzata pojawia się u Gęboluda niczym Calineczka w domu pewnej kobiety, która chciała mieć dziecko. W przypadku czarownika Gęboluda dziecko „rodzi się” nie z tulipana, ale z... miotły, a ściślej z tumanu kurzu, który ona wznieciła przy próbie sprzątania. I odtąd życie tego bałaganiarza i odludka zmienia się diametralnie. Dom zaczyna lśnić czystością za sprawą malutkich rączek Pyzatej, a Gębolud czyściutki i schludny, zajmuje się uprawą róż w ogrodzie.

Czy nie jest naiwne takie odwrócenie myślenia o dziecku jako tym, które uporządkuje świat dorosłego w sposób symboliczny i realny? Byłby to prosty instrumentalizm wobec dziecięcych bohaterów, które tak jak kiedyś brudziły, psociły i za rodzicami wcale nie tęskniły, tak teraz troszczą się o swych nieporadnych opiekunów i wybawiają ich z kłopotów. Z jednej strony można dywagować, że dzięki trosce o swych rodziców Sabina sama wydoroślała przez wakacje, ale także niebezpiecznie zbliża nas to do definicji DDD (Dużego Dziecka Dysfunkcji). Z drugiej strony rozkładaniu nad dzieckiem wielkiego parasola ochronnego, co dzieje się w większości „normalnych” rodzin, może być przypisywana produkcja ludzi niedojrzałych i nieporadnych życiowo do późnej dorosłości. Są różne style wychowawcze, istnieją także stereotypy na temat dzieciństwa, które mogą urażać same dzieci.

Lektura "Gęboluda" będzie satysfakcjonująca dla dzieci, które nieustannie oskarża się o niezdolność do utrzymania porządku, racjonalnego myślenia i planowania. Tutaj w zasadzie także, podobnie jak w przypadku Pippi, machina wychowawcza odwróciła swój bieg: to Pyzata wychowuje Gęboluda, tylko wartości się inaczej rozłożyły – czystość-brud, porządek-chaos… Mile to zaskoczy czytelników, którzy utożsamią się z Pyzatą, że to ona góruje nad swym „tatusiem” – Gęboludem.

Książka Ryrych także może przynieść pocieszenie wszystkim tym, którzy mają poczucie, że z ich rodzinami „jest coś nie tak”. Przesłanie powieści jest takie, że nie ważne, czy jesteście „normalną” rodziną, obyście tylko byli – jak głosi modny ostatnio slogan wychowawczy - „wystarczająco dobrą” rodziną.

Obydwie książki są godne polecenia, "Gębolud" zwraca także uwagę starannością wydania i oprawy graficznej (niestety, w książce Ryrych mamy do czynienia z błędami redaktorskimi), ale z zastrzeżeniem, że zaakceptuje się owe śmiałe wolty i odwrócenia dotyczące kategorii dzieciństwa i dorastania w rodzinie.

 

"Koniec świata nr 13"
Katarzyna Ryrych
Wydawnictwo Literatura, 2016


"Gębolud"
Roksana Jędrzejewska-Wróbel
Wydawnictwo Bajka, 2017 (wyd.II)

 

Ewelina Rąbkowska - ukończyła Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a także studia podyplomowe "Literatura i książka dla dzieci i młodzieży wobec wyzwań nowoczesności" pod kier. prof. dr. hab. Grzegorza Leszczyńskiego. Uczestniczka studiów doktoranckich w Zakładzie Literatury Popularnej, Dziecięcej i Młodzieżowej ILP UW. Pracuje w Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie. Autorka artykułów naukowych i recenzji książkowych. Członkini PS IBBY oraz Pracowni Badań nad Literaturą dla Dzieci i Młodzieży.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • ryms w empikach
  • maly atlas ptakow
  • Jano i Wito baner
  • Przed twoimi urodzinami
  • ksiazka za dyche
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • liczby i kolory
  • Ryms na Facebook
  • OKO