Ostatnio dodane

Pora na ilustratora - cz. 9 - Elżbieta Wasiuczyńska

Środa, 13 września 2017

Torba zmalowana przez Wilkonia

Poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pora na ilustratora - cz. 8 - Zuzanna Młotek

Niedziela, 13 sierpnia 2017

Przyroda (nie) dla dzieci

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Pora na ilustratora - cz. 7 - Adam Pękalski

Czwartek, 13 lipca 2017

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Inny znaczy swój

Środa, 31 maja 2017

 

 

 

Szymon Kloska, Inny znaczy swój. O kilku odmianach doświadczenia wielości kultur w całkiem przyzwoitych książkach dla dzieci [w:] "Ryms" nr 29, s. 10-11, wiosna 2017.

Z wielokulturowością są same problemy. Bynajmniej nie chodzi mi o kłopoty, które spędzają sen z oczu wyborcom polityków à la Trump. Dziecko dość szybko uczy się, że oczywiście kiedy jest samo w piaskownicy, to ma i piasek, i zabawki tylko dla siebie, ale co to za zabawa? Do kitu. Nie ma też chyba przedszkolaka, który by nie odkrył, że budowanie jakichś murów wokół piaskownic czy placów zabaw to kiepski pomysł, to przypadłość wyłącznie dorosłych. Te istotne problemy są zgoła innego rodzaju; otóż nie wiadomo do końca, czym ta wielokulturowość jest i jak o niej opowiadać. To znaczy, dla jasności: jeszcze nie tak dawno było wiadomo, ale w pewnym momencie – mniej więcej wtedy, kiedy nowoczesność się upłynniła – przestało.


Mimo tych poważnych trudności pisze się o wielokulturowości sporo i to już dla najmłodszych. Ostatnio ukazały się dwie książeczki, które są tego dowodem: "Zakątki, czyli kto tu mieszka?" Michaliny Rolnik (to debiut autorki, która jest laureatką pierwszej edycji konkursu JASNOWIDZE) i "Ala ma kota. A Ali? Zdanka pierwsza klasa" Jolanty Nowaczyk i Darii Solak. W przypadku pierwszej książeczki sprawa jest prosta: opowiadamy o różnych kulturach ślicznie wyobrażonych – uroczym domku i mieszkającym w nim człowieczku w stroju ludowym. Co ważne, nie ma tu żadnej potęgocentryczności. Jest i chłopiec z Mongolii – Tuul, i dziewczynka z Polski – Hania; mieszkaniec Stanów Zjednoczonych mieszka w tipi i nosi piękne imię Totonga, Australijczyk to Aborygen, a mieszkaniec Grenlandii to, jakżeby inaczej, Nanuk... Jedni powiedzą, że to obsesyjna poprawność polityczna, inni, że to postrasistowskie żonglowanie stereotypami. Bzdura, autorka coś musiała wybrać i wybrała cepeliowską opowieść o różnych kulturach. To zrozumiałe, jest to bowiem książka dla najmłodszych, dla których to, czy coś istnieje, czy nie, ma znaczenie drugorzędne (patrz: dinozaury). Podobnie jest z Alą, która ma kota… O ile w pierwszej książeczce mamy do czynienia z poznawaniem świata nieistniejącego, zaprzeszłej różnorodności, to w drugiej – Ala ma kota. A Ali? – jest o tyle ciekawiej, że dowiadujemy się o różnorodności języka, ale też i o tym, że ludziom przychodzą do głowy w różnych miejscach różne rzeczy, jak chociażby to, że pierwszym zdaniem w elementarzu może być fraza dotycząca mycia ramy okiennej przez chłopca (bo już zdanie o jedyności Boga jest mniej zaskakujące). W obu przypadkach morał jest taki sam: fajnie jest, jak jest, czyli różnie.


Innego kalibru jest książka Jarosława Mikołajewskiego "Wędrówka Nabu". To publikacja, w której doświadczenie wielokulturowości jest pokazane z zupełnie odmiennej perspektywy. Mała Nabu jest zmuszona opuścić swoją afrykańską wioskę i ruszyć w daleką podróż, w trakcie której spotyka Innych. I ci Inni, od afrykańskich żołnierzy po wylegujących się na plaży Europejczyków, są (delikatnie mówiąc) umiarkowanie przyjemni. Ta historia przypomina trochę historię Małego Księcia, który po opuszczeniu swojej asteroidy próbuje porozumieć się z zamieszkującymi inne planety dorosłymi; jak pamiętamy, z dość marnym skutkiem. U Mikołajewskiego, mimo całej poetyckości jego opowieści, fabuła bezpośrednio nawiązuje do tego, o czym czytamy w nagłówkach gazet. Los Nabu, pisze Mikołajewski, zależy bezpośrednio od tego, jak zachowamy się w naszej piaskownicy. I dobrze: dzieci bardzo szybko, w głównej mierze na podstawie lektur, wykształciły w sobie świadomość środowiskową. Dlaczego nie miałyby kształtować również wrażliwości społecznej?


Te wszystkie odmiany wielokulturowości są jednak dość odległe od rytuałów codzienności. No bo gdzie afrykańskie dziewczynki, a gdzie Indianie żyjący w tipi? Bardzo fajnie i mimochodem pokazana jest inność w komiksach KaeReLa "Łauma" i "Kościsko", gdzie wielkomiejskie dziecko zderza się z prowincjonalną rzeczywistością. Ta rzeczywistość zostaje dość szybko oswojona, mimo że jej odmienność jest dodatkowo podkreślona wątkami baśniowymi. Podobnie jest zresztą w kapitalnych książkach, które wykorzystują nieśmiertelny wątek nudnych wakacji. Na przykład nieszczęsna Maja zamiast nad jakieś morze czy w góry zostaje wysłana do ciabci, a biedna Zosia ma spędzić wakacje na łódzkich Bałutach – tak zaczynają się "Czarownica piętro niżej" Marcina Szczygielskiego i "Rutka" Joanny Fabickiej. W obu przypadkach nudę rozwiewa spotkanie Innego; w "Rutce" jest to odmienność drugiej wojny światowej, która, niby odległa, jest przecież namacalnie obecna w polskich miastach.

Zupełnie odrębnym doświadczeniem jest to opisane w (świetnym!) "Fanfiku" Natalii Osińskiej. Tu doświadczenie inności jest osią fabularną całej opowieści. Nie chcąc spojlerować, powiem tylko, że fakt, iż nietypowa dziewczyna spotyka jeszcze bardziej nietypowego chłopaka, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Bohaterowie będą musieli zaakceptować odmienność, i to dość fundamentalną, nie tylko w świecie, ale przede wszystkim w sobie samych. Książka jest przy tym napisana jak wartki thriller psychologiczny i ma szansę być przeczytana nie tylko przez dyżurnych recenzentów polskiej literatury dla młodzieży, ale i przez samych zainteresowanych.

Wielokulturowość, poznanie Innego, różnorodność czy po prostu egzotyka – nazwa nie ma tu większego znaczenia. Jedno jest pewne – bez tego, co wykracza poza doświadczenie codzienności, co burzy rutynę utartych szlaków „naszości”, nie ma szans na dobrą literaturę dla dzieci. Co za tym idzie, nie ma też szans na ciekawe i wartościowe życie. Spora część z nas zapomina o tym w trakcie trudnego procesu dorastania i rzuca się do budowania murów wokół piaskownicy, czemu zaradzić mogą tylko masowe projekty reedukacyjne z Nabu i Rutką w roli wykładowców. I to by było na tyle.  

 

Szymon Kloska - o książkach opowiada w radiach i telewizjach, czasami pisuje w prasie drukowanej i innej. Prowadził liczne programy telewizyjne i audycje o literaturze, między innymi: "WOK – Wszystko o Kulturze", "Książki na Lato" czy "Piątka z literatury". Niedawno powstał jego nowy program "Myślnik". Współorganizator Festiwalu Literatury dla Dzieci.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • co sie dzieje
  • OKO
  • Przed twoimi urodzinami
  • Ryms na Facebook
  • trzy mam ksiazki
  • ryms w empikach
  • ksiazka za dyche
  • zbuntowany elektron
  • Kajtek
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • z duchem do teatru
  • zoo litery
  • znajdz nas
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa