Nie szarzej mi tu (o książce "Wroniec" Jacka Dukaja)

Środa, 13 stycznia 2010

Agnieszka Wolny-Hamkało, Nie szarzej mi tu, [w:] "Ryms" nr 8, zima 2009/2010, s. 8

"Wroniec"
Jacek Dukaj
ilustr. Jakub Jabłoński
Wydawnictwo Literackie, 2009

„W tamtych czasach nie było komputerów. Nie było Internetu. Nie było też żadnych gier elektronicznych. Czarno-białe telewizory pokazywały dwa programy”. Ale nie dlatego „straszne” to były czasy. Wroniec mógł bezkarnie wtargnąć w czyjeś życie i zgwałcić je, splądrować, raniąc mamę, porywając tatę – jak to się zdarzyło Adasiowi, głównemu bohaterowi najnowszej książki Jacka Dukaja. Rzecz zaczyna się ponuro – świat chłopca rozpada się. Mocny początek: tragedia i dewastacja. Ale Dukaj nie daje czytelnikowi odetchnąć i wrzuca bohatera w sam środek miasta, które mroczną aurą, atmosferą zagrożenia przypomina komiksowe Gotham City. Jest jednak bardziej jeszcze surrealistyczne, gości bogatszą galerię potworów.

Z kim walczymy? Przede wszystkim z Wrońcem, wcieleniem Wojskowej Rady Odrodzenia Narodowego. I natychmiast staje się jasne, jakie to były czasy i kim był wróg. Dukaj skrupulatnie tworzy armię Wrońca, z upiorną fantazją obsadza niechlubne stanowiska. Dokonuje zarazem kapitalnego zabiegu: przepuszcza wszystkie elementy ówczesnego świata przez wyobraźnię dziecka, które – czego nie rozumie to sobie domyśli, dopowie. W tej układance „suki” to postindustrialne roboty, groźne mechaniczne psy, połykające „dywersantów”. Gaz to kolosalny, nachmurzony bałwan, grasujący po ulicach. Momo – ZOMO, Bubek – ubek. Kiedy sąsiad mówi „Mogę mogę dać dać panu panu klucze klucze do przejścia do przejścia przez piwnicę przez piwnicę”, wiadomo, że trzeba zmykać – facet jest Podwójnym Agentem. Zresztą Podwójnym Agentem może stać się każdy, jak w Matriksie. Nawiązań do innych tekstów kultury jest więcej. Śledzenie ich to naddatek, gratka dla starszego, wykształconego czytelnika. Sama atmosfera zagrożenia, absurdu, logika marzenia sennego przywodzą na myśl Kafkowski "Proces". Estetyka koszmaru, jaką wykreował autor "Lodu", może kojarzyć się z obrazami Magritte’a, a piętrzące się urzędy, zapadające nagle biura – z przestrzenią niemożliwą Eschera. Do tego dochodzi sztafaż PRL-u: srebrne kapturki na butelkach mleczarza, kolejki. Ten ostatni przykład pokazuje, jak demoniczne są niektóre wizje Dukaja: kiedy Adaś dostaje się do kolejki, tajemniczo się w niej zakorzenia. Jego nogi wrastają w beton. Kolejka jest pułapką, więzieniem. Tworzący ją ludzie to tłum ogłupionych, zahipnotyzowanych pionków z przetrąconym językiem: mogą mówić jedynie „pantuniestał, pantuniestał”.

Sugestywna wizja. Owo ogłupienie pojawia się także w innych kontekstach – jest wynikiem działania Maszyny-Szarzyny, z której „szarość płynie w świat gęstymi falami”. Kto się znajdzie w jej zasięgu, zostaje stępiony, zamroczony, chodzi ze spuszczoną głową pod murem. Ta figura jest metaforą „przerobienia” przez PRL – konformizmu, lęku, przejęcia języka władzy, bierności, niewiary, że da się naruszyć opresyjny system. Dukaj nie pozostawił jednak bohatera samego, choć momentami wydaje się, że ilość nieszczęść wreszcie go przytłoczy, że mu się nie uda: pomaga mu Pan Beton, reprezentant proletariatu, który zaczyna zdanie od „Temi ręcami”, będący kimś w rodzaju ostatniego sprawiedliwego, dobrą duszą w skażonym świecie. Pomagają także Pozycjoniści i panowie Oporni. Ale największą bronią jest wyobraźnia, która – połączona z naiwnością – rozsadza system od wewnątrz, koloruje ludzi w sklepie. To baśniowy archetyp: wyobraźnia dziecka przeciwko złu i absurdowi rzeczywistości.

Kupując tę złowrogą, ponurą, choć niepozbawioną piękna wizję Dukaja, zastanawiałam się, kim jest jej potencjalny czytelnik. Wielbiciele Dukaja, znawcy jego poprzednich książek nie zawiodą się: autor nie infantylizuje, nie spuszcza z tonu. Etykieta „dla dzieci o stanie wojennym” jest czysto umowna. Oczywiście dzieci będące czytelnikami przygód Harry’ego Pottera albo "Koraliny" Neila Gaimana mają inną tolerancję, zatem obawa o ich spokojny sen jest bezzasadna. Wygląda na to, że książka wyłamała się poza ścisły target, szufladkę wieku czytelników, że dysponuje światem zaraźliwym, swoistym, jak mówi sam autor, autorytaryzmem ducha. Liczba pomysłów, siła wizji – budzą szacunek. Z przyjemnością obserwujemy powrót polskiej fantastyki na salony. Nagroda Kościelskich dla "Lodu", poważne debaty toczące się wokół tematu, pogłębione recenzje – wszystko to pozwala mieć nadzieję, że wreszcie potraktuje się twórców fantastyki z należytym szacunkiem. Oto o naszej narodowej traumie – o stanie wojennym – opowiada nam Jacek Dukaj, jeden z najświetniejszych pisarzy naszych czasów.

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer

Reklama

  • Ania Mieszała
  • Krystyna Romanowska
  • Król i morze
  • Mała szansa
  • promocja!
  • Książki dla dzieci
  • promocja!
  • Wilkoń
  • Hasbro