Ostatnio dodane

Torba zmalowana przez Wilkonia

Poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pora na ilustratora - cz. 8 - Zuzanna Młotek

Niedziela, 13 sierpnia 2017

Przyroda (nie) dla dzieci

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Pora na ilustratora - cz. 7 - Adam Pękalski

Czwartek, 13 lipca 2017

Sabina, Pyzata i Pippi

Czwartek, 15 czerwca 2017

 

Ostatnio komentowane

Klasycy przedwojennej ilustracji

Wtorek, 21 lipca 2015

Gdzie szukać aplikacji dla dzieci?

Piątek, 9 października 2015

Najważniejsze nagrody w dziedzinie: książka dla dzieci i młodzieży

Wtorek, 5 kwietnia 2016

Nowe szaty Andersena

Środa, 1 kwietnia 2015

Komiksowa podróż Shauna Tana

Piątek, 9 stycznia 2015

Książka musi posiadać rytm

Środa, 11 czerwca 2014

Wydaje mi się, że ci, którzy tworzą dobre książki dla dzieci, często mają silne więzy ze swoim dzieciństwem i to dzieciństwo jest dla nich bardzo ważne. Czasem wiąże się to z dobrymi wspomnieniami, czasem z trudnymi. Chodzi jednak o to, żeby były one nadal żywe - mówi Eva Susso, szwedzka autorka książek dla dzieci.

Sylwia Biedroń: Spotykamy się przy okazji festiwalu literatury dla dzieci Dobre Strony 2014, organizowanego we Wrocławiu. Chcę zapytać o Pani wrażenia z pobytu w mieście oraz ze spotkań z czytelnikami.

Eva Susso: Przyjechałam wczoraj, więc nie zdążyłam zobaczyć miasta, ale wydaje mi się, że jest przyjemne. Spotkania z czytelnikami są dla mnie bardzo silnym przeżyciem. Ponieważ moje książki wydane w Polsce są skierowane do najmłodszych czytelników, spotykam zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Widzę, że dzieciom świecą się oczy (uśmiech). Rodzice opowiadają mi, że moje książki sprawiły ich latoroślom dużo radości, że chętnie je czytają. To bardzo cenne usłyszeć takie rzeczy. Jako pisarka chcę dotrzeć do ludzi. Pisanie to pewien rodzaj komunikacji i jest dla mnie bardzo ważne otrzymywanie komunikatów zwrotnych.

SB: Wczoraj uczestniczyłam w warsztatach prowadzonych przez Panią. Jestem pod ogromnym wrażeniem formuły oraz swobodnego kontaktu z dziećmi. Pojawiły się tam elementy muzyki oraz tańca – jak ważne są one dla Pani?

ES: Na co dzień interesuję się i zajmuję językiem. Dla mnie muzyka i taniec są pewną formą języka, stąd to wszystko się łączy. Czasami mówię nawet, że książki piszę ciałem. Bardzo ważny jest rytm, niezależnie od tego, nad jaką książką się pracuje. Rytm jest tym, co łączy literaturę i muzykę. Wiadomo, że w książkach dla najmłodszych czy w poezji ten rytm najłatwiej rozpoznać, ponieważ jest wyraźny. Jednak jest on obecny w każdej innej książce. Tekst literacki, w odróżnieniu od tekstu użytkowego, ma po prostu rytm.

SB: Zdaję sobie sprawę z tego, że to pytanie pojawia się często, ale zadam je. Dlaczego została Pani pisarką i jak się Pani z tym czuje?

ES: Pisarzem nie zostajemy dlatego, że tak postanowiliśmy. Pisarzem stajemy się wtedy, kiedy zauważamy, że mamy coś do powiedzenia. W przyszłym roku obchodzę dwudziestolecie pisarstwa i cały czas czuję, że jestem na początku drogi. Mam jeszcze mnóstwo do nauczenia się i do zgłębienia. Specyficzne dla bycia pisarzem jest to, że zawód staje się tożsamością, pisarzem jest się całym sobą. Pisarstwo jest dla mnie przygodą, a ja jestem zanurzona w tej przygodzie.

SB: W naszym kraju jest Pani znana z książek o Bincie, Lalo, Babo i Yeti adresowanych do dzieci, ale Pani dorobek literacki jest bogatszy. Jakie tematy podejmuje Pani w książkach, których nie znamy w Polsce. Na ile są one dla Pani istotne?

ES: Kiedy pisze się dla różnych grup wiekowych, podejmuje się często te tematy, które absorbują czytelników będących w danym wieku. Pierwsza książka, która adresowana była do odbiorców będących w wieku między 10. a 12. rokiem życia, mówi o tym, co się dzieje w okresie dojrzewania. Co się dzieje, kiedy mija dzieciństwo i wchodzimy w wiek nastoletni. To wszystko, o czym piszę, dotyczyło również mnie, kiedy byłam dzieckiem, nastolatką. To problemy, które i ja miałam, to coś, co było i moim udziałem, co mnie wtedy absorbowało. Napisałam na przykład książki o czwórce przyjaciół w wieku 14–16 lat. Jedyne, czym bohaterowie chcą się zajmować, to taniec, street dance. Chciałam opowiedzieć o takich nastolatkach, które już dobrze wiedzą, czego chcą. Tak jak ja w ich wieku… Bardzo chciałam wtedy zostać artystką, malować. Wiedziałam dokładnie, czego chcę. I tak samo oni. Wiedzą, że chcą tańczyć. To nie jest młodzież, która się włóczy po ulicach i nie wie, co ma zrobić z czasem. Oni są bardzo skupieni. Być może dorośli jeszcze nie biorą ich na serio, ale oni sami traktują siebie i swoje życie poważnie.

SB: Pani książki przetłumaczone na język polski są bardzo pogodne. Skąd płynie inspiracja i skąd pochodzi ta dobra energia, którą przekazuje Pani czytelnikom?

ES: Po prostu z siebie samej (śmiech). Gdybym była w depresji, nie napisałabym takich książek. Stworzyłam kilka historii, które są bardzo mroczne, ale każdy z nas ma różne oblicza i zawsze można wybrać, co akurat chcemy ukazać w książce. Mam więc w dorobku również tytuły, które są w zupełnie innym klimacie niż pozostałe pozycje.

SB: Czy według Pani istnieje przepis na udaną książkę?

ES: Wydaje mi się, że faktycznie jest taka recepta. Zauważyłam, że w moich książkach dla najmłodszych, które cieszą się popularnością, zarówno dziecko, jak i dorosły może znaleźć coś dla siebie. Mam na myśli te dzieła, które można czytać na różnych poziomach. Wprawny odbiorca odczyta je na wszystkich, ale dla każdego coś tam jest.

SB: Część osób kojarzy pisarza z kimś, kto dużo czasu spędza przed klawiaturą i monitorem. Jak wygląda Pani codzienne życie?

ES: Są oczywiście takie okresy, kiedy większość czasu spędzam przed komputerem. Mam swój rytm. Rankiem często czytam, bo jeżeli nie piszę, to dużo czytam. Ale kiedy mam fazę pisania, to zaczynam to robić od samego rana. Pływam. Uważam, że to bardzo ważne, żeby się ruszać. Często kiedy spaceruję czy pływam, przychodzą mi do głowy historie, które później spisuję. Mam też okresy, kiedy bardzo mocno angażuję się społecznie czy towarzysko. Chodzę z przyjaciółmi do kina i teatru. Spotykam się z młodzieżą w szkołach. To są takie etapy. Albo piszę, albo jestem otwarta na świat zewnętrzny. Tak jest, od kiedy moje dzieci wyprowadziły się z domu, kiedy stały się dorosłe. Dopóki były w domu - a mam trójkę dzieci - moje życie wyglądało zupełnie inaczej, podział czynności był zdecydowanie inny. Teraz, kiedy mam więcej wolności, mogę się poświęcić dłuższym, i większym projektom.

SB: Pisanie dla dzieci kojarzy się z czymś łatwym i przyjemnym. Ma Pani dwudziestoletnie doświadczenie. Czy to rzeczywiście takie proste i wdzięczne zajęcie?

ES: Przede wszystkim trzeba mieć ku temu zdolności, talent. I trzeba mieć w sobie coś z dziecka, rozumieć dziecko. Ważne jest, by pisać z głębi siebie, całym sercem, by czuć to, co się pisze. Wydaje mi się, że ci, którzy tworzą dobre książki dla dzieci, często mają silne więzy ze swoim dzieciństwem i to dzieciństwo jest dla nich bardzo ważne. Czasem wiąże się to z dobrymi wspomnieniami, czasem z trudnymi. Chodzi jednak o to, żeby były one nadal żywe. Dam przykład. Niedawno spotkałam kobietę mniej więcej w wieku trzydziestu lat, która twierdziła, że w ogóle nie pamięta czasu, kiedy miała trzynaście lat. Kompletnie sobie nie przypomina. Nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe. Ja pamiętam dokładnie każdą emocję, każde uczucie z tamtego czasu.

Trudno porównywać, czy łatwiej pisać dla dzieci, czy dla dorosłych. Ktoś, kto pisze świetne książki dla małych dzieci, może wcale nie potrafić tworzyć dla młodzieży. Ktoś, kto pisze dla dorosłych, może nie umieć trafić do młodego odbiorcy. To rodzaj specjalizacji – każdy ma swoją. Oczywiście, jest mnóstwo publikacji dla dzieci, które są bardzo proste i jednowymiarowe. Pewnie takie książki dosyć łatwo napisać. Może one też mają dla ludzi jakieś znaczenie.

SB: Jest to już trzecia Pani wizyta w Polsce. Czy dostrzega Pani jakieś różnice kulturowe między Polakami a Szwedami? Czy coś szczególnie zwróciło Pani uwagę?

ES: Ludzie, których tutaj spotykam, wydają się bardzo miękkimi, łagodnymi osobami. Mam wrażenie, że w Polsce jest spokojniej niż w Szwecji. Ale tak naprawdę widzę mało, tylko pewien wycinek. Bardzo trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Kiedy jestem z czytelnikami, mam wrażenie, że dla tych dzieci i dla ich rodziców spotkanie z pisarzem jest ważne. Rodzice opowiadają o tym, jak wiele znaczą dla nich moje książki. Jak bardzo je lubią. To niesamowicie przyjemne, że chcą się tym ze mną podzielić.

SB: Właściwie odpowiedziała Pani na moje ostatnie pytanie – o wrażenia z bezpośredniego kontaktu z najmniejszymi czytelnikami, którzy przychodzą z książkami i proszą o podpis. Dla dzieci to wielkie przeżycie.

ES: To dorośli dają sygnał, że spotkanie z autorem jest czymś ważnym. Dziecko samo by na to nie wpadło. Gdybyśmy my, dorośli, zdawali sobie sprawę z tego, jak ważne są pewne sygnały, które wysyłamy dziecku, tobyśmy się przerazili (uśmiech).

SB: Dziękuję bardzo za inspirującą rozmowę.

Rozmawiała Sylwia Biedroń
Tłumaczyła ze szwedzkiego Katarzyna Skalska/Zakamarki
Fot. CzasDzieci.pl

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • Ryms na Facebook
  • OKO
  • trzy mam ksiazki
  • Przed twoimi urodzinami
  • znajdz nas
  • ryms w empikach
  • z duchem do teatru
  • zbuntowany elektron
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • zoo litery
  • ksiazka za dyche
  • Kajtek
  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • co sie dzieje