Niech książka rośnie razem z dzieckiem

Wtorek, 25 lutego 2014

Książka, w podtekście edukacyjna, powinna być intrygująca, zabawna i daleka od broszurowych standardów. Aby stała się przygodą wartą zapamiętania, powinna dać się czytać również dziecku jeszcze nieczytającemu. 
 W wypadku "Łazienkowych pytań" to czytelnik jest gospodarzem - mówi autorka i ilustratorka Krystyna Lipka-Sztarbałło. W wydawnictwie Ezop właśnie ukazała się jej autorska książka "Łazienkowe pytania".

Ewa Skibińska: Jestem świeżo po lekturze "Łazienkowych pytań" [opis książki - tutaj]. Ciekawa, pożyteczna, 
atrakcyjna wizualnie książka! To również Pani autorski debiut, napisała Pani 
tekst, zilustrowała. Są emocje?

Krystyna Lipka-Sztarbałło: Tak! Jak zawsze, kiedy po zadaniu pytania czekamy na odpowiedź. Chciałam stworzyć książkę, która byłaby wsparciem dla rodziców. Doświadczenia w mojej rodzinie kolejnego pokolenia potwierdziły, że codzienne obowiązki związane z higieną najpierw trudne, potem nudne, bywają problemem. A gdyby spojrzeć na nie jak na przywilej? Luksus, który tworzyły zastępy wynalazców? Książka, w podtekście edukacyjna, powinna być intrygująca, zabawna i daleka od broszurowych standardów. Aby stała się przygodą wartą zapamiętania, powinna dać się czytać również dziecku jeszcze nieczytającemu. 
 W wypadku „Łazienkowych pytań” to czytelnik jest gospodarzem. Struktura książki, wielowarstwowość tekstu i ilustracji pozwala przechodzić od pytań prostych do bardziej złożonych. Decyduje chęć i dociekliwość małego czytelnika. Chciałam, aby książka rosła wraz z dzieckiem. Była zabawna i dla małego, i dorosłego.

ES: Tworzenie autorskiej książki to większe wyzwanie niż ilustrowanie cudzego 
tekstu? Czy też są to dwa różne procesy?

KL-Sz: To zupełnie inny proces twórczy. Zapętlenie tekstu i obrazu zmusza do myślenia formą. To jak przejście z pracowni malarskiej do rzeźbiarskiej, czy od kolekcji zdjęć do filmu. Kiedy tworzywem jest i obraz, i słowo, forma książki nieustanne ulega przeobrażeniom. Im bardziej skomplikowana jest jej struktura, tym więcej powstaje możliwości przesunięć, zamiany miejsc i ról, przekomponowania całości. Pytanie - a może powinno być odwrotnie- staje się obsesją. I dalej: czy forma jest adekwatna do przyjętych założeń? Czy buduje autonomiczny przekaz, który jako całość pozostanie w pamięci? Jaka jest relacja tekstu do obrazu, czy dobrze się uzupełniają? Czy dwa typy narracji: tekstowy i obrazowy zostały dobrze wykorzystane składając się na treść komunikatu? Czy akcenty zostały dobrze rozłożone, a całość harmonijnie przeprowadza od wstępu do zakończenia? Czy struktura książki dobrze służy czytelności przekazu, budowaniu intrygi, czy jest adekwatna do wieku czytelnika, czy pozostawia twórczy margines? Książka autorska to nie kostka Rubika. Wątpliwości, co do właściwych rozwiązań nie dają spokoju na żadnym etapie.
 

ES: Jakie były kulisy powstania "Łazienkowych pytań"? Czy wpływ na wybór 
tematu miał modny ostatnio w literaturze dziecięcej nurt książek 
edukacyjnych, popularnonaukowych, "non-fiction"?

KL-Sz: Temat wyrósł z doświadczeń rodzinnych i od dawna chodził mi po głowie. Kiedyś opowiedziałam o tym Jiwone Lee ( koreańskiej admiratorce polskiej książki ilustrowanej) skarżąc się, że ciągle czekam na książkę która takim tematom wyjdzie naprzeciw. Tak? – powiedziała Jiwone – to ją napisz. Grom z jasnego nieba. W Polsce nie ma tradycji pisania książek autorskich, gdzie i tekst i ilustracja jest zapisem treści. To umiejętność, którą jako obligatoryjną ćwiczą studenci pod okiem mistrzów od pierwszych semestrów w school of art. U nas to ciągle zjawisko między objawieniem, aberracją a uzurpacją. Na szczęście Iwona Chmielewska przetarła szlaki. W przypadku jej twórczości klasyfikacja fiction/non-fiction jest bardzo trudna. Poetycki przekaz na temat relacji międzyludzkich jest jak najbardziej edukacyjny ( poprzez empatię, wrażliwość, wyobraźnię, kreatywność). Wskazuje jak ogromny potencjał tkwi w książkach edukacyjnych nowego typu. To już nie wykład na dany temat, lecz ujawnianie zagadnień w ich złożoności, pytania stawiane zarówno dzieciom jak i dorosłym. Książka edukacyjna w Polsce ma ogromne tradycje. W latach 50. i 60. była częścią programu. Miała swoich znakomitych projektantów jak chociażby Bohdan Butenko. Lubię książki edukacyjne, uważam, że renesans tego gatunku po 2005 to dobry znak czasu.

ES: Dzieci znajdą w tej książce sporo ciekawostek związanych z higieną i 
ochroną środowiska. Nie wiedziałam, że na świecie obchodzi się Dzień 
Toalet:) Jestem ciekawa, jak wyglądała selekcja materiału?

KL-Sz: Książka autorska to sztuka mówienia sobie "nie". Stosy notatek, teczki zdjęć – wszystko fascynujące. Ale ważniejsza jest gilotyna. Nie można dać się uwieść nadmiarowi informacji. Trzeba wyczuć tę szczególną granicę między erudycją a gadulstwem, która pozwoli pozostawić czytelnika zaciekawionego. No i najważniejsze: w wypadku „Łazienkowych pytań” wiedza nie jest celem, tylko środkiem. Ma spowodować, że sprawy związanych z higieną zostaną docenione. Dlatego czasem opuszczam łazienkę, aby przypomnieć o problemach higieny w skali w globalnej.

ES: Czy jest Pani za literaturą dla dzieci bez tabu? O wszystkim można pisać?

KL-Sz: Za każdą lekturą stoi dorosły i jego wybór. Jestem za świadomym czytaniem. Co, gdzie, kiedy – decyduje wiek, kultura, potrzeba chwili, relacje w rodzinie. Jestem z pokolenia, które i jako uczeń, i jako rodzic, przerabiało w ramach lektury obowiązkowej nowele "Antek" i "Janko Muzykant". Utwory adresowane do dorosłych za sprawą wizji politycznych stały się narzędziem w indoktrynacji dzieci. Dla czwartoklasisty była to lektura szokująca, a więc okrutna... A mimo wszystko kanon wrósł w społeczeństwo. Jeszcze po 1990 roku nie chciano się z nimi rozstać. Jestem przeciwko okrucieństwu i bezmyślności. Jestem za tym, aby dziecko, które pyta, zawsze otrzymywało odpowiedź. Oczywiście skrojoną na miarę.

ES: Tworzy Pani książki obrazkowe, zdobywa nagrody za ilustracje. Zapewne 
śledzi Pani rynek - jak Pani zdaniem ma się dziś polska książka obrazkowa na 
tle twórczości światowej?

KL-Sz: Jako kurator prezentacji narodowych we Frankfurcie (2000 ) i Bolonii (2003) mam niezwykłą satysfakcję czytając o kolejnych międzynarodowych nagrodach polskich twórców książki dla dzieci, a także o kolejnych sukcesach polskich wydawców. To zjawisko bardziej uniwersalne niż historyczny sukces polskiej szkoły ilustracji lat 60/70. Polscy twórcy powszechnie stają się częścią międzynarodowego środowiska ilustratorów, a polska książka podbijając kolejne rynki dobrze służy promocji polskiej kultury. Ale jest i wielki dramat. Na naszych oczach ginie to, co powinno było być wpisane w europejską historię książki dla dzieci, a nie zostało wpisane nawet w naszą historię przedmiotu – dorobek polskich twórców ilustratorów po II wojnie światowej.

ES: Co Pani czytała w dzieciństwie? Czyje ilustracje szczególnie zapadły w 
pamięć?

KL-Sz: Czytałam dużo. Sympatie zmieniały się wraz z wiekiem. Pierwsze zapamiętane książki to te, które przetrwały wojnę np. „Poczta” Themersonów, stare i nowsze encyklopedie. Bardzo lubiłam bajki i legendy egzotycznych narodów. Zachwycały mnie przez długi czas ilustracje Wiesława Majchrzaka i Bożeny Truchanowskiej. Śmieszył Butenko. Później fascynował polski plakat. Ale ostatnio często wracałam do książki z 1987 roku „Opowieści o rzeczach powszednich” Władysława Kopalińskiego z ilustracjami Katarzyny Czerner-Wieczorek. To najpiękniejsza książka lat 80.

ES: Po "Łazienkowych pytaniach" będzie kolejna książka autorska?

KL-Sz: Taką mam nadzieję. Jestem moim wnuczkom winna jeszcze jeden temat. Na razie układam scenariusz. Ale, póki co, to tajemnica.

ES: Dziękuję za rozmowę.

Fot. archiwum prywatne K. Lipki-Sztarbałło

« wróć na stronę listy artykułów

Dodaj komentarz





Najnowszy numer


ZAMÓW NEWSLETTER


Reklama

  • IBBY Ryms upowszechnianie czytelnictwa
  • zbuntowany elektron
  • maly atlas ptakow
  • prosiaczek
  • Arctic
  • ryms w empikach
  • Gwarancja kultury dla Marty Lipczyńskiej
  • Ryms na Facebook
  • jajo
  • ksiazka za dyche
  • OKO